Z centrum widać najwięcej
  

PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Przekaż 1% podatku na Kulturę Liberalną forward

KULTURA LIBERALNA > Temat tygodnia > Jak Nawalny zmienił...

Jak Nawalny zmienił rosyjską politykę

Filip Rudnik

Zmiana w Rosji może nadejść nie dzięki samemu Nawalnemu, lecz dzięki procesom, które rozpoczął.

Reakcja władz rosyjskich na powrót do kraju Aleksieja Nawalnego, wcześniej otrutego przez państwowe służby i leczonego w Berlinie, wywołuje dysonans poznawczy. W przeszłości Kreml uporczywie określał Nawalnego mianem „blogera” czy „berlińskiego pacjenta”, tak jakby nie był nikim znaczącym. A jednak opozycjonistę zatrzymano 17 stycznia, zaledwie parę minut po wylądowaniu w Moskwie. Na Wnukowo, gdzie miał wylądować, ściągnięto dodatkowe siły policji. Samolot został w ostatniej chwili przekierowany na inne moskiewskie lotnisko, a mundurowi wyłapywali osoby licznego komitetu powitalnego, który miał przywitać rodaka.

Na podstawie zorganizowanego naprędce postępowania, Nawalnego wysłano na 30 dni do aresztu, ponieważ rzekomo naruszył warunki zawieszenia wcześniejszego wyroku z 2014 roku, między innymi nie stawiając się na spotkaniu ze śledczymi. Nie mógł tego zrobić, ponieważ po otruciu przebywał w Berlinie. Jaki wyrok szykuje dla Nawalnego władza – nie wiadomo. Nie można jednak wykluczyć długiej zsyłki do kolonii karnej.

Putin bezecny 

„Tak rodzi się naród”, napisała w jednym z postów na Facebooku moja rosyjska znajoma, opatrując to krótkim materiałem wideo z manifestacji 23 stycznia. Przez ponad setkę rosyjskich miast przetoczyły się protesty wywołane właśnie przez Nawalnego, który w niespełna 24 godziny od aresztowania opublikował blisko dwugodzinny film na YouTubie (dostępne angielskie napisy), poświęcony położonemu nad Morzem Czarnym prywatnemu pałacowi prezydenta Władimira Putina. Wideo błyskawicznie stało się viralem, osiągając zawrotną liczbę 25 milionów wyświetleń w dobę od wypuszczenia, a ponad 100 milionów wyświetleń do dzisiaj. Pierwszy raz w tak obrazowej formie ukazano stopień skorumpowania rosyjskiego prezydenta. Od przepychu i kiczu aż zgrzytają zęby, szczególnie na widok pozłacanej szczotki do toalety.

Kiedy pytam moją znajomą, o co właściwie chodziło w jej wpisie – zresztą usuniętym krótko po publikacji w ramach autocenzury – wyjaśnia mi, że mityngi formują się teraz oddolnie, w różnych regionach Rosji, a nie tylko w Moskwie i Petersburgu. Motywy protestu są różne – sprawa Nawalnego nie jest jedyną przyczyną oporu. Ludzie wychodzą, bo są wściekli – gospodarczą stagnacją, coraz silniejszym „dokręcaniem śruby” przez aparat represji oraz pogardą władzy uosabianej przez Putina – który podczas spotkania z rosyjskimi studentami skwitował opublikowany przez Nawalnego film krótkim: „to jest nudne, dziewczynki”, prezentując przy tym charakterystyczny dla siebie maczyzm, przysparzający mu zwolenników jakieś dwie dekady temu.

Jednak dla wielu Rosjan film wcale nie był nudny, a prezydent nie jest już twardym liderem państwa, lecz po prostu złodziejem. Putin traci uzyskaną po aneksji Krymu aureolę „jednoczyciela ziem ruskich”. Mit Putina obala właśnie Nawalny i jego Fundacja Walki z Korupcją, którzy od lat dopisują mu kolejne przymioty: złodzieja czy „dziadygi w bunkrze”. Wystarczyło zestawić bizantyjski przepych pałacu z trudnościami Rosjan, doświadczonymi nad wyraz mocno przez pandemię, aby stworzyć podstawy dla delegitymizacji Putina i całego jego otoczenia. Według optymistycznych prognoz, w 2020 roku PKB Rosji spadł o około 4,5 procent. Jeszcze przed pandemią Centrum Lewady opublikowało badania, z których wynikało, że 53 procent Rosjan i Rosjanek w wieku 18–24 lat chce emigrować z kraju.

Źródło: kanał YouTube Aleksieja Nawalnego

 

Starzec jako obciążenie

„Ludzie są wściekli” – potwierdza mi inny znajomy, przesyłając zdjęcia ze styczniowej demonstracji w jednym z milionowych rosyjskich miast, w którym ludzie szczelnie pokryli powierzchnię głównej ulicy, stojąc naprzeciwko szpaleru OMON-u. Jak mówi, „teraz nawet nie można protestować w pojedynkę, bo jeśli tylko zbierze się kolejka protestujących, to można ich zamknąć za uczestnictwo w nielegalnym zgromadzeniu. Kreml może nasłać na ludzi więcej policji, OMON-u. Nikt nie wie, co robić”.

To symptomatyczna wypowiedź, bo elita kremlowska także nie wie, co robić. W odpowiedzi na opór Putin zapewne wyśle więcej policyjnych furgonów i przekieruje dodatkowe finansowanie na kupno nowych mundurów oraz narzędzi represji. Widać to było już przy okazji zatrzymania Nawalnego, kiedy do jego współpracowników – a także do żony – przyszli mundurowi, urządzając nieprawomocne przeszukania i przesłuchania.

Przemoc nie przywróci jednak Putinowi społecznego poparcia, które przecież przesądzało o tym, że wokół prezydenta wykształcił się zaklęty krąg pieniędzy i władzy. Dostęp do „ciała” – jak prezydenccy ochroniarze określają swojego szefa – jest kluczowy o tyle, o ile rosyjska głowa państwa jest w stanie zapewnić apanaże i bezkarność w obrocie nimi. Ich nieprzerwany potok płynął i płynąć będzie tak długo, jak długo status Putina jako gwaranta rosyjskich interesów i względnego dobrobytu wygrywać będzie z odium skorumpowanego i oderwanego od rzeczywistości starca.

W obliczu upadku reputacji Putina powstałaby potrzeba zmiany na fotelu prezydenta, a elita błyskawicznie wykreuje kogoś, kto odzwierciedli „prawdę czasu”. Alternatywy dotychczas nie było, ale jest to zasługa skutecznego wyczyszczenia pola informacyjnego przez rosyjskie elity, w wyniku czego przez dwie dekady putinizmu istniejące partie polityczne przeistoczyły się w skostniałe wydmuszki. Życie polityczne przeniosło się do internetu, na czym zyskuje Nawalny. Jeśli jednak aktywność Nawalnego miałaby wstrząsnąć Rosją, to trzeba powiedzieć, że jest to maraton, do którego stopniowo przyłączają się inni Rosjanie. Według wrześniowego sondażu centrum Lewady, wciąż tylko 20 procent Rosjan wyrażało poparcie dla działań Nawalnego.

Rosja w wersji cyfrowej

„Popatrz, co jest u mnie za oknem – na wpół rozwalone domy, w których ludzie mieszkają. I oni, ze swoich podatków, opłacają mu rozkoszne życie” – w kwietniu ubiegłego roku narzekał w rozmowie ze mną członek jednego z regionalnych sztabów Nawalnego. Nie mówił o Putinie, a o miejscowym gubernatorze.

Właśnie wtedy opublikowali kolejny film, w którym wykazali, że na „promocję postaci gubernatora” idzie około 1,5 miliona złotych rocznie z publicznych pieniędzy. Aktywista z zapałem opowiadał o tym, jak wygląda robota sztabu – że odrzucają obraz polityków jako ludzi poza prawem, ujawniają kolejne afery na lokalnym szczeblu, mówią obywatelom o ich prawach. Przypomina przy tym samego Nawalnego. Ten sam lekko kpiący ton, zdolność do przekształcenia myśli w mem. W trakcie naszej rozmowy wspomniał o miejscowym deputowanym, którego lewe dochody wyśledził i upublicznił razem ze współpracownikami. Wisienką na torcie było znalezienie na Instagramie konta córki polityka, która chwaliła się noclegiem w paryskim hotelu, kosztującym 300 tysięcy rubli za noc – przy czym znaczna część Rosjan nie zarabia tyle w rok. „Potem, w innym poście, oznaczyła się w Londynie i od razu napisała po angielsku: Finally back home. A więc Londyn to jej dom, żadna tam Rosja”.

W całym kraju takich ludzi jest więcej – niemniej odważnych i rzutkich niż Nawalny, ale działających miejscowo i bez rozgłosu. Sztaby zapewniają im wspólnotę myśli i działań, często pierwsze zetknięcie z jakąkolwiek działalnością publiczną, w poprzek podziałów ideologicznych czy generacyjnych. Internetowa forma działalności przesądza o atrakcyjności projektu, zestawiona jest bowiem z nudą i archaicznością partii „systemowych”, które w większości przypadków służą jako kremlowskie podnóżki. Przenosząc swoją działalność na YouTube, Nawalny wytyczył też pewien trend – domorośli politycy, ale także propagandyści, coraz częściej nagrywają materiały wideo, próbując przekonać rosyjskich internautów do swoich racji. Ten „rynek idei” robi się jednak coraz bardziej przepełniony i trudno w nim przebić sukces „berlińskiego pacjenta”. Internauci nie widzą świeżości w streamach naczelnych państwowych medialnych gwiazd.

Poza obnażaniem korupcji, struktury Nawalnego osiągają realne sukcesy – w ostatnich wyborach regionalnych grupa kandydatów popartych przez opozycjonistę bądź z nim współpracujących została lokalnymi deputowanymi. Jak na kraj, w którym antyputinowską agitację wyborczą można prowadzić jedynie w internecie, to bardzo dużo. W bliskim otoczeniu Nawalnego także pojawiły się nowe, silne postaci rosyjskiego ruchu demokratycznego – chociażby Lubow Sobol, prawniczka Fundacji Walki z Korupcją, która zapowiedziała udział w nadchodzących wyborach parlamentarnych. Oczywiście, o ile władza jej to umożliwi.

Zarządzanie kryzysem 

Rządzący mogą z łatwością aresztować współpracowników Nawalnego, a jego samego wtrącić do więzienia na wiele lat. Jednak skazanie opozycjonisty zapewne skonsoliduje opozycję wokół niego, a regionalne sztaby zorganizują mityngi solidarnościowe. Jaki by ten polityk nie był – a zarzuca mu się nacjonalizm i przypominające dyktatorskie zwyczaje w zarządzaniu swoimi strukturami – jego aktywność i skala wymierzonych w niego represji uczyniła z niego monopolistę w rosyjskim ruchu demokratycznym.

Zbliżają się wybory parlamentarne, a partia rządząca, pogrążona w kryzysie wizerunkowym, coraz bardziej traci zdolność mobilizowania swojego elektoratu. Rosyjscy decydenci musieliby się solidnie natrudzić, aby przekonująco przedstawić opozycję jako śmiertelnego wroga. Bez Nawalnego opozycji będzie na pewno trudniej, ale już teraz polityk wyznaczył schemat działania i dał narzędzia. Do tej pory system skutecznie zaczarowywał rzeczywistość dzięki odpowiednim „politycznym technologiom” i przekonującej propagandzie, a opozycja paralelnie organizowała regularne protesty sprzeciwu. W ciągu tych dwóch dekad putinizmu tylko Nawalnemu udało się otworzyć pole dyskusji o tym, „co po Putinie”, zmuszając Rosjan do zastanowienia się nad tym pytaniem. W Rosji samo jego postawienie godzi w podstawy reżimu i przywraca spór natury politycznej, a nie quasi-politycznego PR-u. Za tę zmianę, stanowiącą jego osobisty sukces, Aleksiej Nawalny płaci cenę.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 630

(5/2021)
2 lutego 2021

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj