Wesprzyj Kulturę Liberalną
Kultura Liberalna istnieje dzięki osobom takim jak Ty. Wesprzyj Kulturę Liberalną
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Kuisz na weekend]...

[Kuisz na weekend] Lśniąca historia Polski!

Jarosław Kuisz

Ostatnio aż w dwóch muzeach w Warszawie, znajdujących się zaledwie 300 metrów od siebie, można było oglądać biżuterię. Pomijając, iż obie wystawy usiłowały zreferować nam coś w rodzaju lśniącej historii Polski, niezwykłe było to, co je naprawdę łączyło. Otóż obie, co znamienne, rozpoczynały się od przypomnienia wielkich historycznych katastrof.

W tej chwili Polska rozwija się szybciej niż duże państwa Europy Zachodniej. Od trzech dekad na naszych oczach dokonuje się niebywała zmiana w poziomie zamożności. Tuż po upadku komunizmu – w 1990 roku — PKB nominalny per capita wynosił w Polsce nędzne 1 626 dolarów amerykańskich. Dla porównania w tym samym czasie w Wielkiej Brytanii kwota ta wynosiła 20 839 dolarów, a we Francji – 22 599 dolarów [1].

Tymczasem rok temu, w 2018 roku nasz PKB nominalny per capita wynosił już 15 431 dolarów. Nie oznacza to, iż nie mamy powodów do zmartwień, niemniej, oczywiste jest to, że gonimy państwa z czołówki. Dodajmy, że Polska gospodarka w drugim kwartale 2019 roku wzrosła o 4,4 procent rok do roku, jak podał Główny Urząd Statystyczny.

Być może właśnie powyższe dane rzucają nieco światła na nasze historyczne zainteresowania. Ostatnio aż w dwóch muzeach w Warszawie, znajdujących się zaledwie 300 metrów od siebie, można było oglądać biżuterię. Pierwsza z wystaw „Rządzić i olśniewać. Klejnoty i jubilerstwo w Polsce w XVI i XVII wieku” odbywała się w Zamku Królewskim. Drugą „Spółdzielnia ORNO. Biżuteria” przygotowano w odnowionym Muzeum Warszawy przy Rynku Starego Miasta.

Tzw. wieniec Bony – fragment monstrancji z Podkamienia, Lwów (wykonany przed 1668), Kraków, Klasztor OO. DominikanówFoto: zamek-krolewski.pl / Jakub Śliwa

Wystawy zatem dzieliły trzy stulecia i pięć minut spacerkiem. Pierwsza z nich snuła opowieść z najwyższej półki – o królewskich kosztownościach końca epoki Jagiellonów i Wazów. Druga z kolei opowiadała o zgrzebnych ozdobach ciała i stroju z czasów Polski Ludowej. Teoretycznie – dwa odległe światy. Jednak, jak to bywa, pozory mylą. Pomijając, iż obie wystawy usiłowały zreferować nam coś w rodzaju lśniącej historii Polski, niezwykłe było to, co je naprawdę łączyło. Otóż obie, co znamienne, rozpoczynały się od przypomnienia wielkich historycznych katastrof.

Jak przeglądać się w biżuterii

Na drugim piętrze Zamku Królewskiego zaraz na początku wystawy widzowie trafiali do „czarnej komnaty”. W intencji organizatorów półmrok symbolizował unicestwienie Skarbca Koronnego na Wawelu. Jego początki sięgały panowania Władysława Łokietka, który w 1320 roku koronował się na króla. Natomiast kres świeckiego sezamu I Rzeczypospolitej wiąże się ściśle z rabunkiem insygniów dokonanym przez Prusaków. Grabieży dokonano w 1795 roku, nieco później zostały one przetopione na monety. Klejnoty sprzedano. W istocie koniec Skarbca Koronnego to także wymowny symbol upadku naszego pierwszego państwa. Historycznej traumy Polaków, o której w XXI wieku, jak widać, wciąż próbujemy opowiadać na nowo.

Co ciekawe, wystawa biżuterii ORNO, na którą wchodziło się wprost z Rynku Starego Miasta, również rozpoczynała się od klęski. W Muzeum Warszawy witała nas symboliczna krata, przypominająca o doszczętnej ruinie stolicy po roku 1944. Na usta ciśnie się oczywiste pytanie, jak w ogóle można powiązać temat biżuterii z potworną przegraną powstania warszawskiego? Ano można. Otóż początki spółdzielni biżuterii ORNO powiązane są ściśle z ruinami. Adepci rzemiosła artystycznego, szukając inspiracji, ruszali szkicować ocalałe detale architektoniczne. Wynurzające się z gruzowisk fragmenty bram i właśnie krat stanowiły źródło powojennego natchnienia.

Dwie historie

Tu narracje wystaw się rozchodziły. „Rządzić i olśniewać”, przyjmując królewską perspektywę, opowiadała nam o momencie wielkości poprzez precjoza. Nie było to łatwe zadanie. Organizatorzy podjęli współpracę z dziesiątkami instytucji, żeby można było w ogóle wyobrazić sobie ten daleki blask zamożnej I Rzeczypospolitej.

W podręcznikach i opracowaniach zwykle czytamy o pustkach w szkatule państwa, chronicznym braku środków na armię – i tak dalej. Tok późniejszych wypadków zupełnie przesłania nam wyrafinowanie estetyczne I Rzeczypospolitej, jakość życia „złotego i srebrnego wieku”. Wtedy to Jan Kochanowski pisał: „Na palcu masz diament, w sercu twardy krzemień, / Pierścień mi Hanno! dajesz, już i serce przemień”. Oszałamiająca jest lista fantastycznych precjozów, które kompulsywnie zgromadził ostatni Jagiellon, Zygmunt August (na wystawie przypomniano opis tych zbiorów).

Wyrafinowanie Wazów, ich zamiłowanie do ozdób na wystawie widać na płótnach portretowych. Większość z nas, oglądając takie obrazy, w pierwszej kolejności zwraca uwagę na twarze. Wystawa przekierowywała uwagę na cenne przedmioty, które przy różnych okazjach jak najdokładniej próbowano przedstawić na obrazach. Jak na przykład na obrazie przedstawiającym zmarłego Zygmunta III Wazę. 30 kwietnia 1632 roku zwłoki monarchy wystawiono w kaplicy Zamku Królewskiego w pysznym stroju: kapa, dalmatyka i alba, oczywiście z klejnotami, ponadto dwie korony, szwedzka i moskiewska. Biżuteria została szczegółowo namalowana. Krótko mówiąc: umarł król, niech żyją precjoza.

„Rządzić i olśniewać”, przyjmując królewską perspektywę, opowiadała nam o momencie wielkości poprzez precjoza. Organizatorzy podjęli współpracę z dziesiątkami instytucji, żeby można było w ogóle wyobrazić sobie ten daleki blask zamożnej I Rzeczypospolitej.

Jarosław Kuisz

Na wystawę sprowadzono z Luwru prawdziwe cacko z XVII wieku. To broszka w formie białego orła, wykonana około 1650–1660 roku. Nasze godło, w obłędnie wyrafinowanej estetycznie postaci, rzemieślnik sporządził z następujących składników: złoto, rubin, granat, szmaragd, perła, emalia…

Rower ozdobny

Przeskok do wystawy ORNO przyprawia o zawrót głowy. Czy można wykonać biżuterię z części do roweru? W ubożuchnej Polsce Ludowej wszystko było możliwe.

Po II wojnie światowej spółdzielnię założył niejaki Romuald Rochacki z intencjami pielęgnowania rzemiosła artystycznego. Na wystawie możemy oglądać miedzianą tablicę, która wisiała w siedzibie ORNO przy ulicy Wspólnej 63 w Warszawie. Nie wolne od patosu motto: „Sprząc artystę z rzemieślnikiem, aby wspólnie tworzyli dzieło plastyczne” – na ziemię sprowadzały warunki panujące po wojnie.

Wyrób galanterii artystycznej dla ludności, szacunek do wykonywanej pracy, dla kultury rękodzieła – to jedno. Brak surowców i narzędzi, zderzenie z biurokracją Polski Ludowej – to drugie. Na przykład w dobie polskiego stalinizmu, w 1950 roku ORNO włączono do „Cepelii”, aby realizować wielkie plany produkcyjne oraz idee współzawodnictwa pracy. Brak srebra w tym okresie spowodował, że ozdobne agrafki dla pań wykonano właśnie ze złomowanych szprych.

Realizatorzy wystawy nie proponowali widzom sztampowego „potępiania PRL-u”. W opowieści położyli nacisk raczej na „wytrwałość i odwagę” Rochackiego i jego następców oraz na zalety idei spółdzielczości. Poprzez zgromadzone w gablotach przedmioty przypominali nam o ludziach, którzy w niesprzyjających historycznie okolicznościach pracowali razem na froncie zmagań z codzienną Brzydotą.

Materiały wystawy / Muzeum Warszawy

Więcej mówi to jednak o tym, jak w 2019 roku chcielibyśmy widzieć historię spółdzielni. „W wielu wypadkach odgórnie narzucone inspiracje sztuką ludową i rodzimą tradycją przyniosły niezwykłe pod względem artystycznym rezultaty” – na jednej z plansz przekonywali organizatorzy wystawy. Nie zmienia to faktu, że większość z nich jest niebywale przaśna, piękne rzeczy wykonywano z tego, co akurat było dostępne, a nie z tego, z czego by się naprawdę chciało. Wystawa opowiada o tym, jak centralnie sterowana gospodarka, narzucona Polsce Ludowej z zewnątrz przez Związek Radziecki, wyznaczała ramy dla takich inicjatyw. Artystyczne dusze niewątpliwie próbowały współpracować i razem poszerzać granice wolności w dziedzinie sztuki użytkowej. W projektach biżuterii widać jednak nie tak znów daleki odblask wielkiej polityki.

Wystawa ORNO, chyba nie do końca zgodnie z założeniami jej autorów, mniej bowiem opowiada o zaletach spółdzielczości na nasze czasy III RP, ile o strategiach przetrwania wspólnoty estetów – na kontrze do niepięknej rzeczywistości. Nie mam wątpliwości, że upływ czasu, patyna, melancholia – będą dodawać biżuterii ORNO wartości i uroku.

Czy można wykonać biżuterię z części do roweru? W ubożuchnej Polsce Ludowej wszystko było możliwe. […] Brak srebra w tym okresie spowodował, że ozdobne agrafki dla pań wykonano właśnie ze złomowanych szprych.

Jarosław Kuisz

Niemniej warto zawsze zadać pytanie, czy w normalnych warunkach (czytaj: większego wyboru, bez gospodarki centralnie sterowanej) obywatele nadal lubiliby produkty ORNO? Jedna z pań, sama pilnująca wystawy w Muzeum Warszawy, na pytanie o wrażenia, z zakłopotaniem oświadczyła: „Wie pan, ja tam nie lubię takiej biżuterii”.

Ciekawe, że w końcowej partii wystawy, poświęconej upadkowi spółdzielni po 1989 roku, wkrada się dobrze znana z opowieści o historii Polski tonacja „gloria victis”. Brzmi ona mniej więcej tak (a piszę to bez ironii): Upadło wartościowe przedsięwzięcie. Nikt nie zatrzymał klęski po upadku PRL-u. Nikomu na tym nie zależało, więc dziś należy przypomnieć chociaż historię spółdzielni i oddać cześć jej pracownikom — bohaterom.

Nie ma w tym niczego niestosownego. Niemniej ciekawe, że wymowa części nagranych po latach wypowiedzi wybranych pracowników ORNO – choć melancholijna, czasem wzruszająca – zmierzała w odmiennym kierunku. Jeden z pracowników w krótkim filmie stwierdzał na przykład, że po upadku Polski Ludowej współpracy w tej formie nie dało się utrzymać. Choćby dlatego, że objawił się kryzys przywództwa czy skrywane wcześniej konflikty międzyludzkie.

Korony swoich czasów

Nie zmienia to faktu, że po 30 latach względnej prosperity, jak się wydaje, zdobywamy się na pewną odwagę. W końcu wydobywamy na wierzch polskie precjoza. Na swój sposób przeglądamy się w nich. Fakt, że zaczynamy opowiadać historię Polski przez pryzmat ozdób do ubrań i ciała (a nie tylko na przykład powstań narodowych) może świadczyć o wypracowywaniu swobodniejszego stosunku do przeszłości. Podkreślam: tylko wypracowywaniu, albowiem nie jesteśmy gotowi do zachwytu pięknymi przedmiotami bez wspomnienia o potwornych klęskach. Być może nigdy to nie będzie możliwe – i to będzie na stałe nasza, polska specyfika.

Wystawy tyle bowiem mówiły o przeszłości, ile o tym, co aktualnie mamy w głowach, jak szukamy punktu równowagi w opowieści o nas samych. Można rytualnie narzekać na aktualne kłopoty z tożsamością. Można też potraktować wystawy biżuterii jako przyczynek do ekscytującego wyzwania na przyszłość: opowiadania siebie – już z perspektywy III RP i roku 2019. W końcu kontrast pomiędzy przedmiotami, zgromadzonymi na odbywających się jednocześnie wystawach bywał nie tylko nostalgiczny, ale także dawał do myślenia.

Może na zakończenie podajmy przykład jeszcze jednego pouczającego dysonansu. Dzięki znakomitym wystawom przypominano nam, że na „lśniące dzieje Polski” składa się jednocześnie opowieść o złotnikach, tworzących wyrafinowane korony dla monarchów z dynastii Wazów – jak i o wiele późniejsza praca spółdzielców z ORNO.

Oni także przygotowali atrybuty władzy monarszej, tyle że na miarę swoich „ludowych” czasów. Jak potrafili najlepiej, wykonali bowiem koronę dla… Miss Polonia.

 

Przypis:

[1] PKB (nominalny) per capita sporządzony przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Dla porównania warto może dodać, iż w przypadku Polski w roku 1970 wynosił on 820 dolarów, zaś w 2017 – 13 823 dolary.

...czy możemy zatrzymać Cię na chwilę? Skoro jesteś tu z nami, mamy do Ciebie ważną prośbę.

„Kultura Liberalna” jest tygodnikiem wydawanym społecznie, to znaczy istnieje dzięki wsparciu Darczyńców. W każdy wtorek publikujemy pełnowymiarowe wydanie magazynu, wydajemy książki, organizujemy wydarzenia publiczne.

Dajemy głos ludziom rozmaitych profesji i środowisk, którzy mają do powiedzenia coś ważnego i ciekawego - niezależnie od potrzeb reklamodawców i komercyjnych wymogów. Wierzymy w pluralistyczną demokrację i rozmawiamy także z tymi, z którymi się nie zgadzamy. Bez „KL” w naszym kraju byłoby smutniej!

Przed nami kolejne cele. Aby działać stabilnie i zachować pełną niezależność, musimy znacznie poszerzyć grono osób, które wspierają nas bezpośrednimi, comiesięcznymi wpłatami. Dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą, abyś dołączył lub dołączyła do grona naszych comiesięcznych Darczyńców. Zajmie to tylko minutę!

SKOMENTUJ

Nr 554

(34/2019)
23 sierpnia 2019

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj