Z centrum widać najwięcej
  

PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Przekaż 1% podatku na Kulturę Liberalną forward

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Tylko ta, która...

Tylko ta, która próbuje, zwycięża. Recenzja książki „Szczypta magii” [KL dzieciom]

Karolina Stępień

Mająca w tym tygodniu premierę powieść Michelle Harrison to kolejna po książkach Kiran Millwood Hargrave i Kelly Barnhill publikacja fantasy dla młodzieży w ofercie Wydawnictwa Literackiego, pełna śmiałych postaci kobiecych osadzonych w centrum baśniowej narracji.

Betty, Fliss i Charlie Wspaczne (choć zrozumiałe jest tłumaczenie niektórych nazw własnych w powieści, w tym nazwisk, razi zestawienie tych ostatnich z angielskimi imionami, podobnie jak kilka innych nie do końca konsekwentnych decyzji tłumaczeniowych) nie mają łatwego życia. Ich matka zmarła niedługo po narodzinach najmłodszej z sióstr, a ojciec od wielu lat przebywa w więzieniu. Dziewczynki wychowuje surowa i wymagająca babka, amatorka mocnej whiskey, często angażując je do pomocy w lokalnej karczmie, interesie rodzinnym. Jakby mało było smutków, pracy i conocnych pijackich krzyków dobiegających z Kieszeni Kłusownika, Wspaczne mieszkają na szarej i ponurej wyspie Wronoskał, otoczonej przez pomniejsze wyspy, o nie mniej przygnębiających nazwach: Skruchę, gdzie znajduje się lokalne więzienie i tajemnicza, stara wieża; Lament, miejsce pochówku mieszkańców Wronoskału; i Udrękę, dokąd zsyła się zwolnionych z więzienia wygnańców, aby odrobili część swoich wyroków.

Wszystkie jesteśmy przeklęte

Jedynym, co powstrzymuje zbuntowaną Betty, środkową siostrę, od popadnięcia w depresję, jest nadzieja na opuszczenie wyspy w pierwszym dogodnym momencie. Najgorszym dniem w jej życiu jest zatem ten, w którym dowiaduje się, że na wszystkich kobietach z rodu Wspacznych ciąży przekleństwo – jeśli kiedykolwiek opuszczą archipelag, umrą o zachodzie słońca, a dopełnieniu klątwy towarzyszyć będzie złowieszcze krakanie wron, słyszalne tylko dla niedoszłej uciekinierki. Małą – choć niewątpliwie ekscytującą – pociechą są dla bohaterek przekazywane z pokolenia na pokolenie czarodziejskie przedmioty, które otrzymują od babki w dniu urodzin: lusterko, sakwojaż i cztery matrioszki. Choć obdarowana laleczkami Betty obiecuje nie używać ich bez wyraźnej potrzeby i z narażeniem życia, niemal natychmiast obmyśla plan, w którym z wykorzystaniem magii zamierza uwolnić rodzinę od klątwy.

Błędne ogniki nad mokradłami

Naturalnie, zgodnie z pechem od zawsze prześladującym Wspacznych, nic nie układa się tak, jak by chciała. Zamiast przygody, o której Betty zawsze marzyła, dziewczynka wplątuje siebie i swoje siostry w śmiertelnie niebezpieczną grę – w wyniku serii nieprzewidzianych wydarzeń wszystkie trzy opuszczają archipelag. Wydaje się, że jedynym sposobem na ocalenie jest odkrycie tajemnicy czarodziejki, która wiele lat temu, zanim rzuciła się z okna wieży na wyspie Skrucha, wyryła na jej wewnętrznych murach kilka słów: „wzgarda”, „niesprawiedliwość”, „zdrada”, „ucieczka”… a także nazwisko Betty, Fliss i Charlie.

Próba odmiany losu

Dla kogoś z dużym doświadczeniem czytelniczym „Szczypta magii” wyda się mało oryginalna – szczególnie na początku uderzają powielane przez tego typu opowieści schematy fabularne i językowe. Betty, nieświadoma, że stoją za nią setki literackich poprzedniczek i poprzedników, obowiązkowo musi przecież wpaść w kilkustronicowe niedowierzanie, gdy odkrywa, że magia istnieje naprawdę. Muszą gnębić ją co kilka rozdziałów nieodzowne wyrzuty sumienia z powodu złamania zakazów i nakazów rodziny oraz klasyczne wątpliwości dotyczące podjętych decyzji.

Opis przeżyć wewnętrznych głównej bohaterki jest chyba zresztą najsłabszym elementem powieści; trudno oprzeć się wrażeniu, że to nie głos trzynastoletniej dziewczynki odzywa się od czasu do czasu, a raczej dorosła autorka oceniająca poczynania Betty z dystansu, na który pozwala jej wiek i władza nad tekstem. Jak choćby przy zderzeniu z refleksją taką jak ta: „Zbyt późno zdała sobie sprawę, że spędziła ostatnie lata na marzeniu o rzeczach wielkich, nieświadoma, że nie ma nic ważniejszego od rodziny”.

Na szczęście książka Harrison – tak jak świetnie pokazuje to szalona okładka, różowa, ale trochę złowieszcza, z zagadkową wieżą pośrodku, pełna rekwizytów i baśniowej przyrody – jest mimo wszystko wciągającą, pełną zwrotów akcji przygodą i na pewno będzie wielką frajdą, szczególnie dla tych, którzy nie mają jeszcze za sobą zbyt wielu podobnych historii. Owszem, nie zaszkodziłoby fabule chociażby zrezygnowanie z niektórych klasycznych zwierzęcych pomocników, którzy sprawiają wrażenie, jakby pojawili się niejako z gatunkowego przymusu. Czekam też na powieść, w której najbardziej eksploatowanymi magicznymi mocami będzie coś innego niż teleportacja i stawanie się niewidzialnym.

Będzie jeszcze czas na dalej i na więcej

Niemniej jednak większość klasycznych baśniowych elementów pojawiających się w powieści budzi dreszczyk emocji i podekscytowanie wywołane przez jakże przyjemne balansowanie między tym, co czytelniczo nowe, i tym, co znajome. Tajemnicza kobieta uwięziona w wieży, mroczne sekrety z przeszłości, klątwa nieprzerwana od wielu pokoleń – znamy, a jednak wciąż chcemy więcej; wystarczy odpowiednia oprawa i szczypta świeżych dodatków. No i magii. U Harrison niektóre użyte składniki może i nieco się już przejadły, ale to wciąż książka, którą pochłonąć można ze smakiem. I, jak na historię o pechu i klątwie, wcale nie jest przygnębiająca – to w dużej mierze hołd złożony „siostrzeństwu”, relacji, w której nad zazdrością, niezrozumieniem i rywalizacją ostatecznie zwycięża ciepło, oddanie, szacunek, radość z bycia razem i bezwarunkowa miłość.

A poza tym wszystkim, główny morał „Szczypty magii”, choć może zbyt dosłownie wyrażony jak na dzisiejsze standardy i oczekiwania, ostatecznie jest jednak bardziej progresywny niż apel o nadludzkie poświęcenie, promuje bowiem dociekliwość, zuchwałość, poszanowanie różnic i pragnienie wolności. A to wartości, których chciałabym życzyć każdej czytelniczce z okazji niedawno obchodzonego Dnia Kobiet. I na co dzień.

 

Książka:

Michelle Harrison, „Szczypta magii”, przeł. Łukasz Małecki, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2020.

 

Rubrykę redaguje Paulina Zaborek.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 583

(10/2020)
10 marca 2020

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj