Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Komentarz nadzwyczajny > Nie mówcie o...

Nie mówcie o „wojnie z terrorem”

Adam Puchejda

Piątkowe zamachy w Paryżu po raz kolejny dowiodły, jak słabe w starciu z międzynarodowym terroryzmem pozostają państwa narodowe i jak wysoką cenę przychodzi nam płacić za marzenia o eksporcie demokracji.

Krwawy zamach w stolicy Francji przeraża nie tylko dlatego, że zginęło w nim ponad 130 osób, lecz także z powodu ujawnionej bezradności francuskich i belgijskich służb bezpieczeństwa, które nie były w stanie mu zapobiec. I nie pomogą tu tłumaczenia, pojawiające się przy okazji wcześniejszych zamachów, np. na redakcję tygodnika „Charlie Hebdo”, że ataków dokonały tzw. samotne wilki, czyli pojedynczy terroryści, działający na własną rękę, których wykrycie przysparza dużych trudności.

Paryskie zamachy z 13 listopada nie były dziełem przypadkowych, zradykalizowanych jednostek. Przeciwnie, stała za nimi świetnie zorganizowana, wyszkolona i skoordynowana grupa, wykonująca precyzyjny plan o jasno wyznaczonych celach. W tym sensie piątkowa masakra swoim rozmachem i zamysłem przypomniała nam o działaniach dawnej Al-Kaidy, która przygotowała zamachy z 11 września 2001 r.

Tuż po tamtych atakach sprzed ponad dekady w dyskusjach o możliwych skutecznych reakcjach (skutecznych, tzn. tworzących warunki, w których nie dojdzie do nowych aktów terroru) ścierały się ze sobą dwa stanowiska: jedni opowiadali się za opcją militarną, drudzy – za potrzebą usprawnienia środków wywiadowczych i postawienia na jeszcze lepszą, szeroko zakrojoną koordynację działań policji wszystkich państw europejskich, Stanów Zjednoczonych, krajów Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Jak wiemy, wygrała opcja pierwsza, co doprowadziło do ataku na Afganistan, a później na Irak.

Niestety z opłakanym skutkiem, bo polityka polegająca na wysyłaniu wojsk do krajów podejrzewanych o szkolenie i zaopatrywanie terrorystów doprowadziła jedynie do destabilizacji politycznej całych regionów, pojawienia się państw upadłych, a także do powstania zupełnie nowych organizacji polityczno-religijnych, takich jak ISIL/Państwo Islamskie, które kontrolują spore połacie terytoriów dawnych państw i czerpią zyski ze znajdujących się tam bogactw naturalnych, głównie z ropy naftowej.

Innymi słowy, próby zapobieżenia atakom terrorystów w krajach Zachodu poprzez wypowiedzenie tzw. „wojny z terrorem”, prowadzonej głównie na Bliskim Wschodzie, nie rozwiązały żadnego z problemów, tj. nie przyniosły ani większej stabilizacji, ani bezpieczeństwa. Ich skutki były dokładnie odwrotne do zamierzonych. Europejscy przywódcy nie powinni popełnić tego samego błędu.

Nie znaczy to, rzecz jasna, że Europa powinna siedzieć z założonymi rękami. W moim odczuciu w reakcji na zamachy w Paryżu państwa Unii powinny, po pierwsze, wyraźnie poprawić procedury wymiany informacji między służbami poszczególnych krajów (także w kontekście napływających fal uchodźców), tak by nie dochodziło więcej do sytuacji, w której Belgowie nie są w stanie ostrzec Francuzów przed szykowanymi zamachami i vice versa. Po drugie zaś, powinny w swoim własnym partykularnym interesie dążyć do wypracowania w miarę spójnego modelu aktywnej polityki zagranicznej Unii w krajach Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej.

Pojedyncze państwa narodowe, nawet jeśli zamkną granice, w dłuższej perspektywie nie będą w stanie zapobiec przenikaniu na swoje terytoria terrorystów. Z tego powodu są wręcz skazane na współpracę. Negowanie tego faktu w imię obrony jakiejś wyobrażonej pełnej suwerenności, która rzekomo zapewni nam całkowite bezpieczeństwo, może prowadzić jedynie do kolejnych aktów terroru.

Podobnie brak przemyślanej polityki zagranicznej Unii jest prostą drogą do wybuchu kolejnych kryzysów. Tak było nie tylko w Iraku, zdestabilizowanym przez amerykańską inwazję, wspartą przez rządy wielu krajów Wspólnoty (w tym Polski), lecz także w Libii, która po obaleniu dyktatury przez lotnictwo Francji, Belgii, Stanów Zjednoczonych i innych, pogrążyła się w chaosie, który przyczynił się do napływu ogromnej fali uchodźców przez Morze Śródziemne.

Europejczycy dotychczas zbyt często kierowali się w swojej polityce albo partykularyzmami narodowymi, albo emocjami opinii publicznej, co w rezultacie prowadziło do jeszcze większych cierpień wielu tysięcy ludzi. Czas wyciągnąć wnioski z błędnej polityki, która z każdym dniem zbiera coraz krwawsze żniwo.

 


Polecamy także:

tekst Jarosława Kuisza „Po zamachach w Paryżu”

tekst Jarosława Kuisza „Jak to lewacy z nazistami zamachowców nam sprowadzili”.


 

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 357

(45/2015)
16 listopada 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj