Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Temat tygodnia > Zakaz handlu jak...

Zakaz handlu jak 500 plus – cel od samego początku był błędny

Krzysztof Ogorzałek w rozmowie z Jakubem Bodzionym

„To jest jak z programem 500 plus, który miał zapewnić znaczący skok liczby urodzeń. Tak się nie stało, a zakaz handlu w niedzielę nie sprawił, że Polacy masowo ustawiają się w kolejkach do małych sklepów. Jedno i drugie ładnie sprzedawało się w mediach, ale cel był źle nakierowany lub od samego początku błędny”, mówi członek zarządu stowarzyszenia Inicjatywa Firm Rodzinnych.

Jakub Bodziony: Czy sklepy rodzinne muszą upaść?

Krzysztof Ogorzałek: Wszystko zależy od tego, jaką mają ofertę i gdzie się znajdują. To, czy są rodzinne, ma raczej drugorzędne znaczenie. W sprzyjających warunkach sklepy rodzinne mają przewagę w tym, że klienci znają przykładowego „pana Krzysia” i „panią Anię”. Ale największe znaczenie mają warunki makro – otwarcie w okolicy popularnego dyskontu zabije prawie każdy sklep.

Dla konsumenta to chyba dobra sytuacja. W większych sklepach jest lepszy wybór i niższe ceny. W takim razie, po co bronić małej przedsiębiorczości?

Możliwe, że dzisiaj rzeczywiście tak jest. Natomiast, kiedy te markety skanibalizują rynek, prawdopodobnie ceny bardzo szybko wzrosną, a wybór też już nie będzie tak szeroki. W przypadku monopolu dużych sklepów to konsument będzie stratny. Ponadto, lokalny przedsiębiorca w znacznej większości przypadków będzie zaangażowany w społeczność.

Co to znaczy?

Bardzo często są to osoby, które współfinansują wycieczki szkolne, lokalne ośrodki kultury czy regionalne wydarzenia sportowe. Wynika to z faktu, że zależy im na miejscu, w którym pracują i mieszkają.

To samo robią duże firmy.

Ale nie na poziomie gminy. Zysk z posiadania lokalnego przedsiębiorcy jest lepiej widoczny w małych środowiskach. W większych miastach widać to słabiej, może na poziomie dzielnic. To nie są kwoty kilkudziesięciu tysięcy, ale wsparcie jest istotne. Przedsiębiorcy rodzinni bardzo często uprawiają CSR [Corporate Social Responsibility], żeby to robić, a nie o tym mówić.

Mniej więcej od ustawy Wilczka i pierwszej połowy lat 90. wspieranie przedsiębiorców ciągle jest na sztandarach, ale nie przekłada się to na realne działania.

Krzysztof Ogorzałek

Ale czy to nie jest znak czasów? Tak jak samochody wyparły bryczki, tak rozwój technologii i rosnąca popularność sklepów internetowych czy bezobsługowych sprawią, że utrzymanie lokalnego handlu będzie miało sens tylko ze względów sentymentalnych. 

To tylko po części prawda, bo nie każdy lubi robić zakupy przez internet. Bardzo wierzę w przedsiębiorczość Polaków i wiem, że są w stanie dostosować swój biznes do zmieniających się warunków.

Na przykład?

Handel elektroniką. Są wielkie sieci sklepów, których przewagą jest niższa cena. Ale wystarczy spojrzeć na rynek i zobaczymy, że ogromną jego część stanowią mali przedsiębiorcy, którzy handlują elektroniką przez internet. Oni nie zostali zarżnięci przez duży biznes – często mają dostęp do towaru z segmentu premium i możliwość sprowadzenia konkretnych produktów.

I podobnie może być w przypadku sklepów spożywczych?

Jak najbardziej. Jeżeli wyspecjalizują się pod swoją społeczność, to mają duże szanse. Podam na własnym przykładzie. Mieszkam pod Warszawą, gdzie pan Krzysztof prowadzi sklep. W tłusty czwartek potrzebowaliśmy zrealizować konkretne zamówienie i mieliśmy do wyboru 8 różnych cukierni. Mogliśmy u niego zamówić pączki i faworki z różnych lokali, a on sam się dogadywał z cukierniami. Zapłaciliśmy kilkadziesiąt groszy więcej za produkty, ale nie staliśmy w kolejkach, nie musieliśmy nigdzie jeździć. Większość osób z mojej okolicy właśnie tam zrobiła swoje zakupy.

Wicepremier Gowin powiedział niedawno, że odpływ poparcia właścicieli firm rodzinnych dla Prawa i Sprawiedliwości miał przyczynić się do słabszego wyniku w wyborach parlamentarnych. Jednocześnie premier Mateusz Morawiecki zapewnia o ciągłym poparciu dla rządu ze strony małego biznesu. Rząd rzeczywiście pomaga?

Mniej więcej od ustawy Wilczka i pierwszej połowy lat 90. wspieranie przedsiębiorców ciągle jest na sztandarach, ale nie przekłada się to na realne działania. Zawsze jak władzy brakuje pieniędzy, to rękoma aparatu skarbowego sięga się do kieszeni przedsiębiorców.

Fot. Peakpx.com

Rząd co prawda planował podatek od sklepów wielkopowierzchniowych, ale projektu nie udało się uchwalić. Wspomniany już przeze mnie pan Krzysztof musi zmagać się z dodatkowymi kosztami i ma dodatkową stertę papierów do obsłużenia w związku z nowymi przepisami dotyczącymi odpadów. Tego państwo w żaden sposób nie rekompensuje.

I przedsiębiorcy przerzucają te koszty na klientów?

Oczywiście, że tak. Natomiast władza, nie wiem na jakiej podstawie, twierdzi inaczej. Prowadzę biznes od 14 lat i zawsze jak rosły nam koszty, to musieliśmy podnieść ceny. Jeżeli ktoś zna inny sposób na utrzymanie marż, to proszę, żeby się do mnie zgłosił – bardzo chętnie go poznam.

A zakaz handlu w niedziele? Premier argumentował, że to ustawa skrojona pod małych przedsiębiorców.

Na prowadzenia mojego biznesu to nie wpływa. Z tym, że wcale nie jest tak, że Polacy masowo robią zakupy w niedzielę w miejscach, które są otwarte, ale raczej robią większe zakupy w piątek i sobotę. Ta zmiana na pewno nie osiągnęła zapowiadanych efektów. To jest jak z programem 500+, który miał zapewnić znaczący skok liczby urodzeń. Tak się nie stało, a zakaz handlu w niedzielę nie sprawił, że Polacy masowo ustawiają się w kolejkach do małych sklepów. Jedno i drugie ładnie sprzedawało się w mediach, ale cel był źle nakierowany lub od samego początku błędny. Odwrotnym przykładem jest ustawa o Zarządzie Sukcesyjnym Jednoosobowej Działalności Gospodarczej, która weszła w życie w listopadzie 2018 roku. Wraz z stroną społeczną w tym naszym Stowarzyszeniem Inicjatywa Firm Rodzinnych udało się przeprowadzić szerokie konsultacje oraz proces legislacyjny. Trzeba przyznać, że ten projekt był wyczekiwany od wielu lat (przedsiębiorstwo już nie umiera wraz z śmiercią właściciela) i on idealnie wpisuje się w koncepcję przepisów skrojonych pod przedsiębiorców.

Zawsze jak władzy brakuje pieniędzy, to rękoma aparatu skarbowego sięga się do kieszeni przedsiębiorców.

Krzysztof Ogorzałek

Zakaz handlu omijają z powodzeniem Żabki, które funkcjonują jako punkty pocztowe i są otwarte w każdą niedzielę.

Naginanie przepisów to też nie jest nic chwalebnego. Co innego, jeżeli właściciel faktycznie pracuje w tym sklepie, a co innego jeżeli placówka udaje punkt pocztowy i zatrudnia pracowników. W ramach naszego stowarzyszenia promujemy pozytywne zachowania i wartości i wykorzystywanie tego typu luk w przepisach nie jest odpowiednie z perspektywy społecznej. Właściciel małego biznesu nie ma takiej możliwości, bo nie stoi za nim sztab prawników, który będzie przekonywał odpowiednie organy, że dany sklep  wcale nie służy do robienia zakupów, a do wysyłania listów. To jest po prostu nie fair.

My po prostu nie mamy pracowników, a zatrudnianie obcokrajowców spoza Unii Europejskiej wymaga ogromnego wysiłku.

Krzysztof Ogorzałek

To czego byście oczekiwali od państwa?

Pierwszą podstawową barierą dla przedsiębiorczości w naszym kraju jest ilość czasu, który codziennie należy poświęcać na rzeczy niezwiązane z prowadzeniem własnego biznesu, tylko z obsługą państwa. W zeszłym roku robiliśmy badania wśród naszych członków, z których wynika, że najszybciej rozwijające się działy w naszych firmach, to te związane z obsługą administracyjną wobec państwa. To generuje tylko koszty.

Pan to najchętniej by wrócił do czasów ustawy Wilczka.

[śmiech] To nieprawda, jesteśmy realistami i zależy nam na konkretach. Takich jak chociażby ujednolicenie VAT, tak żeby był taki sam podatek na pączki. Teraz stawki wahają się od 0 do 23 procent.

Za zwykłego pączka?

To się może tak panu i mnie wydawać, ale urzędnik widzi to inaczej. Dietetyczne pączki do zjedzenia w ciągu dwóch tygodni zostały objęte stawką 5 proc, tradycyjne pączki to już 8-procentowy podatek. Te z dłuższą datą przydatności do spożycia podpadają w stawkę 23 procent. Wypadałoby zatrudnić doradcę podatkowego od samych pączków!

Ale to akurat się zmienia. Od przyszłego roku wszystkie pączki będą objęte jednolitą stawką VAT 5 procent.

To prawda, ale tych absurdów jest więcej. Uważam, że nawet w Ministerstwie Finansów się w tym pogubili. Jakbyśmy teraz zadali 20 pytań o stawki VAT jednemu z urzędników, to mógłbym się założyć, że on sam nie będzie w stanie udzielić nam jednoznacznej odpowiedzi. Bo sądy różnie interpretują przepisy, często sprzecznie z działaniami urzędów skarbowych. Przedsiębiorca musi to wiedzieć i to on, a nie państwo, bierze na siebie ryzyko.

A „Konstytucja dla biznesu”? To sztandarowy program rządu.

Po roku jej stosowania powstał raport, z którego wynika, że ona obowiązuje tylko na papierze. Wbrew temu, co jest w niej napisane, nadal zdecydowana większość wątpliwości nie jest rozstrzygana na korzyść podatnika, a urzędu skarbowego.

Kolejną kwestią jest rynek pracy, my po prostu nie mamy pracowników, a zatrudnianie obcokrajowców spoza Unii Europejskiej wymaga ogromnego wysiłku.

I dlatego Polska jest na pierwszym miejscu w udzielaniu krótkoterminowych pozwoleń na pracę dla obcokrajowców? Gołym okiem widać, że w większych miastach obcokrajowców, szczególnie Ukraińców, pracuje coraz więcej.

Tak, ale zazwyczaj są oni zatrudniani za pośrednictwem agencji pracy, które specjalizują w się ogarnianiu tej urzędniczej papierologii. Dla przedsiębiorców te procedury trwają kilka miesięcy, wymagają osobistego stawienia się właściciela firmy w urzędzie. Myśli pan, że jak ktoś złoży u pana CV, to będzie gotów czekać 3–4 miesiące aż dostanie odpowiedź? Nie, bo w międzyczasie dostanie ofertę od agencji pracy tymczasowej. Albo może pojechać za granicę – w Niemczech proces zatrudnienia pracownika z spoza UE trwa 7–14 dni, a u nas 3 do 6 miesięcy.

Przedsiębiorczość rodzinna jest w większości rozwiniętych państw motorem napędowym gospodarek. Niedawno usłyszałem dobrą anegdotę, która podsumowuje stosunek rządu do nas.

Słucham.

Jeden z członków naszej fundacji otwierał ogromną halę produkcyjną, gdzie wartość inwestycji stanowiła 200 milionów złotych. Najwyższy rangą polityk, który przyjął zaproszenie, to był starosta powiatu. Tymczasem po sąsiedzku międzynarodowa korporacja otwierała zakład, którego wartość wynosiła kilkadziesiąt milionów, ale tam pojawił się prezydent i premier. To jest to wsparcie?

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 582

(9/2020)
3 marca 2020

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj