Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Wielka Brytania] (N)ever...

[Wielka Brytania] (N)ever closer Union?

Michał Matlak

W piątek, 5 lutego, David Cameron obwieścił w Warszawie, że Polska jest strategicznym partnerem Wielkiej Brytanii. Dyplomatyczna ofensywa to następstwo listu Donalda Tuska do europejskich przywódców, w którym zaprezentował ramy porozumienia z UE z Londynem. Szczęśliwie dla Tuska, rząd PiS tego porozumienia nie zawetuje.

Jeśli propozycje przewodniczącego Rady Europejskiej zostaną przyjęte podczas szczytu 18 i 19 lutego, Wielka Brytania nie zyska zbyt wiele. Otrzyma prawdopodobnie możliwość czasowego zawieszenia świadczeń socjalnych dla nowo przybyłych obywateli z innych krajów członkowskich (nie wiadomo jeszcze, na jak długo, prawdopodobnie od 4 do 7 lat) oraz zmniejszenie wymiaru świadczeń dla rodziców, których dzieci mieszkają poza Wielką Brytanią (do kwot dostosowanych do kosztów życia w krajach ich zamieszkania). Kolejnym elementem porozumienia jest mechanizm blokowania przez europejskie parlamenty propozycji legislacyjnych, które dotyczyłyby kwestii suwerenności. Ale żeby taką decyzję podjąć, potrzebna jest zgoda 55 proc. parlamentów krajów członkowskich, co sprawia, że prawdopodobieństwo jej skutecznego użycia jest małe.

Paradoksalnie najbardziej znacząca część listu Tuska ma symboliczny charakter: to zapewnienie, że Unia Europejska uznaje odmienność Wielkiej Brytanii – w tym fakt, że euro nie jest walutą całej Unii Europejskiej. Propozycja Tuska zawiera także deklarację, że symboliczny traktatowy zapis o „ever closer Union”, czyli „coraz ściślejszej Unii”, nie dotyczy Wielkiej Brytanii, która jest zwolniona z dalszej integracji politycznej. Stwierdzenie to, choć nie ma żadnego praktycznego znaczenia w sensie konkretnych działań albo decyzji, jest jasnym przyznaniem, że integracja europejska w dającej się przewidzieć perspektywie będzie miała dwie prędkości: strefy euro i grupy państw bez wspólnej waluty.

W tej perspektywie Polska nie znajduje się w łatwej sytuacji: z jednej strony nie możemy sobie pozwolić na niezależność na wzór Wielkiej Brytanii (mamy na to za słabą gospodarkę i zbyt trudne położenie geopolityczne), z drugiej strony jest obecnie za wcześnie na przystępowanie do niedokończonej konstrukcji strefy euro. Szkoda, że rząd Beaty Szydło nie zabiega o takie przebudowanie strefy, by przystąpienie do niej było dla Polski bardziej opłacalne.

Szczęśliwym zbiegiem okoliczności dla Donalda Tuska jest to, że rząd Beaty Szydło zbliżył się do Wielkiej Brytanii – trochę z powodu sympatii do brytyjskiego dystansu wobec integracji europejskiej, a trochę dlatego, że musiał sobie znaleźć jakiegoś partnera strategicznego po pogorszeniu się relacji z Niemcami. Wygląda więc na to, że chociaż wprowadzenie mechanizmu umożliwiającego zawieszenie wypłacania świadczeń socjalnych uderzy w jakąś część Polaków na Wyspach, to rząd PiS nie zawetuje takiego rozwiązania w imię sojuszu z Wielką Brytanią.

Jeśli propozycje Tuska zostaną przyjęte, będzie to jego sukces, bo tak naprawdę nie daje Wielkiej Brytanii wiele. Ten sukces będzie jednak miał znaczenie tylko wtedy, jeśli Brytyjczycy zdecydują się pozostać w Unii. Jak pokazują najnowsze sondaże, w Zjednoczonym Królestwie grupa przeciwników integracji rośnie. Decydujące znaczenie będzie więc miała sprawność premiera Camerona w przekonywaniu swoich obywateli. Jeśli zdoła przedstawić porozumienie z Unią jako sukces, Brytyjczycy zapewne zdecydują się pozostać w Unii. W innym wypadku może stać się inaczej, a to będzie potężny cios dla UE – zarówno w sensie gospodarczym, jak i geopolitycznym, a także wizerunkowym.

Chociaż wprowadzenie mechanizmu umożliwiającego zawieszenie wypłacania świadczeń socjalnych uderzy w jakąś część Polaków na Wyspach, to rząd PiS nie zawetuje takiego rozwiązania.

Michał Matlak

Jednak Brexit będzie jeszcze większym ciosem dla samej Wielkiej Brytanii, której gospodarka i system bankowy w ogromnej mierze zależą od Unii. Pierwsze reakcje na propozycje porozumienia pokazują, że Camerona czeka ciężkie zadanie: większość Brytyjczyków uważa, że porozumienie nie jest dla ich kraju dobre. Brytyjski premier musi też stawić czoła krytyce wewnątrz własnej partii. Nawet część ministrów jego rządu zamierza przekonywać do opuszczenia Unii. Pozostaje jednak mieć nadzieję, że pragmatyczni zazwyczaj Brytyjczycy ostatecznie wezmą do rąk kalkulatory i wyliczą, że koszty obecności w Unii są nieporównanie mniejsze niż koszty bycia poza nią.

SKOMENTUJ

Nr 369

(5/2016)
5 lutego 2016

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj