Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Temat tygodnia > Trzy poglądy, które...

Trzy poglądy, które uczynią cię „symetrystą”

Tomasz Sawczuk

Paradoksalnie, to najbardziej zawzięci anty-PiS-owcy są dzisiaj największymi sprzymierzeńcami partii rządzącej.

„Jest ich wielu”, zaczynał się głośny artykuł Mariusza Janickiego i Wiesława Władyki. „Są wyznawcami symetrii, według której nie ma większej różnicy między PiS-em a innymi partiami” – wyjaśniali. Szkodzą demokracji. PiS ich uwielbia. Symetryści.

Termin ten zrobił w debacie publicznej pewną karierę i do dzisiaj przewija się w dyskusjach politycznych, mając dyskredytować część komentatorów jako pożytecznych idiotów PiS-u. Janicki i Władyka stawiali symetrystom trzy główne zarzuty. Po pierwsze, symetryści mają przyjmować równy dystans wobec PO i PiS-u, co jest nieuprawnione, ponieważ ich winy nie są takie same. Po drugie, krytykując dzisiejszą opozycję i relatywizując tym samym winy PiS-u, symetryści efektywnie pracują na rzecz partii rządzącej. Po trzecie, symetryści postrzegają rzeczywistość segmentami. Mogą pochwalić PiS za 500+, a jednocześnie zignorować zawłaszczenie przez tę partię Trybunału Konstytucyjnego. Nie widzą więc całości problemu, nie potrafią zbudować poprawnej hierarchii priorytetów.

Symetryści to stwory mityczne. Nikt ich nie widział, ponieważ nie istnieją, a tak sformułowany zarzut „symetryzmu” jest w istocie pozbawiony sensu. Osoby, którym przypina się tę łatkę, zgodziłyby się za to na trzy twierdzenia, których nie przyjmuje ani dzisiejsza opozycja, ani jej publicystyczni sprzymierzeńcy, a które powinni rozważyć we własnym interesie.

Ilustracja: Max Skorwider

Ilustracja: Max Skorwider

Po pierwsze: Obrona demokracji i bicie w PiS to dwie różne sprawy

Powiedzmy sobie jasno: niemal nikt wśród komentatorów politycznych nie utrzymuje równego dystansu wobec PiS-u i PO. W rzeczywistości tzw. symetryści twierdzą coś zupełnie innego. Krytykują oni „PiS-ocentryzm” – postawę, w związku z którą PiS zajmuje miejsce na środku sceny politycznej, a posunięcia pozostałych graczy stanowią jedynie refleks ruchów partii rządzącej. Perspektywę, zgodnie z którą PiS okazuje się tak ważny i tak potężny, że trwożliwe wyczekiwanie każdego kolejnego ruchu władzy, choćby Jarosław Kaczyński miał akurat ziewnąć, a Joachim Brudziński podrapać się za uchem, wyczerpuje całą polityczną wyobraźnię opozycji.

Odrzucenie PiS-ocentryzmu pozwala spojrzeć na życie społeczne w pełniejszy sposób. Rządy Prawa i Sprawiedliwości są z tej perspektywy przejawem kryzysu liberalnej demokracji, który wykracza poza doraźne działania władzy. Koncentrowanie się w całości na bieżącej walce z partią Kaczyńskiego uniemożliwia udzielenie na ów kryzys odpowiedzi. Tymczasem choćby nawet PiS przewrócił się o własne nogi i przegrał wybory, a nie zajdzie żadna inna zmiana – antyliberalizm wkrótce wróci. W tym sensie krytyka idei „powrotu do przeszłości”, a także krytyka reaktywnej natury dzisiejszej opozycji, mają głęboki sens. Nie będzie, tak jak było – i im szybciej ta myśl przebije się do naszej polityki, tym większe będą szanse na podjęcie skutecznych starań o wzmocnienie liberalnej demokracji. Pokonać PiS to za mało.

kuiszwigura

Co więcej, frontalny atak na partię Kaczyńskiego jest równie krótkowzroczny, jak jawne zawłaszczanie państwa przez obecną władzę. Wyborcy PiS-u nie znikną z dnia na dzień i nie ma sensu nimi pogardzać ani z nich szydzić. Jeżeli nasza liberalna demokracja ma się ustabilizować na dłuższą metę, a także jeśli ma się stawać lepsza, konieczne jest poszukiwanie porozumienia z osobami, które znajdują się po innej stronie barykady. Społeczeństwo otwarte to przecież takie, które pragnie wciągać jak największe grupy ludzi w tryby wspólnych przedsięwzięć, nie zaś takie, które buduje nieprzekraczalne polityczne mury. W innym wypadku wahadło wyborcze będzie z każdym kolejnym rządem uderzać w coraz większe obszary rzeczywistości społecznej, prowadząc do ich postępującej degeneracji. Dalsza radykalizacja sporu politycznego daje jedynie perspektywę długotrwałej destabilizacji porządku prawno-instytucjonalnego.

Symetryści to stwory mityczne. Nikt ich nie widział, ponieważ nie istnieją.

Tomasz Sawczuk

Po drugie: Nie każda krytyka PiS-u rzeczywiście uderza w PiS

Wbrew twierdzeniom Janickiego i Władyki, komentatorzy, którzy analizują zarówno wady opozycji, jak i PiS-u, nie są efektywnie sprzymierzeńcami partii rządzącej. W rozmowach z osobami bliskimi aktualnej władzy można raczej usłyszeć, że to właśnie osoby wymykające się prostemu zaszufladkowaniu są dla władzy niewygodne. Zawziętych krytyków łatwiej „ustawić” i zdyskredytować, ponieważ są dla drugiej strony zupełnie niewiarygodni.

Aby krytyka PiS-u mogła być skuteczna, powinna w najlepszym razie spełnić kilka podstawowych warunków. Przede wszystkim musi mieć pokrycie w faktach, a krytykowane działanie musi być rzeczywiście szkodliwe. Nie wszystko, co robi PiS, jest wrogie demokracji. Przykładowo, program Rodzina 500+ prowadzi do upodmiotowienia dużej grupy obywateli, realnie zwiększając zakres ich wolności.

Ponadto, krytyka musi być formułowana w języku, który nie potwierdza przeświadczeń przeciwnego obozu na temat jego liberalnych krytyków. Dla przykładu, pogardliwy stosunek do beneficjentów wspomnianego programu 500+ utwierdza tylko w przestrzeni publicznej wizerunek opozycji jako grupy „bezdusznych liberałów” i przedstawicieli „elit”. Z kolei używanie w dyskusjach drażliwych, a często niepozornych wyrażeń – takich jak „ten kraj”, zamiast „nasz kraj” – rodzi nieufność ze strony znacznej części wyborców. Lista takich problematycznych fraz czy intelektualnych klisz jest ogólnie dostępna i znana, trzeba tylko wykonać pewien wysiłek, aby się z nią zapoznać i odnosić się do niej z rozmysłem. Nie ma sensu wpadać w pułapki na własne życzenie.
Krytyka władzy wymaga nie tylko znajomości mitologii rywala, ale także znajomości własnej mitologii. Trzeba rozumieć, że – tak samo jak powoływanie się na „wolę ludu” – „bezstronne rządy prawa” to także pewna idealizacja, która w praktyce niekoniecznie odpowiada rzeczywistości. I trzeba być gotowym wyjaśnić, dlaczego mimo to liberalne wartości są warte poparcia. W innym przypadku krytycy PiS-u zbyt łatwo narażają się na zarzut naiwności i oderwania od realiów.

Co więcej, pewne formy krytyki PiS-u mogą wręcz efektywnie wspierać partię rządzącą. Weźmy oczywisty przykład oficera SB uczestniczącego w marszu KOD-u. Jeśli faktycznie chciałby „bronić demokracji” przed PiS-em, powinien raczej zostać w domu, niż dawać się fotografować rządowym mediom na opozycyjnym marszu. Przywódcy opozycji mogą się zaś jasno od takich osób odcinać. Krytyka władzy powinna być też sformułowana w taki sposób, aby uniknąć prostego zarzutu: „robiliście tak samo”.

Wreszcie, nawet pozornie trafna krytyka PiS-u nie zawsze musi wspierać partie centrowe. Weźmy silnie eksploatowany, choć o marginalnym znaczeniu politycznym przykład odwołanego festiwalu piosenki w Opolu. Na wydarzeniach tych zyskać mógł przede wszystkim Paweł Kukiz, który solidaryzując się z rezygnującymi z występu artystami ogłosił, że… jako piosenkarz był w taki sam sposób szykanowany za rządów PO.

Janicki i Władyka mogą więc uważać, że PiS nie jest normalną, liberalno-demokratyczną partią, ale trzeba zadać sobie pytanie: co w praktyce z tej diagnozy wynika? Około 40 proc. ankietowanych Polaków wciąż chce na PiS głosować. Ogłaszanie co dwa dni końca demokracji najwyraźniej nie działa.

Nie będzie tak, jak było – i im szybciej ta myśl przebije się do naszej polityki, tym większe będą szanse na podjęcie skutecznych starań o wzmocnienie liberalnej demokracji. Pokonać PiS to za mało.

Tomasz Sawczuk

Po trzecie: Powinniśmy bronić standardów i wartości, a nie partii

Stanowisko, które Janicki i Władyka określili mianem „symetryzmu”, nie polega także na fragmentarycznym oglądzie rzeczywistości. Wręcz przeciwnie, umożliwia ono nieporównanie bardziej złożoną analizę sytuacji politycznej. Z analizy owej płyną z kolei odmienne strategiczne wnioski.

Przede wszystkim, wbrew tezom głoszonym przez Janickiego, Władykę i wielu innych autorów, nie warto bronić partii opozycyjnych, lecz pewnych standardów i wartości. Koncentrowanie się na wspieraniu tej czy innej partii jest uzasadnione w dniu wyborów i na wiecach wyborczych, ale poza tym prowadzi do degeneracji życia publicznego. Normalna dyskusja polityczna staje się niemożliwa, ponieważ polityka prowadzona w modelu walki plemion jest z konieczności całkowicie bezmyślna. Ataki na symetryzm okazują się tak naprawdę atakami na samą praktykę myślenia.

Ale co więcej, sankcjonowanie podziału „PiS–anty-PiS” to w dzisiejszej sytuacji spełnianie marzeń władzy. Taka struktura konfliktu politycznego po prostu premiuje dziś partię rządzącą. Idee takie jak opozycja totalna albo opozycja zjednoczona są w chwili obecnej zwyczajnie niepraktyczne. „Anty-PiS” powinien wystartować do wyborów wspólnie nie z powodu wzniosłego celu „obrony demokracji”, a tylko w takiej sytuacji, gdy byłoby to konieczne z punktu widzenia jego skuteczności – czyli np. przy wymuszającej taki ruch zmianie ordynacji wyborczej. W aktualnej konfiguracji politycznej nie istnieje natomiast wykonalna i potencjalnie skuteczna strategia dla całej opozycji.

Krytyka mitycznych „symetrystów” jest więc nie tylko szkodliwa dla sfery publicznej. Jest także niepraktyczna z punktu widzenia celów samych „obrońców demokracji”. Ich postawa jest bowiem zwyczajnie nieskuteczna. Nie pomaga ani w pokonaniu PiS-u, ani w obronie demokracji. Nie pozwala ani przechylić szali na stronę liberalno-demokratycznej opozycji, ani uczynić Polski lepszym miejscem.

Paradoksalnie to najbardziej jednostronni anty-PiS-owcy i zajadli krytycy „symetrystów” są efektywnie największymi sprzymierzeńcami partii rządzącej. Tyle że, jak pisali w swoim tekście ze znawstwem Janicki i Władyka, „psychologia społeczna zna mechanizm zawziętej obrony pierwotnego wyboru nawet wbrew oczywistym sygnałom, że był on zły”.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 441

(25/2017)
19 czerwca 2017

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj