Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > Przeszłość, która nie...

Przeszłość, która nie odchodzi. O najnowszej ekranizacji X-Men

Mateusz R. Orzech

Czy komiksowa opowieść o mutantach może stać się traktatem o nietolerancji inspirowanym amerykańskim zaangażowaniem w wojnę w Wietnamie? Najnowsza odsłona „X-Men” to coś więcej niż spektakularna superprodukcja - to okazja do wglądu w mechanizmy eskalacji konfliktu, napędzane strachem przed Innym.

Komiksy o marvelowskich mutantach już niemal od momentu powstania okazywały się idealną przestrzenią do podejmowania i zgłębiania kwestii związanych z nietolerancją, problemami mniejszości czy fanatycznymi postawami wobec nich – z czym zmagali się kolejni członkowie mutanckich supergrup. Dzięki nadanemu im statusowi wyrzutków czy odszczepieńców można było wykorzystać ich sytuację jako udaną metaforę realnie istniejących problemów atakowanych mniejszości. Jednak w świecie komiksowych mutantów tego rodzaju ataki wiązały się często z agresywną kontrą ze strony samych napastowanych, wynikiem czego również ludzie bywali narażeni na śmiertelne niebezpieczeństwa, grożące im szczególnie ze strony tzw. złych mutantów, z wczesnym Magneto na czele. Stąd też pod wieloma względami napięcie zaistniałe na kartach komiksów stanowiło błędne koło wzajemnie napędzającej się nienawiści, wynikającej u swego źródła z podstawowego strachu przed nieznanym. Nie inaczej sytuacja przedstawiona została w filmach z serii „X-Men”, czego najnowsza odsłona jest kolejnym potwierdzeniem.

W najnowszym filmie o mutantach ze stajni Marvel Comics („X-Men: Przeszłość, która nadejdzie” („X-Men: Days of Future’s Past”, reż. Brian Singer, 2014) tytułowa grupa konfrontuje się nie z jednym przeciwnikiem, lecz z dwoma. Do Williama Strykera – wojskowego, który chciał wykorzystywać i niszczyć mutantów w filmach „X-Men 2” i „X-Men Geneza: Wolverine” – dołącza bowiem Bolivar Trask, fanatyczny twórca Sentinteli – robotów, które mają jeden tylko cel: znaleźć i zniszczyć wszystkich homo superior[1]. Misja Sentineli rozpoczyna się po tym, jak jedna z mutantek, zmieniająca tożsamości Mystique zostaje zdemaskowana po dokonaniu zamachu na Traska podczas konferencji pokojowej w Paryżu w 1973 roku. Jego śmierć zrobiła z niego męczennika dla ludzi, którzy wykorzystali zabójstwo, aby przekonać opinię publiczną o konieczności eksterminacji posiadaczy tytułowego genu X. Moce schwytanej zabójczyni posłużyły zaś do stworzenia nowej, groźniejszej generacji Sentineli. By zapobiec eksterminacji mutantów, w dystopijnej przyszłości roku 2023, telepata Charles Xavier – lider X-Men, Magneto i inni mutanci tworzą wspólny plan, mający na celu powstrzymanie Mystique przed morderstwem. Wysyłają w tym celu świadomość Wolverine’a w przeszłość.

x-men_1

Inny (nie) znaczy słaby

Postać Bolivara Traska pojawiła się po raz pierwszy w zeszycie „X-Men #14” (Stan Lee, Jack Kirby, listopad 1965), w którym to zainicjowano trzyczęściowe starcie tytułowej grupy z Sentinelami. Trask był naukowcem, uważającym mutantów za śmiertelne zagrożenie dla ludzkości, a jego ślepa, irracjonalna nienawiść pozbawiona była sensownych motywacji; wydawało się, że budzi ją wyłącznie odmienność obiektu nienawiści. Mutanci byli dla niego symbolem nie tylko jego własnego strachu przed porażką, lecz, jak się później okazało, także przed słabością. Ta druga kwestia znalazła udane rozwinięcie dzięki wprowadzeniu na karty komiksu jego syna, Larry’ego, który sam okazał się mutantem. Analogiczną sytuację przedstawiono w filmie „X-Men 2” („X2”, Brian Singer, 2003), gdzie dowiadujemy się, że syn Williama Strykera należy do homo superior, co dla „stuprocentowo normalnego” mężczyzny jest szokiem (porównywalnym ze stanem skrajnego homofoba, który właśnie dowiedział się, że jego syn jest gejem).

Trask, tam samo jak Stryker, nie jest w stanie zwyczajnie zaakceptować odmienności potomka, ponieważ kłóci się ona z jego jednowymiarową percepcją rzeczywistości. Zbiór cech określających „normalność” – narzucony przez kulturę (a przez to de facto relatywny i sztuczny) – w jego mniemaniu musi być rygorystycznie przestrzegany. Każde odstępstwo jest postrzegane przezeń jako dewiacja negatywna, z powodu której „dewiant” nie będzie „zaakceptowany” w ramach nadrzędnej idei (bądź politycznej, bądź religijnej) – tak samo jak osoby nie przystające do modelu aryjskiego nie zostały zaakceptowane w ramach „wyższej” idei nazistowskiej czystości rasowej, o czym przekonał się na własnej skórze Magneto. Strach przed brakiem akceptacji ze strony grupy, do której chce się przynależeć, wiąże się wyraźnie z postawą Strykera. Jak bowiem może on zachować postawę twardego żołnierza – wzoru siły, czystości i dyscypliny[2] – jeśli jego syn jest „słabym” mutantem? „Słabym” nie dlatego, że nie posiada wystarczającej siły fizycznej czy psychicznej, lecz dlatego, że jest nieprzystającym do panującego wzoru normalności odmieńcem i przez to – przedmiotem zażenowania. Jego moce pozostają niewyjaśnione dla osób spoza naukowego świata i jako takie jawią się jako wstydliwa choroba. Syn Strykera jest w jego oczach dziwolągiem, odzwierciedlającym jego własną porażkę jako mężczyzny, ponieważ to z nasienia Strykera powstała ta wykoślawiona kreatura. W jakiś niezrozumiały dla niego sposób „zawiódł” on jako figura ojca, zarówno w węższym znaczeniu jako rodzic, jak i szerszym jako wysoki rangą wojskowy. Jedynym wyjściem, jak mu się wydaje, jest więc usunięcie słabości/choroby poprzez wynalezienie na nią lekarstwa. Nieuleczalnych zaś czeka nieunikniona eksterminacja.

x-men_3

Wojna w Wietnamie a narodziny X-men

Problemy z fanatycznymi, nietolerancyjnymi postawami stały się w Ameryce silniejsze wraz z zaangażowaniem się w wojnę w Wietnamie w połowie lat 60., czyli mniej więcej w czasie pojawienia się Traska w X-świecie. Młodzież w większości odpowiedziała na interwencję militarną wyraźnym sprzeciwem i manifestacjami pokojowymi. Choć studenci oraz inne grupy zaangażowały się na szeroką skalę w antywojenne ruchy i protesty dopiero na przełomie lat 60. i 70., nie wydaje się bezzasadne odczytanie fabuły komiksów jako zakamuflowanego komentarza dotyczącego zastanej sytuacji lub wyniku panującej atmosfery społeczno-politycznej, która mogła niebezpośrednio wpłynąć na twórców. Faktem jest, że Marvel Comics z niezwykłą wprawą wyłapywał w latach 60. nastroje i frustracje swoich czytelników i nie obawiał się ukrywać w swoich komiksach skierowanych do nich morałów czy nakłaniać do określonych postaw (co udowadniał nie raz w takich seriach, jak „Fantastic Four” czy „The Amazing Spider-Man”). Postać Traska można więc odczytać jako figurę fanatycznego twórcy, wysyłającego potężną armię w pogoni za istotami, których nie zna, nie rozumie – i przede wszystkim nie podejmującego nawet najmniejszego trudu, aby sytuacja ta uległa zmianie. Analogie do ówczesnej sytuacji politycznej nasuwają się same, jednak twórcy komiksów byli na tyle delikatni w konstruowaniu fabuł, że trudno jest wskazać konkretne komentarze dotyczące ówczesnych wydarzeń. Pojawienie się Traska i Sentineli we wrześniu 1965 roku[3] równie dobrze można było traktować w kategoriach czysto „komiksowych”, należących do uniwersum X-Men: jako atak kolejnego maniaka, który postawił sobie za zadanie zniszczenie bogu ducha winnych superbohaterów.

Faktem jest, że Marvel Comics z niezwykłą wprawą wyłapywał w latach 60. nastroje i frustracje swoich czytelników i nie obawiał się ukrywać w swoich komiksach skierowanych do nich morałów czy nakłaniać do określonych postaw

Mateusz R. Orzech

Jeśli jednak pójdziemy krok dalej za metaforą wietnamską, wówczas komiks ukaże się nam z niemal profetycznej strony – wszak przedstawia on nie tylko porażkę Traska, lecz również fakt, że jego udział w wojnie z mutantami zwrócił się przeciw niemu i przeciw tym, których chciał bronić. Mutanci przestali wystarczać zabójczym Sentinelom, roboty usamodzielniły się i zaatakowały swojego twórcę, którego zaczęły postrzegać jako ograniczenie. Z pewnością takie zakończenie fabuły miało na celu ukazanie destrukcyjnej siły nienawiści i nietolerancji, które nie tylko doprowadzają do eskalacji bezsensownego konfliktu, lecz również niszczą tych, którzy kierują się nimi w życiu.

W najnowszym filmie Briana Singera cofamy się do końcowego etapu wojny w Wietnamie, a jednym z punktów wyjścia są rozmowy pokojowe prowadzone w Paryżu od 1969 roku i zakończone cztery lata później. Z jednej strony – taki właśnie czas akcji znajdujemy w zeszytach komiksowych. Jednak z drugiej możemy odczytywać ten zabieg jako przestrogę przed tym, co mogło nastąpić, gdyby wojna się nie zakończyła, gdyby faktycznie jakiś zabójca wdarł się do sali konferencyjnej i zamordował ważnego reprezentanta Stanów Zjednoczonych. Powiązanie tego faktu z antyutopijną wizją przyszłości można uznać za ostrzeżenie przed eskalacją konfliktu – nawet jeśli nie taki cel przyświecał twórcom filmu. Podobna sytuacja miała też miejsce w filmie „X-Men: Pierwsza klasa”, gdzie zimnowojenne tło było odbiciem rodzącego się konfliktu z mutantami; walka z homo superior jawi się jako tak samo bezsensowna, jak pozbawione sensu było siłowanie się USA z ZSRR; jedynym prawdziwym problemem w obu przypadkach jest brak odpowiedniej komunikacji.

x-men_12

Mutanci w pułapce nietolerancji

Pojawienie się Traska w uniwersum X-Men można było z powodzeniem odczytywać także w ramach antyrasistowskich komentarzy twórców komiksu. Marvel do dzisiaj chlubi się tym, że przełamywał rasistowskie stereotypy w komiksach superbohaterskich, między innymi poprzez wprowadzenie pierwszego czarnoskórego herosa: Black Panthery. Jednak pozycję, z której przemawia do nas Trask z kart komiksów, możemy współcześnie przełożyć również na skrajne poglądy nie tylko na temat mniejszości rasowych, lecz także wyznaniowych czy seksualnych.

Komiksowi mutanci nazywani bywają przez rasistów/ksenofobów/homofobów pogardliwie „muties”, są znienawidzeni wyłącznie za sam fakt bycia „kimś innym”; za odstępowanie od norm większości, i to nie z własnej winy. Nie mieli oni bowiem żadnego wpływu na to, że ich struktury genetyczne ułożyły się w inne niż u większości osób na Ziemi wzory, w wyniku czego urodzili się z nadzwyczajnymi mocami czy fizycznymi przekształceniami. Innymi słowy, „X-Men” w prosty sposób – choć ukryty za fasadą rozrywkowego komiksu z gatunku niezobowiązującej, superbohaterskiej akcji – dokonuje krytyki skrajnych, nietolerancyjnych poglądów jako takich. Mechanizm powtarzania w kółko tej samej prawdy kojarzy się z  umieszczaniem wciąż nowej parafrazy stwierdzenia „z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność” w kolejnych częściach przygód Spider-Mana.

Jak było wzmiankowane wcześniej, tego typu napięcia prowadzą również do błędnego koła nienawiści i niekończącego się pasma zemst, co znalazło odzwierciedlenie również w komiksach z udziałem rodziny Trasków. Larry Trask kontynuował destrukcyjną drogę ojca w „X-Men #57-59” (Roy Thomas, Neal Adams, czerwiec-sierpień 1969) – pragnąc zabić mutantów odpowiedzialnych, jak mu się zdawało[4], za jego śmierć. Nie wiedząc, że sam jest mutantem[5], na nowo uruchamia Sentinele, co – zgodnie z przewidywaniami czytelnika, spodziewającego się, że maszyny prędzej czy później usamodzielnią się[6] i przestaną wykonywać rozkazy – nie kończy się dla niego z pozytywnym skutkiem. Jego nienawiść do mutantów,  żywi się chęcią zemsty za śmierć rodziców – podobnie jak nienawiść do ludzi pielęgnowana przez mutanta Magneto.

Magneto – Erika Lehnsherra poznaliśmy w filmie „X-Men: Pierwsza klasa” („X-Men: First Class”, reż. Matthew Vaughn, 2011) jako ofiarę nazizmu, czyli, między innymi, skrajnej nienawiści skierowanej w określoną grupę ludzi, napędzanej samym faktem istnienia tejże. Choć Magneto wyrósł by ścigać i zabijać oprawców z dzieciństwa, stał się też osobą pod wieloma względami im pokrewną. Jego chęć podbicia „gorszej” i „słabszej” ludzkości dzieli  wiele podobieństw z zapędami totalitarnych wodzów (a w komiksowym świecie – Williama Strykera czy Bolivara Traska). Tak jak Stryker nie mógł zaakceptować syna mutanta, tak i Lehnsherr bez skrupułów odrzuca Mystique, gdy zostaje ona zmieniona w człowieka w filmie „X-Men: Ostatni bastion” („X-Men: The Last Stand”, reż. Brett Ratner, 2006). W tym kontekście założenie przez niego quasi-nazistowskiego państwa w zeszycie „X-Men #4” (Stan Lee, Jack Kirby, marzec 1963) nie jest tak zaskakującym krokiem, jakim początkowo może się zdawać.

Stąd też nie może zupełnie zaskakiwać niechęć czy nienawiść odczuwana wobec mutantów. Złe czyny ludzi na mutantach motywują ich do szkodzenia im, co spotyka się z agresywną odpowiedzią. W tym kontekście metafora mutantów jako uciśnionej mniejszości okazuje się niepełna – nie są oni bowiem pozbawieni możliwości (realnego) odpowiedzenia swoim wrogom. Mutanci, szczególnie tacy jak Magneto,  nie wahają się z niej korzystać. Zorganizowane przez niego, dobrze funkcjonujące „Bractwo Złych Mutantów” mogłoby prawdopodobnie z powodzeniem zmienić ludzkość (przynajmniej tę, jaką znamy z dotychczasowych filmów) w uciśnioną „mniejszość”, gdyby nie kolejne interwencje X-Men.

Przyszłość odnaleziona w przeszłości?

Aby metafora mutantów jako fanatycznie atakowanej i mordowanej grupy społecznej stała się (na nowo) zasadna, należało stworzyć z nich faktyczną mniejszość, dziesiątkowaną przez zabójczych Sentineli. A skoro polityka Marvela nie pozwala na częste i długotrwałe śmierci swoich głównych postaci, oraz na daleko idące ingerencje w status quo, jakie mogłyby ograniczyć przyszłe możliwości budowania nowych fabuł, twórcy uciekli się do wykreowania alternatywnej wersji przyszłości, w której kwestia mutantów stała się bliska ostatecznego rozwiązania.

Pomysł ten był genialny w swojej prostocie: nie tylko udało się dzięki niemu pominąć skomplikowane relacje X-Men z resztą Uniwersum Marvela bez konieczności włączania innych serii w bieg wydarzeń, lecz również stworzyć ważną i nowatorską historię, która w ogóle nie ograniczała innych twórców przed angażowaniem bohaterów w jakiekolwiek przygody. Stworzono zatem ponury, dystopijny świat, gdzie garstka mutantów walczy bezustannie o przetrwanie; to świat, gdzie doświadczenia Magneto przychodzą w sukurs wszystkim homo superior, gdy – jako znawca technik eksterminacji – staje on na czele sił oporu przeciw cechowanej skrajnościami władzy Sentineli. Tym samym potwierdza się prawda, że ten, kto dla jednych jest dyktatorem i masowym mordercą, dla innych może stać się wzorem do naśladowania i symbolem siły.

Przypisy:

[1] Jak nazywani są mutanci w odróżnieniu od homo sapiens, czyli zwyczajnych ludzi.
[2] Film odwołuje się do stereotypowego postrzegania militaryzmu i armii obecnego w kulturze masowej.
[3] Daty wydania i daty na okładce są różne.
[4] Fakt, że Bolivar Trask zginął z ręki własnych robotów został ukryty przed opinią publiczną.
[5] Jeden z wynalazków Bolivara Traska stłumił jego zdolności.
[6] Dzięki specjalnym obwodom logicznej analizy faktów.

Film:

„X-Men: Przeszłość, która nadejdzie”, reż. Brian Singer, USA 2014.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 281

(21/2014)
27 maja 2014

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj