Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > Gdy bohater nie...

Gdy bohater nie chce być superbohaterem. Recenzja filmu „Deadpool” Tima Millera

Tomasz Gęsina

Typowego superbohatera charakteryzują kostium, niezwykła moc i chęć walki ze złem. Jak więc nazwać indywiduum, które posiada dwa pierwsze atrybuty, zaś manichejskie konflikty interesują go tyle, o ile wpływają na jego los? I dlaczego w określeniu tożsamości Deadpoola pomocny okazuje się Nietzsche?

Gdy w latach 30. XX w. Martin Goodman, syn ubogich żydowskich emigrantów, zakładał niewielkie wydawnictwo Timely Comics, zapewne nikt nie przypuszczał, że w krótkim czasie stanie się ono jednym z największych tytanów amerykańskiego rynku komiksowego. Funkcjonujące później pod znaną współcześnie nazwą Marvel Comics, obok konkurencyjnego DC, przyczyniło się do stworzenia i ugruntowania pozycji komiksu jako jednej z najbardziej reprezentatywnych form popkultury [1]. Obrazkowe historie stały się przy tym głównym kanałem, za pomocą którego spopularyzowano postaci superbohaterów –  wyposażonych w oryginalne kostiumy i nadprzyrodzone zdolności, gotowych zawsze nieść pomoc słabszym i ratować świat.

Zachowania superbohaterów, mające przede wszystkim źródło w uczestnictwie w starciu dobra ze złem, łatwo wpisują się w istniejące od dawna zbiorowe wyobrażenia o mitycznych istotach odznaczających się nadludzkimi siłami. Paralela między półbogami ze starych eposów a komiksowymi postaciami pozwala zakwalifikować współczesnych obrazkowych śmiałków jako kontynuatorów tych starożytnych opowieści. Herosi z XX i XXI w., posiadający wyjątkowe moce i wyposażeni w najnowsze osiągnięcia techniki, nadal bezinteresownie i z pełnym przekonaniem o słuszności swoich czynów walczą w obronie ludzkości ze złem, reprezentowanym przez równie dobrze uzbrojonych wrogów. Co więcej, dwaj najważniejsi twórcy z Marvel Comics – Stan Lee i Jack Kirby – bardzo często tworzyli swych bohaterów w oparciu o ówczesną sytuację polityczno-społeczną. Mateusz Maleszka, w recenzji książki „Niezwykła historia Marvel Comics”, odnotowuje m.in. analogię między X-menami a ruchem praw obywatelskich, według której dążący do porozumienia mutantów i ludzi profesor Xavier miał być wzorowany na Martinie Lutherze Kingu, zaś złowrogi, uciekający się do przemocy Magneto – na Malcolmie X [2].

Można wysnuć wniosek, że bohaterowie komiksów Marvela stawali się często obrazkowym komentarzem do sytuacji, którą w danym momencie żyła cała Ameryka. Oczywiście żaden z herosów nie był postacią krystaliczną. Wątpliwości, pojawiające się podczas podejmowania ważnych decyzji mających zaważyć o losach świata, wzbogacały psychologię postaci. Czy jednak każdy bohater za wszelką cenę chciał czynić dobro, nie zważając na własne potrzeby? Tutaj właśnie pojawia się Deadpool, który zadebiutował w komiksie „The New Mutants #98” w 1991 r.

deadpool1

Walka o siebie

Główny bohater filmu, Wade Wilson, to postać nietuzinkowa. Były wojskowy, obecnie najemnik do „zadań specjalno-prywatnych” (np. zastraszania nachalnego dostawcy pizzy), wiedzie życie miejskiego lekkoducha, hedonisty z krwi i kości, któremu nie obce są używki, seks oraz prawo pięści. Wcielający się w tę rolę Ryan Reynolds, po dość rozczarowującym „Green Lantern”, udowadnia, że nadal potrafi zaskakiwać wymagającego widza. Jego Deadpool parodiuje bowiem współczesnych superbohaterów na czele z Wolverine’em. Już zresztą sama czołówka, z której dowiadujemy się np., że reżyser filmu Tim Miller jest popychadłem, a Reynolds idiotą, skoro zgodził się zagrać w takim filmie, uświadamia widzowi, z jakiego typu konwencją będzie miał do czynienia. „Deadpool” stanowczo przeciwstawia się napuszonemu, wręcz idealnemu wizerunkowi superbohatera, do którego przyzwyczaiły nas dotychczasowe filmy inspirowane komiksami.

Przełomowym momentem w życiu Wade’a stało się wykrycie u niego złośliwego nowotworu. Mężczyzna w tej walce po raz pierwszy w życiu miał ponieść porażkę, ponieważ przeciwnik okazał się poza zasięgiem jego możliwości. Zdiagnozowanie nieuleczalnej choroby stało się jednak paradoksalnie początkiem nowego życia. Wade po przyjęciu propozycji tajemniczego agenta Smitha, obiecującego mu całkowite wyzdrowienie, trafił do równie tajemniczego laboratorium, kierowanego przez niejakiego Francisa. Tam, dzięki poddaniu się kuracji Weapon X, dotychczasowy śmiertelny wróg został usunięty z jego organizmu, co więcej – mężczyzna zyskał dodatkowo nadludzką zdolność regeneracji. Narodził się Deadpool. Jest tylko jedno „ale” – efekt uboczny, który spowodował, że ciało Wade’a przemieniło się w jedną wielką bliznę. Uniemożliwiło mu to powrót do ukochanej, dlatego postanowił za wszelką cenę odnaleźć i zmusić Francisa, aby go wyleczył.

Wade’a nie interesuje walka w czyjejkolwiek obronie, obce mu jest pragnienie ratowania świata. Deadpool walczy wyłącznie o samego siebie.

Tomasz Gęsina

Postać Deadpoola stanowi odbicie superbohatera w krzywym zwierciadle. Nie chodzi tylko o ironiczne, cięte riposty czy szalone zachowanie, np. gdy podczas rozmowy z Colossusem bohater uwalnia się z kajdanek przez odcięcie sobie ręki. Już samo imię niesie specyficzną symbolikę, ponieważ jego działania to loteria śmierci, w której ryzyko zarówno wygranej, jak i przegranej stanowi główną zasadę gry. Cel zaś jest tylko jeden – permanentne pragnienie zemsty na człowieku, który przyczynił się do jego przeobrażenia w monstrum. Strój, zdolność regeneracji, niesamowita sprawność fizyczna oraz znakomite władanie bronią pozwalają zakwalifikować Deadpoola jako superbohatera. Pozostaje jednak kolejne „ale” – Wade’a nie interesuje walka w czyjejkolwiek obronie, obce mu jest pragnienie ratowania świata. Deadpool walczy o samego siebie – o prawo do zemsty, które nie przystoi współczesnym herosom. Mężczyzna nie chce być superbohaterem – stanowczo sprzeciwia się nazywaniu go w ten sposób – lecz antybohaterem, co wpisuje się w całościowy koncept filmu. To nie kolejna produkcja o herosach, lecz ironiczna opowieść o kimś, kto kieruje się tylko własnymi pobudkami. W tym kontekście „Deadpool” stanowi odważną reakcję na to, co dzieje się we współczesnym mainstreamowym kinie o superbohaterach.

Popkultura jako źródło śmiechu

Popkultura stanowiła dla twórców „Deadpoola” niewątpliwie największe źródło inspiracji. Twórcy filmu poszli jednak o krok dalej – wpisując się w jej konwencję, jednocześnie z niej drwią, co staje się, obok znakomitej roli Ryana Reynoldsa, największym atutem „Deadpoola”.

Już szeroko zakrojona akcja promocyjna dowodziła, że od samego początku koncepcja wykreowania nowego modelu superbohatera jest pomysłem gruntowanie zaplanowanym, mającym zaintrygować nawet tych odbiorców, którym obce są postaci z komiksów. Wiąże się z tym chociażby reklamowanie filmu Tima Millera jako doskonałej propozycji na walentynki.

deadpool-gallery-07

W filmie odnajdziemy również wiele nawiązań do jednej z najważniejszej postaci X-menów – Wolverine’a. Wade swoją metamorfozę w Deadpoola zawdzięcza wszczepieniu healing factor, pochodzącego od tego mutanta. Wydaje się zatem, że bohater powinien być wdzięczny Wolverine’owi. Nic bardziej mylnego, ponieważ Deadpool przez cały czas z niego drwi. W jednej ze scen okazuje się, że pod własną maską ukrył kolejną, przedstawiającą Hugh Jackmana w roli Wolverine’a. Najgorszym natomiast momentem jego życia było zobaczenie pierwszego filmu o tym superbohaterze Marvela. Nieustanne żarty z Wolverine’a stanowią próbę zdyskredytowania tej postaci w oczach widza i zwrócenia jego uwagi na to, że najważniejszym bohaterem komiksowego świata jest bezczelny Deadpool, nawet jeśli jest jednocześnie swego rodzaju kopią X-mena, co tylko wzmacnia ironię filmu Millera.

Pozostańmy jeszcze przez chwilę w kręgu nawiązań do bohaterów z uniwersum X-menów. W filmie pojawiają się dwie postaci – Colossus oraz Negasonic Teenage Warhead – znane wszystkim czytelnikom tej serii. Pomimo że należą do X-menów, różni je stosunek do szkoły mutantów. Colossus nieustannie przekonuje Deadpoola o zaletach przynależności do drużyny superbohaterów, z kolei dziewczyna wypowiada się o tym gronie bardzo krytycznie. Postać Negasonic, będącej połączeniem charakteru zbuntowanej nastolatki z wyglądem Sinéad O’Connor, jest zresztą, obok Wade’a Deadpoola, jedną z najciekawszych w filmie. To dziecko popkultury, które równie dobrze posługuje się smartfonem, co własną unikatową mocą. Poświadcza również o konsekwentnie stosowanym przez twórców filmu zabiegu autoironii, dzięki któremu po raz kolejny udało się uniknąć wykreowania postaci patetycznych herosów w obcisłych kombinezonach, gotowych nieustannie walczyć o losy świata.

Na osobną uwagę zasługuje również muzyka. Jest ona utrzymana w podobnej, prześmiewczej, stylistyce, co postaci bohaterów i motywy ich postępowania. Ulubionym zespołem Deadpoola jest Wham!, zaś szczególną sympatią darzy piosenkę „Careless Whisper”. Mistrzowskim pomysłem jest wykreowanie bohatera, który z wyraźną nostalgią wraca do muzycznych lat 80., kiedy to królowały syntetyzatory i oryginalne fryzury wokalistów. To połączenie postawy cynika z melomanem uwielbiającym słuchać i śpiewać utwory George’a Michaela jeszcze raz burzy hierarchię świata herosów, w którym liczą się tylko ci wielcy i poważni.

W filmie pojawia się także wiele innych nawiązań, takich jak plecak marki Hello Kity, który nosi ze sobą główny bohater, czy starsza pani, współlokatorka, gustująca w twardych narkotykach (nawiązanie do motywu rozrywkowej babci, dość mocno eksploatowanego we współczesnej hollywoodzkiej kinematografii). Z kolei bardzo spostrzegawczy widzowie dostrzegą podobieństwo finałowego miejsca akcji do wraku statku Hellicarrier, którego katastrofę mogliśmy oglądać w „Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz”. Tym samym „Deadpool”, czerpiący z dóbr popkultury i show-biznesu, pokazuje oryginalną i autoironiczną kreację superbohatera, który superbohaterem być nie chce.

deadpool-gallery-04

Überheros

Kim jednak Deadpool jest? Peter S. Fosl, profesor filozofii na Uniwersytecie Transylwania w Lexington, w jednym z tekstów zadaje rudymentarne w kontekście tych rozważań pytanie: czy superbohaterowie naprawdę są dobrzy? Badacz analizuje postaci w popularnym serialu „Herosi” i zwraca uwagę, że w czasach przedchrześcijańskich i przed pojawieniem się idei platońskich pojęcie dobra znacząco odbiegało od tego, co dzisiaj rozumiemy pod owym terminem. Jako przykład podaje Achillesa, któremu siła umożliwiała określanie warunków właściwego postępowania. Fosl nawiązuje tym samym do myśli Fryderyka Nietzschego. Niemiecki filozof odrzucał równość, poświęcenie czy zakaz przemocy, gdyż pragnął je zastąpić oryginalnymi wartościami dobra i zła, gdzie bycie dobrym wiązało się przede wszystkim z większą siłą i potęgą [3]. Dlatego też Deadpoola, wbrew jemu stanowczemu sprzeciwowi, można uznać za „dobrego superbohatera” w kontekście nietzscheańskim, z całą pewnością najbardziej oryginalnego, prowokującego i niebezpiecznie fascynującego, jaki kiedykolwiek pojawił się na wielkim ekranie.

Przypisy:

[1] S. Howe, „Niezwykła historia Marvel Comics”, Kraków 2013.

[2] M. Maleszka, „Sean Howe: «Niezwykła Historia Marvel Comics», Kraków 2013 (recenzja)”, „Toruńskie Studia Bibliologiczne” 2014, nr 1 (12), s. 169.

[3] P.S. Fosl, „Czy herosi naprawdę są dobrzy?” [w:] D.K. Johnson, W. Irwin, „Herosi i filozofia. Książka, która ocali ten świat”, tłum. A. Romanek. Gliwice 2010, s. 270–271.

 

Film:

„Deadpool”, reż. Tim Miller, USA, Kanada, 2016.

 

SKOMENTUJ

Nr 372

(8/2016)
23 lutego 2016

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj