Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Polska] Młodzi w...

[Polska] Młodzi w polityce – narzędzie czy podmiot?

Radosław Marzęcki

Młodzi ludzie dla żadnej partii politycznej nie są grupy docelową, którą owe partie chciałyby – i były w stanie – długofalowo zagospodarować.

We współczesnej przestrzeni publicznej dominują dwie skrajne opinie na temat młodzieży, jej roli w społeczeństwie i funkcji, jaką winna pełnić w systemie politycznym. Jedna, pesymistyczna, opiera się na przekonaniu o słabości intelektualnych i moralnych kompetencji ludzi młodych, ich politycznym wyobcowaniu. Wyraża się także w obawach o to, czy młodzieżowy styl życia, utrwalający postmodernistyczne postawy, umożliwi działania na rzecz podnoszenia jakości demokracji w przyszłości. Tak wyobrażona dzisiejsza młodzież, która odwraca się od demokratycznych instytucji, stanowić ma zagrożenie dla „demokracji jutra”. Wersja optymistyczna z kolei stara się uwydatnić fakt, że konwencjonalne podejścia do problemu zaangażowania i uczestnictwa młodzieży w życiu publicznym i politycznym nie są w stanie uchwycić jej roli i znaczenia, a jednocześnie nie nadają się już lub nie są w stanie w pełni opisać dynamiki rozwoju współczesnych społeczeństw.

Nie jest żadną tajemnicą, że młodzi obywatele – i to niezależnie od kontekstu geograficznego – partycypują w polityce o wiele rzadziej niż ludzie w średnim wieku i starsi. Te generacyjne różnice w poziomie politycznego zaangażowania są widoczne szczególnie w tzw. konwencjonalnych formach partycypacji (np. poziomie frekwencji wyborczej). Zarówno w Stanach Zjednoczonych, Europie Zachodniej, jak i w państwach postkomunistycznych, frekwencja wśród najmłodszych grup wiekowych jest zawsze najniższa. Rezultaty najnowszych analiz naukowych dowodzą jednak, że choć młodzi częściej niż starsi angażują się w działania niekonwencjonalne (np. demonstracje, podpisywanie petycji), to ogólny poziom ich zaangażowania politycznego jest dziś znacząco mniejszy niż w latach 70. i 80. XX w.

Młodzi obywatele to najbardziej zdepolityzowana grupa wiekowa we współczesnej demokracji. Nie oznacza to jeszcze, że uprawnione są katastroficzne wizje, w których młodzież staje się grabarzem naszej przyszłej wolności. Umiejętności, zasoby i zainteresowanie sprawami politycznymi rodzą się i rozwijają wraz z pojawieniem się obowiązków związanych z dorosłym życiem. Małżeństwo, posiadanie dzieci, aktywność zawodowa są ważnymi czynnikami integrującymi jednostkę ze wspólnotą, rozwijającymi społeczne potrzeby i stymulujące polityczną świadomość. Często dają też stabilność i doświadczenie, które czynią polityczną partycypację łatwiejszą i bardziej znaczącą.

Młodzi obywatele to najbardziej zdepolityzowana grupa wiekowa we współczesnej demokracji.

Radosław Marzęcki

Próbując zrozumieć młodzieżową „absencję” podczas demonstracji organizowanych przez KOD, warto uwzględnić także uwarunkowania typowo sytuacyjne, wymuszone przez swoisty kontekst, jaki tworzy polska polityka przed i po 1989 r. Na pewno trudno mówić o „młodych ludziach” w kategorii jednej homogenicznej grupy społecznej.

Trzeba przyjąć fakt, że młodzi wyborcy (w wieku 18–24 lata) to w większej mierze stronnicy tych, przeciw którym te protesty są organizowane. Znaczące jest to, że PiS jako jedyna partia polityczna od dłuższego czasu, dysponowało bardzo stabilnym i relatywnie wysokim (między 20 a 30 proc.) poparciem w tej grupie wiekowej wyborców. Również elektorat Pawła Kukiza (niezależnie od wieku) lokuje się raczej po drugiej stronie ulicznej barykady. Dodatkowo, wyniki badań społecznych pokazują, że w Polsce bardziej skłonna do uczestnictwa politycznego jest raczej młodzież o poglądach prawicowych niż lewicowych.

Z drugiej strony – nie sposób wskazać jednej, dominującej przyczyny owej słabszej mobilizacji do działań o wyraźnie politycznym charakterze. Nie bez znaczenia są ramy interpretacyjne, w których jest przez media ujmowany zarówno spór o TK, jak i sama idea protestów. To konwencja konfliktu politycznego, jeśli nie partyjnego. Tak jest on przedstawiany przez stronę rządową (która komunikuje, że głównym organizatorem protestów jest parlamentarna opozycja – PO i Nowoczesna), przez partie opozycyjne (których liderzy mniej lub bardziej oficjalnie licytują się, kto wyprowadzi więcej ludzi na ulice) oraz – nie zawsze intencjonalnie – przez elity symboliczne (publicystów i dziennikarzy, relacjonujących wydarzenia, kiedy oddaje się głos raczej liderom politycznym niż społecznym inicjatorom). W tym sensie jest to konfrontacja, która bezpośrednio nie dotyczy młodych ludzi, a w konsekwencji nie angażuje ich – ani emocjonalnie, ani behawioralnie. Partie bowiem nie potrafiły dotąd zbudować trwałej relacji z młodym pokoleniem Polaków.

Swoistą przestrogą jest tutaj przykład Ruchu Palikota. Stanowi bowiem opis mechanizmu instrumentalnego wykorzystania tej grupy wyborców i wręcz ostentacyjnego porzucenia jej w niedługim czasie po wyborach. Zresztą młody elektorat generalnie jest mniej lojalny wobec partii politycznych, zmienia preferencje nawet w krótkim okresie na skutek powyborczych rozczarowań. W kilka miesięcy po wyborach parlamentarnych w 2011 r. tylko połowa młodych wyborców Ruchu Palikota [1] deklarowała chęć ponownego oddania głosu na tę formację. Dalszy ciąg tej historii jest wszystkim znany. Dzisiaj śmiało można powiedzieć, że młodzi ludzie dla żadnej z partii politycznych nie stanowią grupy docelowej, którą jednocześnie owe partie chciałyby (były zdolne?) długofalowo zagospodarować.

 

W Polsce bardziej skłonna do uczestnictwa politycznego jest raczej młodzież o poglądach prawicowych niż lewicowych.

Radosław Marzęcki

W tym kontekście warto zauważyć, że takie kategorie, jak wolność, niepodległość czy demokracja, dla ludzi młodych – urodzonych na przełomie lat 80. i 90. XX w, a przez to niepamiętających z bezpośredniego doświadczenia czasów PRL – traktowane są w dużej mierze jako zjawiska zastane, jako swoiste normy społeczne, co może determinować specyficzne podejście do tych wartości. Na poziomie deklaracji demokracja jest bardzo wysoko ceniona przez młodych Polaków. Zdecydowana większość badanych – 90 proc. – wyraża przekonanie, że ważne jest, by Polska była krajem rządzonym w sposób demokratyczny. Przeciwnicy takiego poglądu stanowią bardzo wąski margines.

Te dysproporcje opinii pokazują, że młodzi ludzie nie widzą poważnej alternatywy dla demokracji. Pytanie, na ile demokracja stanowi wartość deklarowaną, na ile zaś – odczuwaną? Jest ono tym bardziej zasadne, kiedy przyjmiemy do wiadomości, że młodzi obywatele dostrzegają wiele mankamentów tego modelu ustrojowego. Choć na poziomie skojarzeń pojawiają się konotacje raczej pozytywne (60 proc. badanych kojarzy demokrację bardziej z wolnością człowieka, natomiast 13 proc. – z bałaganem i chaosem, a 27 proc. nie ma zdania w tej kwestii), to większość przychyla się do poglądu, że „w demokracji za dużo jest niezdecydowania i gadania” (58 proc.).

Akceptacja normy, jaką jest demokracja, nie jest oczywiście tożsama z poczuciem zadowolenia ze sposobu, w jaki ten system działa w Polsce. Dane z badania studentów wskazują, że poziom niezadowolenia z funkcjonowania demokracji jest relatywnie wysoki. Zdecydowanie więcej osób wyraża niezadowolenie (47 proc.) niż zadowolenie (38 proc.), a za najpoważniejszy problem polskiej demokracji uznaje się „kłótnie polityków”. Tak ostry krytycyzm może sugerować, że młodzi ludzie z trudem znajdują dziś argumenty na rzecz mobilizacji, a zdiagnozowane w badaniach społecznych niezadowolenie, czy nawet rozczarowanie, w tym zakresie winno być ważnym sygnałem alarmowym dla elit (przede wszystkim polityków).

Z pewnością znaczący jest również deficyt społecznych liderów, wiarygodnych i potrafiących znaleźć wspólny język z młodym pokoleniem Polaków. W tym sensie nie można porównywać akcji organizowanych przez KOD do protestów przeciwko podpisaniu umowy ACTA z 2012 r. Przez ostatnie 8 lat środowiska organizujące dziś demonstracje antyrządowe skutecznie utraciły autorytet wśród młodych ludzi, dla których poczucie marginalizacji jest jednen z ważniejszych uczuć towarzyszących refleksji na temat polityki.

Młodzi ludzie – co diagnozowałem także w trakcie własnych badań nad młodzieżą – niejednokrotnie podkreślali, że ich interesy, poglądy i opinie są niedostatecznie reprezentowane przez partie polityczne (wówczas w szczególności przez PO) zarówno w dyskursie politycznym, jak i procesach decyzyjnych. Mimo że partie i ich liderzy mają niebagatelny wpływ na strukturę tematów publicznych debat, to nigdy nie były zainteresowane wynoszeniem do rangi istotnych problemów kwestii najbardziej palących dla młodego pokolenia: bezrobocia, polityki mieszkaniowej czy jakości edukacji. Planowanie strategiczne, w którym znaczące miejsce zajmowałaby dzisiejsza młodzież, ustępowało krótkowzrocznej polityce, w której młody wyborca stawał się „instrumentem” osiągania przyziemnego celu: konkretnej puli głosów.

Po 1989 r. nie stawialiśmy sobie publicznie pytania o społeczną rolę elit politycznych, o ich edukacyjny obowiązek względem młodych obywateli, urodzonych i wychowanych w nowej, demokratycznej Polsce. Ich stosunek do państwa, prawa, samej demokracji klaruje się w procesie socjalizacji politycznej. Z braku pozytywnych wzorców, za normę biorą wzorce negatywne: kłótliwość, brak zaufania, nieumiejętność współpracy.

Przypis:

[1] Autor powołuje się na wyniki własnego badania, zrealizowanego na ogólnopolskiej próbie studentów (N=994).

SKOMENTUJ

Nr 369

(5/2016)
2 lutego 2016

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj