Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > Dawicki Oskar /...

Dawicki Oskar / "Najlepsza reklama dla branży"

Wojciech Albiński

To nie z niego zrobiono bohatera literackiego, to raczej człowiek, który potraktował siebie serio i tak został bohaterem jakiejś sztuki. Dlaczego zatem miałby martwić się o koniec? - Wojciech Albiński kreśli portret Oskara Dawickiego.

Miałem pewne nadzieje względem samobójstwa, które wydarzyło się w kwietniowy poranek, a które krótka notatka prasowa podsumowuje tak: „Do tragicznego w skutkach wypadku doszło w miejscowości Błonie koło Warszawy. Utrudnienia w ruchu trwały kilka godzin”. Liczyłem, że da pewien obraz Dawickiego, że załatwi interpretację jego prac. Zaledwie wczoraj przecież o tym mówiliśmy, on cytował Ciorana i mówił o jego pragnieniu śmierci, sam siliłem się na odpowiadanie o Canettim i te wszystkie donkiszoterie, aby to zrównać. Ale wyszło gdzieś pośrodku, bo kogo ostatecznie obchodzi śmierć?

Tylko PKP nie radzi sobie z samobójstwem. Na małej ławce stacji Ożarów Mazowiecki to już tylko drobna niedogodność, którą opędza się kawą w barze. Także, hej ty tam, Dawicki – rzucałem w wyobraźni w jego stronę – my, ludzie normalni i zdrowi, nie zaprzątamy sobie tym głowy. A ty? Przecież wiadomo; artyści potrzebują, żeby coś się działo, ale też nic na serio.

Może widać u niego przejęcie sprawą: miał próby samobójcze, cierpiał i jak opisują go w swojej książce Gorczyca i Ronduda – chodził po mapie Stargardu Gdańskiego, a jego szlak świadomie układał się w jeden napis „h-e-l-p” wysłany w kosmos. Pomocy – krzyczał. Ale przecież z drugiej strony jest całe jego confetti pomysłów o charakterze wdzięcznym, lekkim, schodzącym do reklamowego („Czy nie masz wrażenia, że to jest wykoncypowane, opracowane jak w reklamie?” – „O, nie.”). Od video z odbitymi w nowym AGD sylwetkami bohatera, które do nas machają, betonowe koło ratunkowe zwisające z sufitu, po wystawione pieniądze w witrynie galerii – bo za tyle miała być zrobiona wystawa.

Patrzę zresztą jak z tej lekkości opowiadania odlatuje. Czarny elegancki but za kostkę porusza się wdzięcznie do rytmu słów, ego unosi się i Dawicki powoli odbija od ziemi. To radosny człowiek! „Niektórzy twierdzą, że jestem profetą… Kiedy powtórzyłem rozstrzelania Wróblewskiego, to zaraz potem zaczęli się strzelać na Ukrainie…, a jak robiłem pracę, że skończą się pieniądze, zaraz zaczął się kryzys finansowy”. Trudno widzieć w tym proroctwo, po chwili zaczyna się głośno i rozbrajająco śmiać sam z siebie, to najpiękniejszy moment rozmowy. Już widać; to cesna, dwu, maksymalnie czteroosobowa awionetka, tylko siedzieć obok i się śmiać. Kapitan w środku wie, czym lata, jaka to mechanika i ile potrzebuje podziwu. Profetą może jest, może takie czasy. Mimo to dalej mówi z lekkością, którą i ja czuję się podniesiony.

„Mówią, że najtrudniej jest się przebić, potem utrzymać, ale skończyć to jest dopiero problem”. I on się teraz zastanawia, jak wylądować – w życiu i artystycznie. Jeśli nie nauczanie, jeśli nie… – no właśnie, no właśnie nie co… – to może wycofanie, chatka jak u swojego mistrza Warpechowskiego w Sandomierzu – „rozlewiska Wisły jak u van Eyck’a, to może być rozwiązanie”, marzy.

Sukces przyszedł za późno i choć dziesięć lat wcześniej byłby zadowolony, teraz jest zaledwie OK. Póki co stan równowagi widać w tym śmiechu, detalach, naszyjniku z plastikowych czaszek, białych okularach z ciemnymi szkłami – to Młoda Polska sto lat później. Jakby po tych krzykach o pomoc przed startem, przyszła tylko ironia. Dlaczego tak się osłaniasz? Dlaczego rezygnujesz z powagi? Odpowiada coś serio o bólu – „że to podstawowe doświadczenie człowieka”, a potem już tylko cytuje z książki o sobie – że no taki właśnie jest: „ustępuje, jest zawsze drugi” i mówi, jakby przyzwyczaił się do roli bohatera literackiego. Rezygnacja, zacięta płyta, ponadgryzane wszystkie jabłka w sadzie.

W książce o nim jest tłumaczenie, że ten pomysł z jabłkami wykonał specjalnie na biennale w Wenecji. Chciał spróbować wszystkiego, choć niczego ze smakiem, aby bronić się przed dyskursem o sztuce, który koroduje wszystko, czego się dotknie. Ale to też figura jego życia. Nic serio, nic z głodu. I nagle nawet przypadkiem, coś znowu wychodzi na poważnie. Podobno pokaleczył dziąsła, kiedy gryzł te jabłka, bo były niedojrzałe, a do sztuki poszedł, bo „…no wolność. To było najlepszą reklamą dla tej branży”.

I choć mówi o strategiach, o konieczności jadania obiadów z ważnymi ludźmi co jakiś czas, bez czego bieda byłaby bardziej dotkliwa, to w jego życiu nie ma mowy o żadnej pomyłce, rozgoryczeniu. Sam środek życia, lotu. Nawet jeśli mówi o karierach („ty jesteś taki wannabe”), definicji sztuki („doznanie estetyczne plus znaczenie”), to całej rozmowie towarzyszy poczucie lekkość, dryf.

To nie z niego zrobiono bohatera literackiego, to raczej człowiek, który potraktował siebie serio i tak został bohaterem jakiejś sztuki. Dlaczego zatem miałby martwić się o koniec?

Idzie po chodniku wzdłuż Poznańskiej w Warszawie i widzę linię, którą wytycza i przypomina mi się aforyzm Kafki: „Słuszna droga idzie po linie, która nie jest rozpięta wysoko, ale tuż nad ziemią. Ludzie, zdaje się, więcej się o nią potykają, niż po niej chodzą”. Więc ja po jednej stronie dałbym wszystkie jego performance, które są zabawą, ciężką jak ironiczne betonowe koło ratunkowe (które podobno odlał), a po drugiej stronie wszystkie te, które wprost mówią o rozpaczy, wszystkie „help”. Oskar idzie pośrodku, potykając się czasem w jedną, czasem w drugą stronę, i choć martwi się o koniec, to patrząc na niego, mam wrażenie, jakby ten nigdy miał nie nadejść. Jakby dopiero co zaczął się dzień.

O godzinie piątej po południu, na czczo po dwóch lampkach wina, kilku papierosach i pewnie joincie znika w świetle ulicy.

Ikona wpisu: Oskar Dawicki, Po tysiąckroć o tak. 2015, Fundacja Sztuki Polskiej ING, CC BY-NC-ND 3.0.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 480

(12/2018)
22 marca 2018

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj