Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Azja w zbliżeniu]...

[Azja w zbliżeniu] Cienie ginącej tradycji

Krzysztof Renik

Tym razem nie napiszę o polityce i politycznych zawirowaniach w Azji. Pozwolę sobie raczej na nieco nostalgiczne uwagi o ginącej tradycji oraz odchodzących w przeszłość obyczajach i obrzędach.

Sceną, na której rozgrywa się historia przemian w religijnych obyczajach lokalnej ludności, będą południowe Indie, a ściślej – południowoindyjski stan Kerala. Region ten od dawna przykuwał uwagę badaczy rytualnych sztuk parateatralnych oraz religijnego teatru Indusów. Uważany był za swoisty rezerwuar indyjskich tradycji widowiskowych, które w innych rejonach tego rozległego kraju już dawno odeszły w mrok niepamięci. W Kerali trwały i przez ostatnie dziesięciolecia były żywym świadectwem bogatej spuścizny widowiskowej subkontynentu indyjskiego.

To właśnie dlatego w pierwszej połowie lat 80. ubiegłego wieku także i ja wyruszyłem do Kerali, by poznawać fascynujące historie opowiadane przez ludzi w kostiumach, którzy byli co prawda aktorami, ale bywali jednocześnie i kapłanami. Widowiska organizowano bowiem nieopodal hinduistycznych świątyń, niektóre także wewnątrz świątynnych murów. Ich przesłaniem było oddanie czci hinduistycznym bogom i zapewnienie ludziom oglądającym te widowiska pomyślności. Widowiska określane mianem Thejjamu czy Mudijettu miały oczywiście swój wymiar teatralny, ale jednocześnie były rytuałem i obrzędem. Świętym rytem, który dla miejscowej ludności był czymś więcej aniżeli tylko steatralizowaną opowieścią o bogach i demonach, oddziałujących na codzienną egzystencję konkretnych ludzi oraz całych wspólnot lokalnych.

Kiedy ponad trzydzieści lat temu docierałem do zagubionych pośród pól ryżowych hinduistycznych świątyń i oglądałem nocne widowiska-obrzędy nie miałem wątpliwości, że dla miejscowej ludności mają one niezwykłe znaczenie. Widzowie-wierni ściśle otaczali arenę, na której ludzie w kostiumach sprawowali ów święty ryt. Tłoczyli się wokół postaci w kostiumach, by po zakończeniu widowiska otrzymać od nich błogosławieństwa, rady i wskazania dotyczące codziennego życia i rozwiązywania codziennych życiowych trosk. Było dla mnie oczywiste, że ludzie w kostiumach przy pomocy znanych jedynie sobie praktyk wchodzili w stan zmienionej świadomości określany popularnie mianem transu. Widzowie-wierni nie mieli wówczas wątpliwości, że w ciałach ludzi w kostiumach przebywali podczas widowiska bogowie przywołani rytualnymi pieśniami oraz przypisanymi tradycją zachowaniami obrzędowymi. Religijny wymiar południowoindyjskich widowisk, którymi interesowałem się ponad trzydzieści lat temu, nie ulegał wątpliwości.

Wróciłem do Kerali po latach. Odwiedzam znane sprzed lat świątynie, staram się spotykać się z mistrzami, którzy urządzali niegdyś świątynne widowiska. Wielu z nich już nie żyje, a ich sztukę kontynuują następcy. Pozornie tradycja trwa i jest rozwijana przez kolejne pokolenia ludzi w kostiumach. Napisałem jednak – „pozornie”. Mając bowiem ową kilkudziesięcioletnią skalę porównawczą, wiem już, że znaczenie sztuk, którymi interesowałem się przed laty, uległo daleko idącej ewolucji. Więcej w tych widowiskach teatralizacji, mniej pierwiastka religijno-obrzędowego. Znacznie mniejsze jest także zainteresowanie widzów-wiernych tradycją widowisk obrzędowych. Aren, po których w zawrotnym tempie wirują postacie bogów i demonów, nie otaczają już tłumy wiernych, którzy niegdyś z niecierpliwością oczekiwali na błogosławieństwo po zakończeniu wielogodzinnego widowiska. Sami ludzie w kostiumach potwierdzają w prywatnych rozmowach, że zainteresowanie ich sztuką oraz sprawowanymi przez nich obrzędami coraz bardziej maleje.

Gdy pytam o powody takiej ewolucji, nieodmiennie słyszę słowa o procesie modernizacji indyjskiego społeczeństwa. To prawda – kilkadziesiąt ostatnich lat przyniosło Indiom ogromny skok cywilizacyjno-gospodarczy. Ten skok wpłynął na stosunek Indusów do własnej tradycji, na stosunek do przechowywanego i kultywowanego przez stulecia, a nawet tysiąclecia obyczaju, również religijnego. Koncept, wedle którego w ciała ludzi w kostiumach mogli wejść bogowie, by wspierać ludzi w ich ziemskim bytowaniu, staje się dla współczesnych mieszkańców Kerali coraz mniej wiarygodny. Co interesujące, nie oznacza to jednak, że tutejsi ludzie stają się mniej religijni, że życie pobożnościowe zamiera. Wedle opinii, z którymi zetknąłem się podczas moich tegorocznych penetracji w południowych Indiach, zmieniają się formy okazywania uczuć religijnych. Jednocześnie efektem zmiany tych form jest coraz mniejsze znaczenie owych rytualnych widowiskowych form, w trakcie których miało dochodzić do wcielenia się bóstwa w ciało człowieka w kostiumie.

Proces, którego w południowoindyjskim stanie Kerala byłem i jestem obserwatorem od kilkudziesięciu lat, jest doskonałą egzemplifikacją przekształcania się religijnego rytuału, widowiska obrzędowego w widowisko o charakterze teatralnym. Proces ten dotyczy zarówno ludzi zakładających kostiumy, jak i tych, którzy otaczają świątynną czy przyświątynną arenę. Ci pierwsi coraz bardziej stają się aktorami. Liczy się dla nich przede wszystkim artystyczny efekt widowiska, stają się coraz bardziej świadomi swego artystycznego czy aktorskiego działania. Ich kapłańska rola staje w ich świadomości coraz bardziej odległa. Z kolei ludzie otaczający owe areny w większym stopniu są po prostu widzami, a w mniejszym – wiernymi, którzy przybyli na święty obrzęd, by w nim aktywnie uczestniczyć.

W opinii ludzi, z którymi przyszło mi w Kerali rozmawiać, proces ten będzie miał daleko idące konsekwencje dla przyszłości tradycyjnych widowisk parateatralnych, które jeszcze do niedawna odgrywały tak istotną rolę w życiu zbiorowym południowych Indii. Posuwająca się teatralizacja tych widowisk, a co za tym idzie – także ich desakralizacja, sprawi, że będą one coraz mniej istotnym elementem indyjskiej mozaiki kulturowej. Zostaną sprowadzone do folklorystycznej ciekawostki pokazywanej złaknionym egzotyki turystom. Ich religijne znaczenia ulegną zatarciu i przestaną być czytelne, także dla miejscowej ludności. Staną się egzemplifikacją procesu, który dokonał się już w wielu innych regionach naszego globu. W ten sposób rytualne widowiska parateatralne południowych Indii pozostaną cieniami ginącej tradycji.

...czy możemy zatrzymać Cię na chwilę? Skoro jesteś tu z nami, mamy do Ciebie ważną prośbę.

„Kultura Liberalna” jest tygodnikiem wydawanym społecznie, to znaczy istnieje dzięki wsparciu Darczyńców. W każdy wtorek publikujemy pełnowymiarowe wydanie magazynu, wydajemy książki, organizujemy wydarzenia publiczne.

Dajemy głos ludziom rozmaitych profesji i środowisk, którzy mają do powiedzenia coś ważnego i ciekawego - niezależnie od potrzeb reklamodawców i komercyjnych wymogów. Wierzymy w pluralistyczną demokrację i rozmawiamy także z tymi, z którymi się nie zgadzamy. Bez „KL” w naszym kraju byłoby smutniej!

Przed nami kolejne cele. Aby działać stabilnie i zachować pełną niezależność, musimy znacznie poszerzyć grono osób, które wspierają nas bezpośrednimi, comiesięcznymi wpłatami. Dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą, abyś dołączył lub dołączyła do grona naszych comiesięcznych Darczyńców. Zajmie to tylko minutę!

SKOMENTUJ

Nr 370

(6/2016)
12 lutego 2016

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj