Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Temat tygodnia > Dlaczego afera bilbordowa...

Dlaczego afera bilbordowa nie zatopiła rządu?

Szanowni Państwo!

„To jest doskonała kampania, bardzo skuteczna, notująca dziesiątki milionów wejść internetowych”, mówił Jarosław Kaczyński w rozmowie z tygodnikiem „Sieci Prawdy”. Niedorzeczne są oczywiście liczby, które podał prezes Kaczyński – świadomie lub za namową któregoś ze współpracowników. Popularne strony informacyjne w polskim internecie, publikujące tysiące informacji – jak TVN24.pl czy Gazeta.pl – notują miesięcznie kilkadziesiąt milionów odsłon. Trudno sobie wyobrazić, by uboga strona o reformie sądownictwa była bardziej popularna.

Lecz ważniejszy od tej konkretnej nieprawdy jest ton wypowiedzi Kaczyńskiego. Prezes PiS-u jednoznacznie poparł kampanię, która powinna wywołać polityczny skandal. Oto Polska Fundacja Narodowa (PFN), stworzona do promocji Polski za granicą, promuje działania rządu, za pieniądze przekazane przez spółki Skarbu Państwa. W dodatku kampanię realizuje firma bliskich współpracowników premier Szydło, powołana do życia jeszcze w czasie ich pracy dla szefowej rządu. Co więcej, z samej Rady Ministrów płynęły sprzeczne komunikaty – raz, że kampania jest inicjatywą rządu, innym razem, że nie ma z nim nic wspólnego.

A po tym, jak na antenie RMF FM członek zarządu PFN, Maciej Świrski, zapewniał słuchaczy, że bilbordy mówiące o sędziach kradnących kiełbasę, to właśnie promocja Polski, wydawało się, że opozycja dostała od rządu prezent, którego nie sposób zmarnować. Zapowiadała się polityczna bomba, ale po raz kolejny nic się nie stało. Kilka dni później, we wspomnianym wywiadzie, Jarosław Kaczyński bez mrugnięcia okiem mówił, że kampania ma „charakter propaństwowy” i że równie dobrze można by „zaatakować kampanię na rzecz szczepień”. I to mimo że w tej samej rozmowie Kaczyński krytykuje pochodzącego ze swojej partii prezydenta Dudę, który owej „propaństwowej” reformie się sprzeciwia, w czym popiera go część prawicowej prasy i autorytetów tego środowiska.

Dla postronnego obserwatora, polityka komunikacyjna rządu to jeden wielki chaos – kontrowersyjne decyzje, wzajemne połajanki, sprzeczne wypowiedzi. Ale nic z tego nie przekłada się na poparcie dla partii rządzącej. W ostatnim sondażu zrealizowanym przez Kantar Public partia rządząca ma 43 proc. poparcia. Druga Platforma Obywatelska – o 22 punkty procentowe mniej. W porównaniu z wynikiem wyborów z roku 2015 przewaga PiS-u nad PO wzrosła o 7 punktów procentowych!

Dlaczego tak się dzieje? Kilka numerów temu przekonywaliśmy, że to wynik fatalnej polityki komunikacyjnej opozycji. Jeden z byłych doradców PO, Michał Nowosielski przekonywał, że partia niepotrzebnie zajmuje się wyłącznie recenzowaniem działań PiS-u, gdy tymczasem potrzeba jej własnej narracji. Nowosielski nazywa ją big idea i określa jako „taki zestaw myśli i zasad, którymi jako partia powinni się kierować”. Innymi słowy, opozycji brakuje kolektywnej tożsamości, czegoś, z czym kojarzyłaby się wyborcom. Poważnym problemem jest też wiarygodność wielu najważniejszych polityków partii opozycyjnych.

Po publikacji numeru padły pod naszym adresem najrozmaitsze i nierzadko sprzeczne zarzuty. A to, że mówimy o rzeczach oczywistych, a to, że jesteśmy niepoprawnymi idealistami, a to że nie wskazujemy, co opozycja powinna zrobić, a to wreszcie, że naszym jedynym celem jest modna ostatnio krytyka Grzegorza Schetyny. Rozpatrzmy te zarzuty po kolei, od końca.

Po pierwsze, Grzegorz Schetyna jako lider największej partii opozycyjnej musi brać odpowiedzialność za jej obecne wyniki. A te nie napawają optymizmem. Lider PO lubi przekonywać, że obecnie – niczym trener drużyny piłkarskiej – jest na etapie przygotowywania zawodników do najważniejszych meczów. Owszem, najważniejsze pojedynki jeszcze przed Schetyną, ale jeśli w sezonie przygotowawczym drużyna przegrywa spotkanie za spotkaniem, to trener powinien przemyśleć dotychczasową strategię.

Nie znaczy to, że sam Schetyna musi natychmiast zniknąć z polityki, albo że jest z góry skazany na klęskę z PiS-em. Pewne jest natomiast to, że w obecnej formie zdecydowanie nie wygrywa. Co gorsza, pod wpływem krytyki wybiera jednak strategię wizerunkowo najgorszą z możliwych, tzn. wprowadza zmiany, ale zatrzymuje się w pół kroku. Dobrym przykładem jest kwestia programu PO. Najpierw lider Platformy na łamach „Polityki” odmawiał dyskusji aż do czasu wyborów, a kilka tygodni później opublikował kilka punktów programowych na dwóch stronach w środku „Gazety Wyborczej”. I na tym koniec.

Po drugie, pozytywny program powinien rodzić się w samych partiach, a nie być kopiowany z gazet. To Grzegorz Schetyna, Ryszard Petru i inni najważniejsi politycy opozycji muszą odpowiedzieć sobie na pytanie, po co są w polityce i jaki kraj chcieliby budować po przejęciu władzy. Odpowiedzią na to pytanie powinni się podzielić z obywatelami. W przeciwnym razie liderzy opozycji na zawsze będą skazani na reaktywność wobec kroków władzy, a Polacy – na coraz bardziej niedorzeczną debatę polityczną. Dobrym przykładem obu tych zjawisk jest dyskusja o ograniczeniu handlu w niedzielę, w której to PiS przedstawia się jako partia europejska, która chce, by polscy pracownicy cieszyli się tymi samymi przywilejami, co obywatele wielu państw zachodnich, a Nowoczesna ustami swojego lidera grzmi na Twitterze, że „Zakaz handlu w niedziele jest antypolski” i „Osłabia nasza Ojczyznę” [pisownia oryginalna].

W takiej sytuacji – i to po trzecie – oczekiwanie, by przekaz opozycji wpisywał się w bardziej ogólną wizję państwa jest być może wyrazem pewnego idealizmu. Ale jednocześnie jest najbardziej elementarnym i oczywistym postulatem, jaki może sformułować wyborca wobec polityków aspirujących do przejęcia pełnej władzy w kraju – co potwierdzają rozmówcy zaproszeni do bieżącego numeru „Kultury Liberalnej”.

„W przypadku komunikacji politycznej fakty nie mają niestety wielkiego znaczenia. Ważniejsze jest operowanie pewnymi wizerunkami, czyli ramami interpretacyjnymi”, mówi ekspert ds. marketingu politycznego, dr hab. Wojciech Cwalina w rozmowie z Łukaszem Pawłowskim. „Tak jak w słynnym powiedzeniu ze szklanką: dla jednych może być do połowy pełna, dla innych – do połowy pusta”. Kluczem do sukcesu jest umiejętność narzucenia swojej wizji rzeczywistości. Żeby to zrobić, trzeba ją jednak mieć.

Tymczasem, jak mówi były rzecznik warszawskiego Ratusza i pracownik kilku kampanii PO, Tomasz Andryszczyk, PO od czasu ostatniej kampanii parlamentarnej „nie znalazła odpowiedzi na dość proste pytanie, dlaczego mamy jeszcze dłużej rządzić”. PiS z kolei „zaskoczył dynamiką i wielopoziomowością inicjatyw, a opozycja zaskakuje bezradnością. Bo nie może pan każdej sprawy – jakkolwiek słusznie krytykowanej – komentować jako zamachu na demokrację, putinizmu czy nowej Białorusi. Język opisu się skończył, zanim przedstawienie na dobre się zaczęło”, mówi Andryszczyk w rozmowie z Adamem Puchejdą.

Clou problemu – mówią zgodnie nasi rozmówcy – polega na tym, że opozycja w swoim opisie sytuacji jest niewiarygodna, choć właśnie wiarygodności oczekują wyborcy. „W naszej polityce tak bardzo brakowało autentyzmu, że Kukiz wyrósł na trzecią siłę w parlamencie i pojawiła się partia Nowoczesna, która miała być prawdziwsza niż PO. Cały czas istnieje popyt na nowość. Tylko ten kapitał jest bardzo szybko trwoniony, nie stoi za tym nic trwałego”, mówi medioznawca, dr hab. Jacek Wasilewski w rozmowie z Jakubem BodzionymFilipem Rudnikiem. „Postrzegam Jarosława Kaczyńskiego jako ideowca, a przywódców partii opozycyjnych nie. Ich idea gdzieś się zagubiła. Nie mam pojęcia, jaka jest idea Nowoczesnej”.

Czy w takich warunkach możliwa jest zmiana obecnej władzy? „Jeśli dojdzie do jakichkolwiek zmian, to nie dlatego, że ludzie będą pragnęli demokracji czy wolności słowa”, mówi w komentarzu nadzwyczajnym doradca wizerunkowy Wiesław Gałązka. „To może smutne, ale zmiany nadejdą wtedy, kiedy Polacy przytrą tyłkiem po betonie i okaże się, że nie ma pieniędzy na świadczenia”.

Ale i w takiej sytuacji wyborcy niekoniecznie muszą wrócić pod skrzydła PO i Nowoczesnej. Nic nie stoi na przeszkodzie, by i w kolejnych wyborach na rzekomo zabetonowanej polskiej scenie politycznej pojawiły się dwa czy trzy nowe ugrupowania gotowe do przejęcia głosów zawiedzionego elektoratu.
Liderzy dzisiejszej opozycji powinni o tym pamiętać.

Zapraszamy do lektury!
Łukasz Pawłowski

Stopka numeru:
Koncepcja Tematu Tygodnia: Redakcja.
Opracowanie: Łukasz Pawłowski, Adam Puchejda, Filip Rudnik, Jakub Bodziony.
Ilustracje: Max Skorwider.

SKOMENTUJ

Nr 456

(41/2017)
3 października 2017

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail