Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Smakując > Głód jest najlepszym...

Głód jest najlepszym kucharzem

Paweł Brylski

Jeżeli ktoś szuka w tym miejscu pomysłu na obiad lub wystrój stołu, odejdzie niesyty. Tym razem będzie o niedożywieniu i głodzie, a wszystko za sprawą poruszającej wystawy Karoliny Brzuzan, która na nowo stawia najważniejsze pytania dotyczące jedzenia i smaku.

Głód i niedożywienie to temat niewygodny, nieklikalny, a przez to praktycznie nieobecny w publicznej dyskusji. Niedożywienie nie pasuje do nowoczesnych wnętrz, nie da się go pokazać w telewizji śniadaniowej. Jeżeli pojawia się w mediach, to najwyżej jako propozycja jednodniowej, dobrowolnej głodówki, która pozwala oczyścić organizm z toksyn.

Walutą dzisiejszego świata jest zadowolenie, więc media pokazują to, co odbiorcy chcą widzieć. Gdy odbiorcy nie będą zadowoleni, nie klikną w informację, nagłówek lub zdjęcie, a wtedy nie będą zadowoleni reklamodawcy. Podobnymi kryteriami kierują się również dziennikarze kulinarni, zapominając, że jedzenie to nie tylko „lajfstajl”, ale przede wszystkim sam „lajf”, a z uwagi na swoją powszechność jedzenie jest punktem wyjścia najważniejszych tematów współczesności.

Artysta nie jest dziennikarzem ani tym bardziej szefem kuchni, który ma zapewnić komfort, nasycenie, poczucie bezpieczeństwa i harmonii. Zadaniem artysty jest wytrącanie z poczucia zadowolenia, zwracanie uwagi na niedostrzegalne zjawiska, zadawanie niewygodnych pytań, uruchamianie świadomości i wyobraźni.

Fot. Bartosz Górka, zdjecia z wystawy NOMA Karoliny Brzuzan, 2015. Dzięki uprzejmości CSW Zamek Ujazdowski. (2)

Fot. Bartosz Górka, zdjęcia z wystawy NOMA Karoliny Brzuzan, 2015. Dzięki uprzejmości CSW Zamek Ujazdowski.

NOMA czy NOMY?

Tytuł wystawy Karoliny Brzuzan brzmi NOMA i już w nim zawiera się rozdźwięk, rozdarcie współczesnego świata. W pierwszym, nie jedynym, choć bardziej rozpoznawalnym znaczeniu, Noma to jedna z najlepszych restauracji, powszechnie rozpoznawalna marka i styl, które promienieją na całą kulturę gastronomiczną bogatszej części świata.

Kiedy młody i kreatywny szef kuchni René Redzepi wraz ze wspólnikiem otwierał 12 lat temu restaurację, ich pomysł wydawał się ryzykowny, kultura kulinarna była w zupełnie innym miejscu. Dzięki konsekwencji znaleźli się w światowej czołówce. Ich pomysłem była radykalna sezonowość i lokalność, postawili na regionalne produkty, zaczęli odkrywać dzikie składniki ze swojej okolicy, objadać lasy, w swojej restauracji zaczęli podawać dzikie owoce, chwasty, a nawet mrówki.

Towarzyszyła temu charakterystyczna dla kultur Skandynawii estetyka prostoty i umiaru, nieheblowane drewno, szare meble i fartuchy, proste, skromne naczynia. Trzeba być oczywiście bogatym, żeby pozwolić sobie na taką biedę. Za degustacyjne menu oparte na tym, co da się w tej chwili znaleźć na łące, w lesie, na brzegu morza albo wykopać w ziemi, trzeba zapłacić równowartość tysiąca złotych, a wcześniej odczekać swoje.

NOMA z tytułu wystawy ma również drugie znaczenie. Jak zauważyła artystka, noma (od greckiego nome ‘pożeranie, pochłanianie’) to przerażająca choroba wynikająca ze skrajnego niedożywienia, powikłanie choroby głodowej, która zbierała swoje żniwo w obozach koncentracyjnych, a dziś głównie w dotkniętych głodem i niedożywieniem krajach globalnego południa. W warunkach śmiertelnego głodu chwasty, mrówki czy jadalny piach przestają być kulinarną rozrywką. Nie zamawia się ich w Nomie, wygrzebuje się je z ziemi, by chronić organizm przed nomą – pożeraniem ciała przez siebie samo.

Głodowa książka kucharska

Wystawa „NOMA” Karoliny Brzuzan jest jednym z etapów jej szeroko zakrojonego projektu. Artystka pracuje nad ekstremalną książką kucharską. Jak mówi w jednym z wywiadów: „Głodowa książka kucharska ma być zbiorem przepisów kulinarnych tworzonych i stosowanych przez ludzi skazanych na głód i niedożywienie. Cały proces pracy nad nią jest ściśle badawczy, jednak jej ostateczna forma korzysta z języka sztuki”.

Artystka zbiera w tym celu osobiste i zapośredniczone relacje z obszarów objętych głodem i niedożywieniem. Jednym z efektów jej poszukiwań są prace rzeźbiarskie, które do 6 grudnia można zobaczyć w warszawskim Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski.

Fot. Bartosz Górka, zdjecia z wystawy NOMA Karoliny Brzuzan, 2015. Dzięki uprzejmości CSW Zamek Ujazdowski.

Fot. Bartosz Górka, zdjęcia z wystawy NOMA Karoliny Brzuzan, 2015. Dzięki uprzejmości CSW Zamek Ujazdowski.

Obiekty

Artystka umożliwia nam zupełnie nowe spojrzenie na materię. Obiekty pokazywane na wystawie to na pierwszy rzut oka atrakcyjne wizualnie rzeźby, kształty materii przeznaczonej do oglądania, a na pewno nie do jedzenia. Glina czy klej stają się materią artystyczną w naszym kontekście kulturowym, ekonomicznym i społecznym, ale w warunkach skrajnego głodu, w sytuacji wojny, w czasie której obowiązuje „taktyka spalonej ziemi”, albo oblężenia, to, co dla nas jest „tylko” materią, staje się sposobem na oszukanie głodu.

Jak słusznie zauważa kuratorka wystawy – Ewa Gorządek: „Projekt ma konkretny wymiar polityczno-ekonomiczny, bowiem przedmiotem uwagi Karoliny Brzuzan są klęski głodowe wywołane wojnami, ludobójstwem, korupcją, kolektywizacją i innymi działaniami o charakterze ideologicznym. Artystka stara się dotrzeć do informacji, jak w takich skrajnych warunkach ludzie zdobywają pożywienie, co jedzą, aby przetrwać. Tematem jej dociekań jest zatem głód jako zjawisko polityczne, jako «broń masowego rażenia»”.

Podajmy sobie smak pokoju

Żyjemy na świecie, w którym głoduje co dziesiąty człowiek, a co czwarty jest niedożywiony! To są prawdziwe problemy, które stoją przed politykami również naszego, zapatrzonego w siebie kręgu kulturowego. Wobec tej świadomości maleją wszystkie lokalne problemy polityczne, lecz jest to świadomość o tyle niewygodna, że trudno jest samodzielnie włączyć się i wspierać dobre praktyki przeciwdziałające istnieniu głodu i niedożywienia. Ale to jeszcze nie powód, żeby spychać ten temat pod obrus.

Trzeba o tym pamiętać i mówić, pomimo że nie jesteśmy, na szczęście, zmuszeni do jedzenia bawełnianych ubrań, kory z drzew, smarów, kleju, rozgotowanych butów ani spalonego cukru. Pomimo to, a może właśnie tym bardziej, jest to dobra okazja, żeby nie dać się uwodzić nastrojowi kulinarnego znudzenia, poszukującego wciąż nowych bodźców, lecz czerpać przyjemność z każdego smaku, choćby i najbardziej spowszedniałego: z chrupiącej marchewki, kubka kawy lub zwykłego jabłka, bez czekania na to, aż poda je do stolika szef kuchni modnej restauracji.

SKOMENTUJ

Nr 359

(47/2015)
24 listopada 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj