Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Marzec ‘68] Impresje...

[Marzec ‘68] Impresje z „marcowej” wystawy

Marcin Kula

Siła dzisiejszych walk o historię w Polsce fascynuje. Ma ona wiele przyczyn, a wśród nich także tę, że przeszłość, w tym Marzec ‘68, jest alfabetem współczesnych polemik. W rocznicę Marca, na Uniwersytecie Warszawskim odbyły się nawet dwie odrębne konferencje, przy czym kluczem do ich rozróżnienia był ewidentnie współczesny podział polityczny. To jest spór o legitymację do rządu dusz – i do rządzenia.

Zwiedziłem wystawę „Obcy w domu. Wokół Marca ‘68” [1] i – po pierwsze – ogarnęły mnie wspomnienia. Jakoś trudno mi przyjąć, że wydarzenia, które przeżyłem, stają się już tematem opracowań czy ekspozycji. Tymczasem odnalazłem tam nawet siebie na jednej z fotografii. Drugi powód mego zainteresowania był zawodowy. Należę do pokolenia, dla którego opowieść o wydarzeniach dziejowych znajdowała wyraz w druku. Tak też kształciliśmy studentów – powinni umieć opracować temat na piśmie. Muzea były miejscem ekspozycji dzieł sztuki i pamiątek. Tymczasem dziś muzea opowiadają o historii. Studentów historii należałoby więc kształcić w kierunku muzealnictwa, podobnie zresztą jak w kierunku współpracy z filmowcami czy twórcami gier.
Mój kolejny problem zawodowy wiąże się z pytaniem, jak pokazywać i jak pokazano na tej wystawie treści, których duża część wyraziła się wówczas w tekstach mówionych i pisanych. Można pokazać zdjęcia milicjantów walczących ze studentami (dla poprawności politycznej muszę dodać: i studentkami). Można umieścić w gablocie pałkę milicyjną. Można oczywiście też pokazać charakterystyczną stronę wybranej gazety – ale ile wyklejonych na ścianie tekstów przeczyta widz? Szczęśliwie elektronika pomaga – nawet jeśli czasem takie gołe przemówienie może być dziś mylące.

Przemówienia Gomułki w Sali Kongresowej z 19 marca słucha się dziś trochę z przerażeniem, a trochę powstrzymując śmiech. Mało komu przychodzi zapewne do głowy, że było to przemówienie człowieka, który wypuścił dżina z butelki i usiłuje nad nim zapanować. W tym celu musi biec razem z wypuszczonym – bo zostanie w tyle. Ale musi też wzywać towarzyszy, by wysłuchali „co Partia [zawsze z dużej litery – przyp. MK] ma im do powiedzenia”. Tymczasem „Partia” pchała się do stanowisk, etatów, władzy – a myślenie przejmowała już w większym stopniu od swoich miast i miasteczek niż z tradycji Komunistycznej Partii Polski. Problem tkwił w tym, że „Partia” już nie miała wiele do powiedzenia swemu „aktywowi” – poza nacjonalizmem, a niedługo później, za Gierka, poza planem dogonienia kapitalizmu [!].

Co zaś mają nam dziś do powiedzenia twórcy wystawy? Pokazują antyintelektualny wątek kampanii marcowej, walkę ze studentami i – nade wszystko – kampanię antysemicką, z całą jej ohydą. Co do tych treści mają moją pełną zgodę. Mam jednak ochotę zadać pytanie: kto z atakowanych był wtedy Żydem, a z kogo zrobiono Żyda? Atakujący stanęli na gruncie ustaw norymberskich, skądinąd niespełniających logicznych kryteriów poprawnej definicji (Żydem jest jakoby ten, kto ma przodków Żydów).

Czy dziś, mówiąc o Marcu, mamy jednak przyjmować, że atakowani byli Żydami? Jeśli pominąć nie tak znów liczne osoby, które same tak się definiowały i kulturowo afirmowały swoją przynależność, to pozostali byli Polakami. Gdyby dobrze poszukać w genealogiach Polaków (tfu, tfu…), to bardzo wielu okazałoby się spadkobiercami ludzi, którzy mają jakieś „pochodzenie”. A w USA?! Przecież z myślą o „pochodzeniu” należałoby rozwiązać naród amerykański. Z historii Polski należałoby wyrzucić bardzo wielu zasłużonych Polaków z Mickiewiczem na czele (urodził się poza Polską, nie znał ani Warszawy, ani Krakowa, większość życia spędził poza Polską, nie uczestniczył w powstaniach narodowych, w zdenerwowaniu mówił do przeciwnika „Poszioł won”, a polski poemat narodowy zaczął od słów „Litwo, ojczyzno moja”).

W kontekście ekspozycji (zresztą nie tylko w jej kontekście) sprawa jest nierozwiązalna. Nie można mówić o atakowanych i wyrzucanych za bycie Żydami z pominięciem tego aspektu sprawy. Gdy mówi się o grupie czy kategorii ludzi, tym samym wskazuje się palcem, kto do niej należy. I tytuł „Obcy w domu” niezbyt mi się podoba. Znacznie bardziej podobał mi się tytuł innej wystawy, tej w Muzeum Narodowym w Krakowie, zorganizowanej na przełomie 1989 i 1990 roku. Brzmiał „Żydzi – polscy”. Jej autorom bardzo zależało na myślniku między słowami, bowiem jego użycie jest istotne dla znaczenia tytułu.

Czy dziś, mówiąc o Marcu, mamy jednak przyjmować, że atakowani byli Żydami? Jeśli pominąć nie tak znów liczne osoby, które same tak się definiowały i kulturowo afirmowały swoją przynależność, to pozostali byli Polakami.

Marcin Kula

Dalsza ważna sprawa to pokazanie na wystawie w „Polin” przykładów obecności nagannych treści Marca dziś, w naszym otoczeniu. Mnie oczywiście podoba się takie podejście autorów ekspozycji. Historycy w ogóle powinni częściej mówić o zjawiskach, a nie o samych wydarzeniach. Wydarzenia są częścią zjawisk. Realizatorzy współczesnej „polityki historycznej” stoją jednak, jak się zdaje, na innym stanowisku. Przemeblowanie Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku rozpoczęli od usunięcia końcowego filmu o nieszczęściach niesionych także przez dzisiejsze wojny, zaś nawiązanie do obecnych wystąpień antysemickich na omawianej wystawie traktują jako włączanie się w bieżącą politykę (po stronie im przeciwnej). No cóż, w pewnym sensie poczuwam się do odpowiedzialności za działania profesora Machcewicza, byłego dyrektora Muzeum II Wojny, oraz profesora Stoli, dyrektora „Polin” – ponieważ obaj są moimi uczniami.

Tak, Panowie Oponenci, też stoję na stanowisku, że historyk nie powinien ograniczać się do zindywidualizowanych wydarzeń. Poza tym, historyk oraz muzealnik-autor wystawy mają prawo do własnych poglądów i twórczego podejścia. Nie państwo, reprezentowane przez osoby funkcyjne, powinno ustalać wizję historii, regulować twórczość artystyczną i naukową czy ekspozycje muzeów. Nie ono powinno wypowiadać się w kwestii tematów, w których zabierają głos artyści, naukowcy czy muzealnicy.

Wybitne dzieło profesora Machcewicza rozwalacie, a jego wyrzuciliście ze stanowiska. Drugiego mego ucznia, profesora Stolę, znakomicie spełniającego swoją funkcję, podgryzacie. Historii nie przepiszecie jednak na nowo. Już mocniejszym i straszniejszym od Was to się nie udało. W ostatecznym rachunku nie narzucicie wizji, jakoby tylko skrajna prawica miała rację czy że warci szacunku są jedynie ci, którzy po 1945 roku dalej walczyli z bronią w ręku, w tym „Bury” i „Ogień”.

Historia była bogata, różnorodna, skomplikowana i najczęściej sporna. Nie jest supermarketem, z którego wybiera się elementy podobające się Wam oraz elektoratowi.

Marcin Kula

Długofalowo nie przepchniecie tezy, że należy nienawidzić wszystkich, którzy otarli się o komunizm, choćby tylko rodzinnie, jeśli tylko nie skręcili na prawo. Nie da się zapomnieć dalszych, ciernistych dróg wielu z nich, choć tych, którzy ich doświadczyli, przecież najbardziej nie cierpicie – bowiem mają legitymację buntu. Trudno Wam będzie udowodnić tezy, że w epopei wojny należy akcentować bardziej bohaterstwo niż piekło, że za represje marcowe odpowiedzialni są obcy (komuniści), że naród buntował się przeciwko PPR i PZPR stale i przez 24 godziny na dobę, że 3 miliony ludzi, którzy należeli do PZPR za Gierka, były wyłącznie Wallenrodami, że historia własnego kraju zawsze była świetlana, a to Wy dziedziczycie światło. Historia była bogata, różnorodna, skomplikowana i najczęściej sporna. Nie jest supermarketem, z którego wybiera się elementy podobające się Wam oraz elektoratowi.

Siła dzisiejszych walk o historię w Polsce fascynuje. Ma ona wiele przyczyn, a wśród nich także tę, że przeszłość, w tym Marzec, jest alfabetem współczesnych polemik. W rocznicę Marca na UW odbyły się nawet dwie odrębne konferencje, przy czym kluczem do ich rozróżnienia był ewidentnie współczesny podział polityczny. To jest spór o legitymację do rządu dusz – i do rządzenia.

 

Fot. wykorzystana jako ikona wpisu: Julian Nitzsche, Wikimedia Commons.

Przypis:

[1] Muzeum Historii Żydów Polskich „Polin” (kuratorki: Justyna Koszarska-Szulc i Natalia Romik). Wystawa potrwa, a przynajmniej jest zaplanowana do 24 września.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 482

(14/2018)
3 kwietnia 2018

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj