Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > Izolacja prawdę ci...

Izolacja prawdę ci powie. Recenzja serialu „W domu”

Agnieszka Doberschuetz

Przymusowa kwarantanna dla wielu osób oznaczała stagnację zawodową – między innymi dla filmowców. Serial HBO „W domu” pokazuje, co się z nimi działo… w domu.

To mógłby być zarys scenariusza filmu grozy albo science fiction: jest XXI wiek, cywilizacja wysoko rozwinięta, technologie zmieniają życie ludzi, człowiek czuje się nadistotą, panem wszechświata. A jednak, w starciu ze schrödingerowskim nie-żyjątkiem – wirusem, fenomenem prymitywnie prostym w swej strukturze, a jednocześnie bezwzględnym i śmiercionośnym, staje się bezradny niczym małe dziecko, odłączone od rodziców przez tłum w wesołym miasteczku… Ponownie przywołam Schrödingera: bo to mógłby być scenariusz filmu (choć jest brutalną rzeczywistością), a jednocześnie to JEST scenariusz – serii filmów krótkometrażowych wyprodukowanych przez HBO GO, którego pierwszy sezon właśnie miał premierę.

Cykl impresji postpandemicznych autorstwa polskich reżyserów może w pierwszym skojarzeniu przywodzić na myśl netflixowskie „Czarne Lustro”. Jednak „W domu” nie jest serialem o możliwych, najczęściej czarnych scenariuszach przyszłości, a opowieścią o przeszłości: o tym, jak każdy z nich przetrwał kwarantannę i jak to zmieniło ich życie. Każdy z odcinków jest osobną historią, ma odrębny styl, zabarwienie i wydźwięk. Wszyscy podchodzą do tematu w indywidualny sposób – wspólny mianownik stanowi pandemia i wywołana przez nią kwarantanna społeczna. Fascynująca jest różnorodność postrzegania i interpretacji. W zasadzie każdy film niesie ze sobą jedno główne, niepowtarzalne w całym cyklu przesłanie, to jest: dominacja natury pod nieobecność człowieka (Skolimowski), tęsknota (Skonieczny), rodzina i oczekiwanie (Matuszyński), hybryda świata realnego z wirtualnym (Żuławski), ograniczenia (Szumowska i Englert), niezrozumienie (Zamecka i Cho), relacje (von Horn) etc.

Izolacja izolacji nierówna

Obraz pierwszy, autorstwa Jerzego Skolimowskiego, jest dosłownie OBRAZEM – pełną wewnętrznych sprzeczności impresją. Wybuch pandemii zastał reżysera na Sycylii – w pięknych (w normalnych warunkach) okolicznościach przyrody. Skolimowski pokazuje wodę, niebo, plaże, przyrodę i urokliwą architekturę włoskich miasteczek – ale w sposób szokujący. Krajobrazy, kontekst, kadry, kolory i dźwięki, uderzają swoją zamierzoną niespójnością.

W domu” nie jest, w moim postrzeganiu, pamiętnikiem czasów zarazy, a impresjonistycznym i poetyckim albumem indywidualnych wspomnień, wyznań i wzruszeń.

Agnieszka Doberschuetz

W kolejnych odcinkach napotykamy to, co w jakimś stopniu mogło być nam bliskie w ostatnich tygodniach – ktoś kompletnie się zagubił i stracił poczucie sensu, ktoś odnalazł spokój na łonie natury i z rodziną; jeszcze inny uciekł w wirtualny świat, bo relacje w domowym więzieniu stały się nie do zniesienia… Jeden popadł w marazm, inny poczuł wenę. Wielu wróciło do wspomnień i tęsknot. Radykalnemu przewartościowaniu uległy dotychczasowe priorytety. Jak mówi w swoim filmie Jacek Borcuch – nagle kamera została odwrócona o 180 stopni i reżyser stał się głównym bohaterem.

Fot. Kadr z filmu J. Skolimowskiego, antologia HBO „W domu”.

Podobne odczucia serial budzi w odbiorcy, który za sprawą pandemii nieznośnie długo musiał pozostawać sam ze sobą. Sytuacja okazuje się tak nowa i nieprzewidywalna, że zaczynamy oglądać własne życie jak film. Albo czujemy się jak uczestnicy socjologicznego eksperymentu Zimbardo. Wszystko jest inne, a my ciągle ci sami. A jednak nie tacy sami. Zaskakujemy samych siebie, wiele spraw wydających się dotąd niezbędnymi, straciło na znaczeniu (Xawery Żuławski pokazuje między innymi przerażająco pustą Warszawę – jak bezsensowne wydają się nieczynne biurowce, wyludnione ulice bez samochodów, sklepy, kawiarnie, szkoły i przejścia dla pieszych – bez ludzi…).

Zrozumieliśmy teorię względności – wielka miłość po miesiącach spędzonych ze sobą 24/7 nie przechodzi próby ognia i zamienia się w wielką irytację (u Magnusa von Horna).

„Okno na świat” (za które dotąd mogliśmy uznawać ekran komputera czy telewizora) okazuje się skromną, ograniczoną i ograniczającą ramką odsłaniającą zaledwie ułamek bezgranicznego wszechświata. Małgorzata Szumowska i Michał Englert umieścili symboliczne okienko w otwartej przestrzeni, na tle przyrody, świata poza domem, pokazując, jak jest mikre, nieudolne, żałosne wręcz. Wydawało się, że pokazuje nam tak wiele, a jednak niewspółmiernie więcej jest poza jego zasięgiem.

Żelazne zasady legły w gruzach w obliczu wyjątkowej sytuacji (dowiedzieliśmy się o sobie tyle, ile nas sprawdzono – strach uczynił z nas szaleńców, którzy miotają się w kompulsywnych skrajnościach jak para współlokatorów w filmie Żuławskiego).

Praca, dla której żyliśmy, nagle jest tylko narzędziem – a prawdziwe i ważne życie ma swój coming-out w czterech ścianach: w domu rodzinnym z nagle inaczej odbieranymi mamą i tatą; w ogrodzie, który staje się miejscem mistycznym i magicznym; z dala od biura, gdy pojawia się tyle ważnych spraw do przegadania z „pierwszą rodziną”.

Prawie tak jak w filmie

Niestety odnoszę wrażenie, że „im dalej w las, tym słabsze drzewa” – jakby wyczerpała się reżyserom pula bardziej atrakcyjnych tematów i zostali zmuszeni wymyślać historie nieco na siłę. Ale i tak dobrze się ogląda cały serial, choćby właśnie ze względu na tak różnorodne podejście do zadania (i pod względem stylistycznym, i technicznym, i poznawczym). Oraz przez liczne smaczki – grę kolorem, muzyką (niespodziewanie odtwarzaną wstecz), słowem lub jego brakiem, wplecionym dokumentem, mieszaniem technik filmowych. „W domu” nie jest, w moim postrzeganiu, pamiętnikiem czasów zarazy, a impresjonistycznym i poetyckim albumem indywidualnych wspomnień, wyznań i wzruszeń.

Dobrze, że zaproszono filmowców zamkniętych w domach do kreatywnego wyrażenia swoich odczuć i myśli. W czasach niepewnych i zawieszonych mogło to mieć działanie terapeutyczne – tak dla nich, jak i dla widza. Sama w każdym odcinku odnajduję fragment własnych spostrzeżeń, a serial pomógł mi je uporządkować i zinterpretować. Co nie znaczy, że 14 krótkometrażowych produkcji rozwiało moje egzystencjalne obawy – co to, to nie. Ale uspokaja myśl, że nie tylko ja czuję się zagubiona, pełna sprzecznych emocji. A oglądanie świata jak serialu naprawdę pomaga złapać asekuracyjny dystans i optymizm w oczekiwaniu na filmowy happy end.

 

Serial:

„W domu”, serial HBO GO, Polska 2020.

Reżyseria: Jacek Borcuch, Andrzej Dragan, Krzysztof Garbaczewski, Renata Gąsiorowska, Magnus von Horn, Paweł Łoziński, Jan P. Matuszyński, Tomek Popakul, Jerzy Skolimowski, Krzysztof Skonieczny, Małgorzata Szumowska/Michał Englert, Mariusz Treliński, Anna Zamecka/Sung Rae Cho oraz Xawery Żuławski.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 602

(32/2020)
21 lipca 2020

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj