Z centrum widać najwięcej
  

PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Przekaż 1% podatku na Kulturę Liberalną forward

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Projekt: Polska] I...

[Projekt: Polska] I od złego uchowaj nas NATO

Urszula Sobieraj

Przedstawiciele NATO muszą z uśmiechem witać ostatnie doniesienia, które napływają ze Skandynawii. Dwa kraje o głęboko zakorzenionej awersji do uczestnictwa w jakichkolwiek sojuszach militarnych w obliczu kryzysu na Ukrainie rewidują swoje poglądy.

Strach padł na Półwysep Skandynawski po tym, jak Ambasador USA w Sztokholmie oznajmił, że Szwedzi nie mogą liczyć na pomoc Sojuszu w przypadku agresji Rosji. Szwecja była już wielokrotnie zapraszana do NATO – bezskutecznie. Żadna z umów o współpracy zawarta przez ten kraj z Paktem nie zawiera klauzuli choćby w części tak mocnej, jaką jest Artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego. Ambasador Mark Brzeziński podsumował obecną sytuację krótko: polityka odwlekania akcesji na ostatnią chwilę okazała się błędna.

Łatwo sobie wyobrazić, że po tych słowach ciarki musiały przejść po plecach również obywatelom Finlandii, której granica z Rosją jest dłuższa niż granice pozostałych państw UE z Rosją… razem wzięte. W rezultacie prezydent Finlandii nie wykluczył przystąpienia kraju do struktur Sojuszu, a w państwie rozgorzała publiczna debata na ten temat.

Ciężko w tej sytuacji mówić o poczuciu satysfakcji. Ale można przypuszczać, że przedstawicielom NATO na usta ciśnie się: „A nie mówiliśmy?”.

Mówiąc o przedstawicielach NATO, mam na myśli głównie Stany Zjednoczone. To nie powinno dziwić. Według danych Sojuszu budżet obrony USA w latach 2009-12 wyniósł średnio 74 proc. ogólnej sumy, jaką wszyscy sojusznicy przeznaczają na swoje obrony narodowe. Kraj ten jest również głównym „dawcą” w budżetach NATO i – siłą rzeczy – jednym z głównych decydujących o kierunkach strategicznych Sojuszu.

Strach padł na Półwysep Skandynawski po tym, jak Ambasador USA w Sztokholmie oznajmił, że Szwedzi nie mogą liczyć na pomoc Sojuszu w przypadku agresji Rosji.

Urszula Sobieraj

Realizację zasady „jak trwoga, to do NATO”, którą ostatnio obserwujemy, może na pierwszy rzut oka bawić. W rzeczywistości jednak obrazuje niepokojący i smutny trend, który występuje w Europie. Wśród państw UE nasila się brak wiary w to, że Unia byłaby w stanie obronić się sama – bez wsparcia USA. Bo przecież to nie o brak poczucia solidarności tu chodzi – zmieniony Traktat o Unii Europejskiej zawiera wszak Artykuł 42, poświęcony Wspólnej Polityce Bezpieczeństwa i Obrony. Można w nim znaleźć deklarację łudząco podobną do zapisu z Art. 5. „W przypadku, gdy jakiekolwiek Państwo Członkowskie stanie się ofiarą napaści zbrojnej na jego terytorium, pozostałe Państwa Członkowskie mają w stosunku do niego obowiązek udzielenia pomocy i wsparcia przy zastosowaniu wszelkich dostępnych im środków”. Brzmi znajomo, prawda? Więc o co chodzi?

Mówi się, że jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. A w tym akurat przypadku o pieniądze Stanów Zjednoczonych.

Paradoksalnie Ukraina naświetliła jedną z podstawowych w ostatnich czasach bolączek współpracy transatlantyckiej – kwestię odpowiedzialności za bezpieczeństwo Europy. Stany Zjednoczone już od 2010 r. sygnalizują Unii, że w ich plany zakładają przeniesienie osi zainteresowania na Azję i Pacyfik. Na przestrzeni tego czasu delikatne z początku sugestie przybrały postać jasnego stanowiska: nadszedł czas, by UE wzięła bezpieczeństwo Starego Kontynentu w swoje ręce.

Do tej pory ostrzeżenia ty były jak rzucanie grochem o ścianę. Europejscy sojusznicy nie kwapili się – i nadal nie kwapią – do opracowania wspólnych strategii. Wyraz temu dali w grudniu 2013 r. podczas szczytu Rady Europejskiej. Wydarzenia długo oczekiwanego, szumnie zapowiadanego jako przełom w europejskiej obronności. Kwestii, która na poziomie szefów rządów i głów państw była wciąż odkładana i – mówiąc wprost – koszmarnie zaniedbywana. Oczekiwania były więc tak wielkie, jak i rozczarowanie rezultatami szczytu. Ostateczne uzgodnienia były bowiem raczej zbiorem deklaracji i pobożnych życzeń niż konkretnych rozwiązań.

Państwa Unii opierają się pomysłom wykraczającym poza współpracę przemysłów obronnych i desperacko bronią się przed tworzeniem wspólnych polityk i strategii obronnych. I na poparcie tego stanowiska wyciągają dwa koronne – ich zdaniem – argumenty. Pierwszym jest dumnie brzmiąca suwerenność, której jednym z wyznaczników ma być właśnie własna obrona narodowa. Drugą jest kryzys ekonomiczny, czyli czynnik, który „wymusił” na państwach cięcia w budżetach obronnych.

Brak koordynacji i wymiany informacji skutkuje drastycznymi rozbieżnościami pomiędzy zasobami i zdolnościami obronnymi poszczególnych państw. Chcąc bronić się skutecznie, są one skazane na współpracę.

Urszula Sobieraj

W rzeczywistości kryzys ekonomiczny niczego nie wymusił. Był po prostu doskonałą wymówką dla braku inwestycji w obronę. Dołączywszy do tego założenie, że żaden konflikt w Europie już nam nie grozi, kraje znalazły się w sytuacji, gdy bez współpracy nie mogą obronić się samodzielnie. Cięcia budżetowe dokonywane przez każdy kraj na własną rękę w niektórych przypadkach były drastycznie głębokie. W innych, wprowadzone oszczędności zbiegły się w czasie z przeprowadzanymi transformacjami systemów sił zbrojnych. Brak koordynacji i wymiany informacji skutkował drastycznymi – w pewnych przypadkach – rozbieżnościami pomiędzy zasobami i zdolnościami, którymi dysponują państwa. Chcąc bronić się skutecznie, są więc skazane na współpracę.

A współpracować nie chcą i nie wydaje się, by w najbliższym czasie zechciały. Koniec 2014 r. stanowi wszak jeden z największych przełomów we współpracy transatlantyckiej – zakończona zostanie najdłuższa i najbardziej wymagająca misja, jaką w swojej historii przeprowadziło NATO. Wraz z końcem misji w Afganistanie, Sojusz nie ma perspektywy na kolejną operację o podobnej skali. Członkowie nie będą więc czuli presji utrzymywania swej obrony na dotychczasowym poziomie. A ten obniży się jeszcze bardziej, gdyż budżet przeznaczony na misję ISAF w wielu przypadkach stanowił znaczącą część budżetów obronnych niektórych sojuszników.

Ci, którzy jeszcze wierzą, że UE zmobilizuje się (lub zmobilizowana zostanie), a przewidziany na wrzesień 2014 r. szczyt NATO w Walii przyniesie poprawę, mogą się przeliczyć. Mówiło się, że na szczycie poruszona zostanie kwestia współpracy na linii Unia-NATO oraz rola państw UE w Sojuszu. Obecnie, w świetle coraz większych zakusów Władimira Putina na kolejne tereny Ukrainy, pewne jest to, że omówione zostaną kwestie rewizji relacji NATO z Rosją. Na resztę może nie starczyć czasu.

Przy takiej apatii ze strony Unii Europejskiej, nie dziwi fakt, że Szwecja i Finlandia wybierają „ucieczkę do przodu”. Pozostaje jedynie liczyć, że przy najgorszym scenariuszu, Stany Zjednoczone jeszcze raz wezmą na siebie odpowiedzialność za globalne bezpieczeństwo i przejmą rolę światowego strażnika. I oby kolejne polskie powiedzenie „mądry Polak po szkodzie” nie zmieniło się w: „mądra Unia po szkodzie”.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 281

(21/2014)
2 czerwca 2014

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj