Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Azja w zbliżeniu]...

[Azja w zbliżeniu] Wojny o wodę

Krzysztof Renik

Czy następne wielkie wojny będą wojnami o wodę? Konflikty wokół wielkich rzek Azji Południowo-Wschodniej opisuje Krzysztof Renik.

Jechałem z Podlasia do Warszawy. Moim towarzyszem podróży był Wojtek, od kilkudziesięciu lat mieszkaniec Argentyny. Za oknem samochodu przesuwały się podlaskie krajobrazy – suche pola, podsuszone lasy, pozbawione wody oczka wodne. „Sucho” – zauważył Wojtek. I po chwili dodał: „Następne wojny, to będą wojny o wodę. Przecież już w tej chwili spory pomiędzy Argentyną i Chile o gospodarowanie zasobami wodnymi stają się coraz gwałtowniejsze”. W duchu zadawałem sobie pytanie: Czy w Azji nie jest podobnie?

Odpowiedź jest banalnie oczywista. W Azji – zarówno Południowej, jak i Południowo-Wschodniej – spory o wodę, o gospodarowanie wodami potężnych azjatyckich rzek stają się coraz intensywniejsze. Wystarczy przywołać tu spory pomiędzy Indiami i Pakistanem o podział wód rzek biorących swój początek w Himalajach. O podział wód Satledźi, Czenabu, Indusu. Wystarczy wspomnieć o dysputach toczonych przez Indie i Nepal na temat kontroli himalajskich rzek ze źródłami na terytorium tego ostatniego państwa. Nie można zapominać o indyjskich, ale i bangladeskich niepokojach związanych z chińskimi inwestycjami hydroenergetycznymi na terenie Tybetu. To tam bierze początek rzeka Cangpo znana w Indiach i Bangladeszu pod nazwą Brahmaputra. Chińskie pomysły na budowanie na niej zbiorników wodnych oraz marzenie o odwróceniu jej biegu na północ budzą niepokój, ale i gniew wśród południowych sąsiadów Chin. Podobny niepokój budzą w Tajlandii chińskie inwestycje wodne na Mekongu. Nie inaczej jest z inwestycjami laotańskimi projektowanymi na tej samej rzece. Te niepokoją Kambodżę i Wietnam. Przykłady dotyczące mniejszych rzek można oczywiście mnożyć.

Co sprawia, że gospodarowanie wodami wielkich azjatyckich rzek budzi aż tyle emocji?

Powodów jest oczywiście wiele, ale najważniejszy z nich to obawy, iż rozwijane właściwie przez wszystkie państwa regionu inwestycje hydroenergetyczne mają wpływ na zasoby wodne docierające do krajów sąsiedzkich. Doskonałym przykładem są choćby indyjskie projekty hydroenergetyczne realizowane na rzece Satledź, zasilającej swymi wodami Indus. Ta ostatnia rzeka, biorąca swój początek w Tybecie, przepływa następnie przez terytorium Indii, by w swym głównym biegu zasilać wodami obszary upraw ryżu, bawełny, pszenicy na terytorium Pakistanu. Inwestycje indyjskie na dopływach Indusu powodują – zdaniem ekspertów pakistańskich – ogromne ubytki wody, której coraz bardziej zaczyna brakować w Pakistanie do nawadniania pól w Pendżabie i Sindhdzie. Kontrolowanie przez Indie ilości wody wpływającej dopływami do Indusu jest jednocześnie formą kontroli nad gospodarką Pakistanu, nad rolnictwem tego kraju.

Podobne znaczenie ma kwestia kontroli nad wodami himalajskich rzek Nepalu. Tutaj z kolei obawy Indii budzą chińskie inwestycje hydroenergetyczne realizowane w himalajskiej republice. Zdaniem ekspertów indyjskich projekty te mogą utrudnić zasilanie wodami nepalskich rzek środkowego biegu Gangesu, rzeki która pozwala żyć milionom ludzi zamieszkującym Nizinę Hindustańską. Kontrolowanie zasobów wodnych Himalajów – co Indie uważają za jeden z celów polityki chińskiej – może zagrozić stabilnemu rozwojowi ogromnych obszarów północnej części tego kraju. Podobnie rzecz ma się z Brahmaputrą. Ograniczenie ilości wody w tej rzece poprzez inwestycje w Tybecie może zmienić dramatycznie sytuację rolników żyjących z uprawy ryżu w delcie tej rzeki. Sytuacji, w której bieg Cangpo, czyli tybetańskiej części Brahmaputry, zostałby odwrócony na północ, lepiej sobie nie wyobrażać.

Wreszcie spory o gospodarowanie wodami Mekongu. Tajlandia od dawna wyrażała obawy, że system zapór zbudowanych w górnym biegu tej rzeki przez Chiny może prowadzić – albo do ograniczenia ilości wody zasilającej tereny Tajlandii graniczące z Laosem, albo do powodzi w przypadku gwałtownego spuszczenia wody z kilkunastu wybudowanych na Mekongu w Chinach zbiorników retencyjnych. Chińskie inwestycje na tej rzece nie ograniczają się wyłącznie do terytorium Chińskiej Republiki Ludowej. Rząd Laosu coraz intensywniej zabiega o chińskie, ale i malezyjskie inwestycje hydroenergetyczne na tej rzece. W zamyśle polityków z Wientianu system kilkunastu zbiorników i elektrowni wodnych na Mekongu stworzyłby Laosowi możliwość wytwarzania dużych ilości energii i pozwoliłby na eksport elektryczności choćby do Tajlandii poszukującej nowych dostawców tego nośnika energetycznego. Tyle tylko, że pomysł budowy zapór na laotańskim odcinku Mekongu niepokoi zarówno sąsiednią Kambodżę, jak i Wietnam.

W Kambodży protestują przeciw tym inwestycjom rybacy żyjący z połowu ryb w wodach Mekongu. Według dostępnych ekspertyz, wybudowanie planowanego systemu zapór wodnych doprowadzi do ogromnych zmian delikatnego ekosystemu tropikalnej rzeki, a w konsekwencji do wyginięcia wielu gatunków ryb. To z kolei pozbawi podstaw egzystencji tysiące rybaków z Kambodży. Nie bez znaczenia jest też oczywiście możliwość oddziaływania na politykę tego kraju przez Laos i Chiny poprzez kontrolowanie zasobów wodnych Mekongu.

Czy będziemy zatem świadkami wojen o wodę, jak prognozuje mój argentyński znajomy? Trudno o jednoznaczną odpowiedź. Ale z całą pewnością próby przejęcia kontroli nad zasobami potężnych rzek Azji Południowej i Południowo-Wschodniej nie będą służyły łagodzeniu napięć i stabilizacji w tym regionie świata.

...czy możemy zatrzymać Cię na chwilę? Skoro jesteś tu z nami, mamy do Ciebie ważną prośbę.

„Kultura Liberalna” jest tygodnikiem wydawanym społecznie, to znaczy istnieje dzięki wsparciu Darczyńców. W każdy wtorek publikujemy pełnowymiarowe wydanie magazynu, wydajemy książki, organizujemy wydarzenia publiczne.

Dajemy głos ludziom rozmaitych profesji i środowisk, którzy mają do powiedzenia coś ważnego i ciekawego - niezależnie od potrzeb reklamodawców i komercyjnych wymogów. Wierzymy w pluralistyczną demokrację i rozmawiamy także z tymi, z którymi się nie zgadzamy. Bez „KL” w naszym kraju byłoby smutniej!

Przed nami kolejne cele. Aby działać stabilnie i zachować pełną niezależność, musimy znacznie poszerzyć grono osób, które wspierają nas bezpośrednimi, comiesięcznymi wpłatami. Dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą, abyś dołączył lub dołączyła do grona naszych comiesięcznych Darczyńców. Zajmie to tylko minutę!

SKOMENTUJ

Nr 301

(41/2014)
16 października 2014

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj