„Kultura Liberalna” ukazuje się od 2009 r. dzięki zaangażowaniu dziesiątek osób i dobrej woli darczyńców. Bądź jednym z nich. Wesprzyj nas.
10 zł
20 zł
50 zł
100 zł
Inna
kwota
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > Show-biznes obnażony. Recenzja...

Show-biznes obnażony. Recenzja serialu „Vinyl”

Anetta Janowska

Winyl, dziś modny produkt vintage, był w latach 70. XX w. symbolem prosperity przemysłu fonograficznego. Dlatego żaden inny tytuł nie oddałby lepiej atmosfery tego okresu, którą tak barwnie i dosadnie przedstawiają twórcy serialu „Vinyl”: Mick Jagger, Martin Scorsese, Rich Cohen i Terence Winter.

Kiedy dzisiaj słuchamy takich gwiazd jak Led Zeppelin, David Bowie, Black Sabbath, Pink Floyd czy The Rolling Stones, uważanych za klasyków szeroko rozumianego rocka, rzadko myślimy o tym, w jakich warunkach tworzyli oni swoją muzykę, jak zostali gwiazdami, jak funkcjonował ówczesny rynek fonograficzny. „Vinyl” próbuje pokazać prawdziwą, ciemną stronę tego biznesu, gdzie hasło „sex, drugs & rock’n’roll” w pełni znajduje swoje potwierdzenie w codzienności bohaterów – o ile dodamy do niego jeszcze jeden element: money.

Richie Finestra, główna postać serialu, to dość typowy przykład szefa średniej wielkości wytwórni fonograficznej. Jako syn muzyka ma wrażliwe ucho i intuicję, która pozwala mu wyczuwać trendy i dokonywać właściwych wyborów ludzkich oraz muzycznych. Jak sam opowiada w odcinku pilotażowym – „ma złote ucho, srebrne usta i mosiężne jaja”. To właśnie pozwoliło mu stworzyć liczącą się na rynku firmę nagraniową i zarobić na muzyce olbrzymie pieniądze. Akcja serialu rozpoczyna się jednak na początku lat 70., w momencie, kiedy po latach sukcesów notowania wytwórni gwałtownie spadają, zaś na horyzoncie brakuje gwiazd, które mogłyby pozwolić firmie na utrzymanie przychodów na dotychczasowym poziomie. Trafia się  natomiast okazja odsprzedania marki PolyGramowi, jednej z wiodących w owym czasie wytwórni europejskich, która – w przeciwieństwie do serialowej American Century – naprawdę istniała (powstała na początku lat 70. z połączenia m.in. Polydor i Deutsche Grammophon, znanej z wybitnych produkcji klasycznych i będącej własnością Philipsa). Warto wspomnieć, że wykupywanie jednych wytwórni przez inne to zjawisko, które rozpoczęło się w branży w latach 60. XX w. i rozwijało dynamicznie aż do naszych czasów. Poskutkowało ogromną koncentracją – dzisiaj do oligopolu należą Universal Music, Sony Music oraz Warner Music, zajmujące ok. 80 proc. rynku. W czasie gdy rozgrywa się akcja serialu, 50 proc. rynku było opanowanych przez zaledwie pięć wytwórni: amerykańskie CBS, Warner i RCA oraz europejskie EMI i PolyGram. Na pozostałej części rynku o przetrwanie bezpardonowo walczyły setki niewielkich labeli, podobnych do American Century.

Fot. materiały prasowe HBO

Fot. materiały prasowe HBO

„Money, money, money…”

Walka ta polegała chociażby na przekupywaniu didżejów w stacjach radiowych, aby włączali do playlist piosenki określonych artystów. Proceder ten, nazywany payolą i oznaczający oferowanie finansowego, seksualnego albo innego wynagrodzenia w zamian za promocję, stał się popularny w latach 50. W firmie Richiego opłacaniem didżejów, zarówno pieniędzmi, jak i narkotykami, zajmował się jego wspólnik Zak Yankovich – „szef łapówek, to znaczy promocji”, jak opowiada Finestra, dodając jednocześnie: „myśleliście, że puszczają piosenki, bo są dobre?”. Widzimy to już w pilocie, gdy Yankovich umiejętnie przekonuje didżeja – za pomocą kilku tysięcy dolarów i jednego grama „boliwijskiego tanecznego pyłu” – że warto puszczać na antenie płytę, którą właśnie przyniósł do studia. Radio, po początkowych obawach o to, że stanowiło konkurencję dla nowo powstającej branży nagraniowej, bardzo szybko stało się jej sprzymierzeńcem. To właśnie obecność na antenie, zgodnie z tzw. efektem ekspozycji, sprawiała, że taki, a nie inny wykonawca stawał się popularny – jak pamiętamy z filmu „Rejs”, podobają nam się melodie, które już raz słyszeliśmy. Radio z jednej strony nakręcało sprzedaż płyt, a z drugiej – pozwalało wypełniać fanami sale koncertowe. Dlatego bunt sieci stacji radiowych oznaczał właściwie dla wytwórni bankructwo. Kiedy Buck Rogers, gwiazda radia, nie tylko odmawia puszczania płyty jednego z wiodących artystów firmy, lecz także postanawia bojkotować i inne jej produkcje, American Century wydaje się sięgać dna.

Podstawą biznesu był jednak dział A&R, czyli Artists & Repertoire, w którym karierę intensywnie usiłuje zrobić jedna z bohaterek – Jamie Vine. Jego rolą jest poszukiwanie artystów mających duży potencjał komercyjny, a także opiekowanie się tymi już zakontraktowanymi, co było szczególnie istotne w przypadku gwiazd będących źródłem krociowych przychodów dla firmy. Agenci A&R nie tylko odsłuchują setki kaset demo dostarczanych im przez poszukujące kontraktu zespoły, ale również przeczesują liczne kluby w poszukiwaniu nowych talentów. Jednym z takich obiecujących zespołów jest w serialu The Nasty Bits, w którym rolę wokalisty gra syn Micka Jaggera, James. Jamie czuje, że grupa ma szansę stać się gwiazdą w nowym stylu, jednak jej szef próbuje dopasować młodych artystów do już istniejącego wzorca. Łatwiej było bowiem sprzedać muzykę w modnym gatunku niż wykreować coś nowego, jako że gust publiczności jest nieprzewidywalny, zaś mody i gwiazdy powstają w sposób dość przypadkowy. W pracy w A&R liczy się więc doświadczenie, wyczucie, a czasami po prostu fart.

Szef Richiego przedstawia układ w sposób niepozostawiający żadnych wątpliwości: „muzyk to produkt, nie kumpel, łapiesz modny model, wyciskasz, ile się da, i tyle”.

Anetta Janowska

Serial w brutalny sposób obnaża relacje pomiędzy firmą nagraniową a artystą, gdzie label miał oczywiście pozycję dominującą. Spowodowane to było olbrzymią podażą twórców ubiegających się o kontrakt i stosunkowo niewielką liczbą wytwórni mogących zagwarantować im – mniejszą lub większą – karierę. Decydując się na podpisanie kontraktu z wykonawcą, wytwórnia wymuszała na nim szereg ustępstw, dotyczących zarówno kwestii artystycznych, jak i finansowych. Ze względu na olbrzymie ryzyko porażki nowego projektu, artysta miał bardzo ograniczoną swobodę twórczą. W „Vinylu” widzimy to doskonale na przykładzie Lestera Grimesa, fantastycznego czarnego bluesmana, którego młody Richie, jako jego menedżer, nakłania do podpisania umowy. Ale nie na nagranie płyty bluesowej, która byłaby produktem zbyt niszowym, a więc mało dochodowym dla wytwórni. Mamiąc artystę obietnicą wydania tego, co ten naprawdę chciałby wydać, zachęca go najpierw do swego rodzaju artystycznej prostytucji: nagrania kilku albumów i przebojów w modnym stylu, pod pseudonimem, bo tylko to przyniesie zysk firmie. Ówczesny szef Richiego przedstawia układ w sposób niepozostawiający żadnych wątpliwości: „muzyk to produkt, nie kumpel, łapiesz modny model, wyciskasz, ile się da, i tyle”.

Na początku Finestra ma opory moralne przed takim traktowaniem artystów, ale wkrótce machina show-biznesu go wciąga. Stojąc na czele swojej własnej wytwórni, postępuje w dokładnie taki sam sposób: sam dorabia się olbrzymiej fortuny, „wyciskając” muzyków, co polega przede wszystkim na umiejętnym podpisaniu umowy. Próbuje tej sztuczki nawet z samymi muzykami Led Zeppelin, chcąc ich przyciągnąć do swojej firmy, ale zespół – wówczas już gwiazda mogąca dyktować warunki współpracy – nie daje się złapać. Koniec końców Zeppelini, filar kontraktu z PolyGramem, związują się z inną wytwórnią. Richie bardzo prosto wyjaśnia sprawy finansowe przedstawicielom PolyGramu: muzyk dostaje pewien ustalony procent od sprzedanej płyty minus koszty. W przypadku debiutantów jest to często tylko 3–5 proc. Co do kosztów, obejmują one cały proces produkcji: tłoczenie, trasę koncertową, studio, marketing czy pakowanie, tak więc nawet w przypadku klapy firma wychodzi na zero, zaś na przebojach zarabia się krocie, które w większości lądują w kieszeni firmy, nie artysty.

Na szczęście nie wszyscy pracownicy wytwórni kierują się wyłącznie pobudkami finansowymi. Młoda Jamie, zachęcana przez bogatą rodzinę do przejęcia porządnego rodzinnego interesu, wybiera show-biznes. Kocha muzykę i ma wyczucie, i to ona zostaje opiekunką nowej gwiazdy – The Nasty Bits. Nawet w głównym bohaterze tli się jeszcze iskierka pasji, co pokazuje jednak dopiero ostatni odcinek pierwszego sezonu serialu.

W serialu głównym wątkiem są co prawda losy wytwórni i jej szefa, jednak tło – sama epoka lat 70., a także czasami 60., gdy wracamy do czasów młodości bohatera – jest zarysowane w sposób dość wyrazisty. Pamiętajmy, że są to czasy zmian: z jednej strony trwającej wciąż zimnej wojny, z drugiej zaś upadku dyktatury w Hiszpanii i końca wojny w Wietnamie, a także postępującej urbanizacji. Znajduje to swoje odzwierciedlenie w muzyce – w buntowniczym rocku, a zwłaszcza w rodzącym się punku. Młodzież, pokolenie X, opowiada się za pokojem i wolnością, również obyczajową, mamy więc osławione sex, drugs and rock’n’roll. W Stanach homoseksualizm zostaje wykreślony z listy chorób, rośnie rola kobiet, zarówno w życiu społecznym, jak i politycznym. W firmie Richiego Jamie, dawna asystentka, staje się powoli gwiazdą A&R, zaś ratunkiem wizerunkowym okazuje się Andrea Zito (chociaż jest to może nadinterpretacja niektórych, dość drobnych, wątków). Andrea jest dawną przyjaciółką Richiego, gwiazdą show-biznesu, ale tej jego miększej strony, oraz znajomą artystów, m.in. Davida Bowiego. Ze względu na niegdysiejszą zażyłość zgadza się pomóc Finestrze w wydostaniu wytwórni z kryzysu. Postacią, która pojawia się w jednym z odcinków, jest Andy Warhol, gwiazda popartu będącego jeszcze w latach 70. sztuką alternatywną, ale wyraźnie zapowiadającą zwrot w kierunku popkultury. W muzyce głównym nurtem staje się właśnie wtedy łatwa i przyjemna muzyka taneczna – disco, której pierwszą jaskółką jest przywołana w serialu ABBA.

Fot. materiały prasowe HBO

Fot. materiały prasowe HBO

Muzyka jak woda

Gdyby nie muzyka i osadzenie akcji w środowisku branży muzycznej, „Vinyl” mógłby być właściwie oglądany jak każdy inny serial obyczajowy, nie brak w nim bowiem popularnych i uniwersalnych wątków, takich jak miłość, rywalizacja czy też problem uzależnień. Tymczasem kontekst show-biznesu pozwala widzom, a szczególnie młodemu pokoleniu cyfrowych tubylców, dla których muzyka – zgodnie ze słowami Bowiego – jest dziś jak woda, obfita i wszechobecna, ujrzeć ukryte oblicze branży, może właśnie to prawdziwe. Kilkanaście lat temu, kiedy eksplodował internet, a w nim muzyka cyfrowa, najpierw w postaci Napstera, a później jego wielu następców, wytwórnie fonograficzne, przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych, wytoczyły ciężkie działa przeciwko fanom muzyki. Nazwały ich piratami, oskarżyły o rujnowanie przemysłu, okradanie artystów, żądały w procesach sądowych wielomilionowych odszkodowań za „nieuprawnione dzielenie się muzyką”. Serial pozwala nam z pełną świadomością zadać pytanie, czy wytwórnie faktycznie broniły artystów. Chociaż pod koniec lat 90. mieliśmy może mniej do czynienia z realizacją hasła „sex, drugs and rock’n’roll”, to model biznesowy wciąż był taki sam i polegał na „wyciskaniu, ile się da” z zakontraktowanych muzyków.

Dzisiaj wytwórnie niewątpliwie utraciły olbrzymią część swoich przychodów, ale oskarżanie o ten stan rzeczy piractwa jest daleko idącym uproszczeniem. Zmieniło się bowiem całe otoczenie społeczno-ekonomiczne, na co pozwoliła rewolucja cyfrowa. Artyści nie potrzebują już firm nagraniowych tak bardzo, jak kiedyś. Internet jest globalnym i bardzo tanim narzędziem do upowszechniania muzyki, którą można w niezłej, cyfrowej jakości nagrać we własnej sypialni. Oczywiście produkcja muzyki poza oficjalnie funkcjonującym systemem nie jest zjawiskiem nowym, niszowe wydawnictwa bowiem od dawna towarzyszyły głównemu nurtowi produkcji firmowanych przez majors, co opisuje chociażby Simon Reynolds w „Podrzyj, wyrzuć, zacznij jeszcze raz” w odniesieniu do post punku. Niewątpliwie globalna kariera wymaga środków i wsparcia, jednak sukces można niespodziewanie osiągnąć w zupełnie nieoczekiwanych miejscu i momencie, niezależnie od planów marketingowych wytwórni fonograficznych.

Fot. materiały prasowe HBO

Fot. materiały prasowe HBO

Nowe technologie dały wolność także słuchaczom, fanom muzyki. Nie są już oni uzależnieni od tego, co zostało dla nich zaprogramowane w licznych stacjach radiowych i wyeksponowane na półkach nowych muzycznych supermarketów. Mogą sięgać po muzykę w dowolnym czasie i w dowolne miejsce w przestrzeni: słuchać folkloru z Laponii, bębnów z Konga czy rapu z Podlasia. Nie muszą już też grzecznie odsłuchiwać kawałek po kawałku z cyfrowego krążka, ale mogą tworzyć najdziksze zestawienia Szostakowicza z Eminemem zapisane w telefonie upchniętym w tylnej kieszeni dżinsów.

Na współczesnym rynku muzycznym mamy niewątpliwie do czynienia z „długim ogonem”, w którym nawet najbardziej niszowe gatunki i projekty znajdą swoich wielbicieli. Wciąż jednak ważny jest mainstream, produkcja hitów i globalna promocja z zastosowaniem zarówno starych, jak i nowych, sieciowych strategii. A tę zapewnić mogą majors, wielkie wytwórnie, które po pierwszym szoku spowodowanym rewolucją cyfrową powoli uczą się tego, jak wykorzystywać nowe technologie, aby produkować hity i wciąż dyktować warunki w branży. Twórcy pierwszego sezonu „Vinyla” planują wyprodukowanie kolejnego. Czy doczekamy się kiedyś dziesiątego sezonu, wtedy już chyba pod zmienionym tytułem – „Mp3”?

 

Serial:

„Vinyl”, tw. Mick Jagger, Martin Scorsese, Rich Cohen, Terence Winter, USA 2016–.

*Ikona wpisu: fot. materiały prasowe HBO

SKOMENTUJ

Nr 388

(24/2016)
14 czerwca 2016

„Kultura Liberalna” ukazuje się od 2009 r. dzięki zaangażowaniu dziesiątek osób i dobrej woli darczyńców. Bądź jednym z nich. Wesprzyj nas.
52
numery rocznie
80
stron tekstów tygodniowo
100%
oryginalnych treści
0 zł
za dostęp do artykułów
10 zł
20 zł
50 zł
100 zł
Inna
kwota

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail