PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Pawłowski we wtorek]...

[Pawłowski we wtorek] Dobry Polak – katolik czy… weganin?

Łukasz Pawłowski

„Kto ty jesteś, kto?”, reporter podtyka kilkuletniemu chłopcu mikrofon do twarzy. „Polak mały?”, dopytuje reporter. Chłopiec milczy. Może się wstydzi, może nie rozumie. Pochodzi z Ukrainy, a jego rodzina właśnie otrzymała polskie obywatelstwo.

Chłopiec ma na imię Dmytro, a jego ojciec to Andriej Sirowatskij, który kilka miesięcy temu w czasie ulicznego karambolu koło Szczecina wydostał z płonących aut trzy osoby. Pan Andriej, Ukrainiec mieszkający w Polsce od trzech lat, po całym zdarzeniu przyznał publicznie, że chciałby otrzymać polskie obywatelstwo. Wojewoda lubuski zwrócił się do prezydenta Andrzeja Dudy z prośbą o przyspieszenie procedury i już po 3,5 miesiąca od złożenia dokumentów wszyscy członkowie rodziny zostali Polakami. To właśnie na uroczystości nadania obywatelstwa reporter jednej ze stacji dopytywał kilkuletniego Dmytra: „Kto ty jesteś?”.

„O, patrz, Polak!”

I jeszcze jedna scena. Na billboardzie na jednej ze stacji warszawskiego metra siatkarz reprezentacji Polski ubrany w reprezentacyjną koszulkę reklamuje sponsora kadry. „O, patrz, Polak!”, rzucił kolega mojego 5-letniego syna, kiedy wychodziliśmy ze stacji. „Aha”, odpowiedział syn, jak gdyby nigdy nic, po czym poszliśmy dalej. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że siatkarzem jest Wilfredo León Venero, czarnoskóry Kubańczyk i były reprezentant tego kraju, który polskie obywatelstwo otrzymał cztery lata temu. A zgodę na występy w kadrze narodowej uzyskał dosłownie przed kilkoma miesiącami.

Czy León jest już Polakiem czy jeszcze Kubańczykiem? Jego żona jest Polką, on sam całkiem dobrze mówi po polsku, chociaż na dobrą sprawę nigdy tu nie mieszkał. Po tym, jak opuścił Kubę, grał w Rosji, Katarze i we Włoszech. Deklaruje jednak, że w przyszłości to w Polsce chciałby zamieszkać z rodziną.

Fot. Łukasz Pawłowski

Fot. Łukasz Pawłowski

A przecież historia siatkarza nie jest jedyną tego rodzaju. W 2000 roku polskie obywatelstwo dostał Emmanuel Olisadebe, pierwszy czarnoskóry piłkarz narodowej kadry piłkarskiej. Po kilkuletniej przygodzie z polską ligą i kadrą wyjechał do Grecji, potem do Chin, a dziś z powrotem mieszka w Nigerii. Był też Roger Guerreiro, Brazylijczyk, który zaliczył w naszej reprezentacji 25 występów, ale wielkich sukcesów nie odniósł i ostatecznie wrócił do Brazylii. Byli także potomkowie polskich imigrantów (Thiago Cionek, Ludovic Obraniak, Damien Perquis) wypatrzeni przez różnych selekcjonerów i zachęcani do gry z orzełkiem na koszulce, choć z Polską nie mają wiele wspólnego, a po polsku nie mówią wcale lub znacznie gorzej niż Wilfredo León (a pewnie także Dmytro Sirowatskij). Czy wszyscy są Polakami tak samo? A może Sirowatskij i León są Polakami „bardziej” niż Obraniak czy Perquis, ale „mniej” niż wszyscy, którzy urodzili się w Polsce i mieszkają tu cały czas?

„Nowi” Polacy w miejsce „starych”

Pytania tego rodzaju mogą się wydać w najlepszym razie nieistotne, w najgorszym – głupie. A jednak rzecz nie dotyczy wyłącznie kilku sportowców czy nielicznych bohaterskich ludzi. Po kilkudziesięciu latach względnej homogeniczności, nasze społeczeństwo staje się coraz bardziej różnorodne.

Jak podaje Urząd do Spraw Cudzoziemców „w połowie tego roku ważne zezwolenia na pobyt posiadało niespełna 400 tys. cudzoziemców”, ale liczba ta nie obejmuje „osób przebywających w Polsce tymczasowo w ramach ruchu bezwizowego lub na podstawie wiz”. Takich osób jest znacznie, znacznie więcej – „Gazeta Wyborcza” na podstawie danych komórkowych liczbę samych Ukraińców szacowała na prawie 1,3 miliona!

A przecież do tego dochodzą osoby z krajów UE, którzy korzystają ze swobody przepływu ludności. Wielkość tej społeczności trudno jest ocenić. Ilu z nich ostatecznie zostanie w Polsce, nie wiadomo. Nic jednak nie wskazuje na to, żeby tendencja napływu obcokrajowców do Polski miała się załamać. Nawet jeśli w najbliższym czasie dotknie nas kryzys gospodarczy, Polska pozostanie zamożniejszym państwem niż nasi wschodni sąsiedzi, a także kraje takie jak Indie czy Bangladesz, skąd napływa do nas coraz więcej migrantów.

Jeśli do tego dodamy ogromną liczbę Polaków mieszkających na co dzień za granicą (pod koniec roku 2017 GUS oceniał, że jest to 2,54 miliona osób), to okaże się, w ostatnich latach skład ludności mieszkającej na terytorium Polski zmienił się bardzo istotnie. Historii takich jak Wilfredo Leóna czy Andrieja Sirowatskija będzie coraz więcej. Ale cudzoziemców zobaczymy nie tylko w koszulkach kadry narodowej czy na podniosłych uroczystościach wychwalających ich bohaterstwo. Siłą rzeczy znajdą się wśród naszych współpracowników, rodziny, ale także w policyjnych kartotekach – wśród sprawców wypadków czy zwykłych przestępców. A że tak się stanie, jest więcej niż prawdopodobne – Polacy na Zachodzie też miewają na swoim koncie poważne konflikty z prawem.

Gwałtowna zmiana społeczna musi rodzić napięcia. Wspomniane już spowolnienie gospodarcze – zwłaszcza jeśli będzie gwałtowne – skłoni część ludzi do poszukiwania winnych, cudzoziemcy będą łatwym celem. Co zrobić, kiedy to się stanie, żeby tysiące innych dzieci nie usłyszały od swoich rówieśników, że mają wracać, „skąd przyszły”?

Łukasz Pawłowski

Wspólna tożsamość zamiast polityki tożsamościowej

Ta gwałtowna zmiana społeczna musi rodzić napięcia. Wspomniane już spowolnienie gospodarcze – zwłaszcza jeśli będzie gwałtowne – skłoni część ludzi do poszukiwania winnych, cudzoziemcy będą łatwym celem.

Co zrobić, kiedy to się stanie, żeby wspomniany Dmytro czy tysiące innych dzieci nie usłyszały od swoich rówieśników, że mają wracać, „skąd przyszły”? Jedynym rozwiązaniem jest stworzenie takiego modelu polskości, który każdemu, kto tego chce – bo nie wszyscy taką potrzebę odczuwają – pozwoli poczuć się częścią narodowej wspólnoty.

Dziś nic nie wskazuje, że taki model w najbliższym czasie powstanie. Gorzej, różne strony sceny politycznej – zarówno na prawicy, jak i lewicy – uprawiają „politykę tożsamości” opartą na wykluczeniu. PiS ustami swojego lidera mówi, że „każdy dobry Polak musi wiedzieć, jaka jest rola Kościoła [katolickiego – przyp. ŁP], musi wiedzieć, że poza nim jest […] nihilizm. I ten nihilizm my odrzucamy, bo nihilizm niczego nie buduje, nihilizm wszystko niszczy!”. Tym samym Jarosław Kaczyński wyklucza każdego, kto normy współżycia opiera na innych podstawach, chociażby normach oświeceniowych (na których nawiasem mówiąc, opiera się nasz porządek demokratyczny).

Narodowcy idą w wytyczaniu granic jeszcze dalej, z upodobaniem skandując przy różnych okazjach hasło „Śmierć wrogom Ojczyzny”. Prawo do decydowania, kto jest „wrogiem Ojczyzny”, przyznają oczywiście sobie.

Ale i po drugiej stronie nie widać próby budowania takiej opowieści o Polsce, w której rozmaite typy polskości będą się mogły odnaleźć.

„W Polsce lewicowe ruchy społeczne mają tendencję do uprawiania polityki tożsamości, a nie do uprawiania polityki. Chętnie manifestują swoje postawy tożsamościowe – tyle że manifestowanie nie ma walorów perswazyjnych. Lewica musi przekonywać, a nie manifestować. Nie tworzyć barier, nie egzaminować wyborców”, mówił niedawno na łamach „Kultury Liberalnej” Michał Syska, działacz lewicowy i dyrektor Ośrodka Myśli Społecznej im. Ferdynanda Lassalle’a. „Nie może być tak, że trzeba zdać egzamin z weganizmu, jazdy na rowerze, poprawnej odmiany żeńskich końcówek i tak dalej, żeby stać się nawet nie członkiem partii, ale wyborcą lewicy”.

Dobrym przykładem tego, o czym mówi Syska, był niedawny tweet europosłanki Sylwii Spurek. Przy okazji Światowego Dnia Feministek napisała, że „nie ma feminizmu bez weganizmu”. Innymi słowy nie można walczyć o równouprawnienie kobiet, jeśli jednocześnie pije się mleko albo zjada sery.

Co to jednak ma wspólnego z polskością? Otóż, podobne zjawisko widać po stronie organizatorów marszu „Za wolność waszą i naszą”. To pochód konkurencyjny wobec Marszu Niepodległości, 11 listopada co roku organizowanego przez narodowców. W opisie wydarzenia zamieszczonym na Facebooku znajdziemy nie tylko wyrazy sprzeciwu wobec faszyzmu, ale też postulaty poluzowania europejskiej polityki migracyjnej, opodatkowania wielkich korporacji, walki ze zmianami klimatycznymi, a nawet obniżenia czynszów mieszkaniowych. Nie chodzi w tym miejscu o ocenę słuszności tych postulatów. Raczej o fakt, że by wziąć udział w marszu z okazji rocznicy odzyskania niepodległości, trzeba zaakceptować cały ten pakiet. A przecież nie każdy, kto chciałby 11 listopada zamanifestować swoją polskość w sposób inny niż narodowcy, musi być zwolennikiem walki z wielkimi korporacjami czy odgórnego obniżania czynszów.

Polskie społeczeństwo staje się coraz bardziej zróżnicowane, podobnie jak społeczeństwa zachodnie. Ale reakcją na ten stan rzeczy nie może być z jednej strony budowanie tożsamości narodowej opartej na kryteriach etnicznych lub religijnych, a z drugiej tworzenie rozbudowanego pakietu najrozmaitszych progresywnych postulatów, który każe się ludziom akceptować en bloc. W takich warunkach o budowie żadnej wspólnoty nie ma mowy. A już zwłaszcza w czasie, gdy nasze społeczeństwo tak szybko się zmienia.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 566

(46/2019)
11 listopada 2019

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj