Trwa jesienna zbiórka
na działalność Kultury Liberalnej.
Weź udział!

Czego potrzebujemy?

Jesteśmy niezależni od polityków
i reklamodawców. Dlatego potrzebujemy
comiesięcznych wpłat od Darczyńców.
Aktualnie otrzymujemy od Czytelników
około 15 tys. zł miesięcznie, czyli
25 procent miesięcznego budżetu
tygodnika. Chcemy, aby do końca 2020
roku ta kwota była dwa razy większa
.

Co dostajesz w zamian?

52 numery tygodnika rocznie, publiczne
wydarzenia, najważniejsze książki
o wolności i demokracji.
Silny, wrażliwy, demokratyczny głos
w sferze publicznej, nowe idee dla Polski.
NOWOŚĆ! Comiesięczną informację
o naszej działalności, dodatkowe
materiały i zdjęcia.
NOWOŚĆ! Jeśli Twoja darowizna wyniesie
co najmniej 200zł miesięcznie, otrzymasz
w prezencie książki i specjalne wejściówki
na wydarzenia.
Dziękujemy za wsparcie! Jako Darczyńca wciąż możesz włączyć się w naszą kampanię:
  • Jeśli popierasz naszą działalność, poleć nas kolejnej osobie.
  • Chcemy się rozwijać. Planujemy zatrudnić więcej osób, odświeżyć naszą
    stronę internetową, rozwinąć dział audio/video. Jeśli chciałbyś / chciałabyś
    zmienić kwotę, którą przeznaczasz na wsparcie dla Kultury Liberalnej, napisz
    do nas na [email protected], a my powiem Ci, jak to zrobić.
  • Dziękujemy Ci za to, że jesteś z nami i życzymy dobrej lektury!

Kultura Liberalna jest tygodnikiem wydawanym społecznie, to znaczy ukazuje
się dzięki wsparciu osób takich jak Ty. Bronimy wartości demokratycznych
i wolnościowych. Tworzymy idee dla Polski na przyszłość. Jesteśmy niezależni
od polityków i reklamodawców. Prosimy o to, abyś tworzył lub tworzyła
Kulturę Liberalną wspólnie z nami. Dołącz do grona naszych
comiesięcznych Darczyńców
.

Kultura Liberalna potrzebuje
Twojego comiesięcznego wsparcia.
Weź udział w jesiennej zbiórce
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Komentarz nadzwyczajny > [Alfie Evans] Celem...

[Alfie Evans] Celem medycyny nie jest walka ze śmiercią

Z Joanną Różyńską rozmawia Filip Rudnik

Jedyne, co medycyna mogła i powinna była zaoferować Alfiemu, to opieka paliatywna, która pozwoliłaby mu godnie, spokojnie i bezboleśnie odejść. Dlatego też, zdaniem brytyjskich lekarzy i sądów, kontynuowanie intensywnej terapii byłoby w przypadku Alfiego działaniem uporczywym, „nieludzkim”, „niehumanitarnym”.

Filip Rudnik: Dlaczego sprawa Alfiego Evansa zyskała tak międzynarodowy rozgłos – czy jest w niej coś wyjątkowego?

Joanna Różyńska: Niewątpliwie, sprawa jest tragiczna. Przypomina wcześniejszy przypadek Charliego Garda – brytyjskiego chłopca dotkniętego śmiertelną chorobą genetyczną, którego rodzice stoczyli wielomiesięczną batalię sądową o przetransportowanie syna do USA w celu poddania go eksperymentalnemu leczeniu, które – w ocenie lekarzy – było medycznie bezcelowe. W obu tych przypadkach niezwykłe jest to, iż stały się one przedmiotem szerokiej debaty publicznej i medialnej. Sprawa Alfiego podzieliła ludzi na tych, którzy bronią prawa rodziców o decydowaniu o losie dziecka, i tych, którzy zgadzają się z opinią lekarzy. Wiemy, że pod szpitalem, w których przebywa chłopiec, organizowane były pikiety. Widzieliśmy zaangażowanie polityków – między innymi polskiego prezydenta oraz papieża. Brytyjscy lekarze i sądy poddawani byli przy tym niezwykłej, wyjątkowej presji społecznej i politycznej.

W tych wydarzeniach uderza jednak to, że rodzice zgłaszali chęć przeniesienia swojego syna do domu – bądź dalszego leczenia we Włoszech – a mimo to lekarze, zgodnie z wyrokiem sądu, odłączyli aparaturę i nie zgadzali się na opuszczenie szpitala przez Alfiego. Jak to prawnie i etycznie uargumentować? Interes rodziców jest o wiele bliższy każdemu z nas.

Myślę, że każdy z nas jest w stanie zrozumieć rozpacz, gniew, żal i desperację rodziców chłopca. To młodzi ludzie, którzy zostali skonfrontowani z tragiczną i trudną do zaakceptowania diagnozą – ich ukochany syn umiera, a medycyna nie jest już w stanie nic dla niego zrobić.

Musimy jednak pamiętać, że w tej sprawie nie chodziło o interesy i pragnienia rodziców, ale o to, co jest najlepsze dla nieuleczanie chorego dziecka. To jest esencja sporu między rodzicami a brytyjskimi lekarzami. Chłopiec cierpiał na postępującą chorobę neurodegeneracyjną, najpewniej nic nie czuł, nie słyszał i nie widział. Jego kora mózgowa była katastrofalnie uszkodzona. Z opinii lekarzy wynika, że chłopiec posiadał jedynie 30 proc. istoty białej w mózgu i nie było żadnych szans na to, żeby kiedykolwiek uległo to poprawie. Przeciwnie, jego stan mógł się jedynie pogarszać.

Proszę zauważyć, że Alfie trafił do szpitala w listopadzie 2016 roku, a więc przez kilkanaście miesięcy był poddawany różnym działaniom diagnostycznym i leczniczym – z nadzieją na poprawę jego zdrowia. Przez ten czas nie udało się tego dokonać. Przypadek chłopca był konsultowany przez bardzo wielu lekarzy – brytyjskich i zagranicznych – i jest tu absolutna jednomyślność: stan chłopca jest beznadziejny i nieuleczalny, wszelka dalsza walka o jego zdrowie jest daremna. Również włoscy lekarze ze szpitala Dzieciątka Jezus, którzy chcieli zająć się chłopcem, nie dysponują żadną metodą leczniczą, która mogłaby poprawić jego stan.

Jedyne, co medycyna mogła i powinna była zaoferować Alfiemu, to opieka paliatywna, która pozwoliłaby mu godnie, spokojnie i bezboleśnie odejść. Dlatego też, zdaniem brytyjskich lekarzy i sądów, kontynuowanie intensywnej terapii byłoby w przypadku Alfiego działaniem uporczywym, „nieludzkim”, „niehumanitarnym”. Przysparzałoby chłopcu cierpienia, bólu i dyskomfortu, nie dając szans na poprawę jego stanu. Decyzja lekarzy była decyzją racjonalną. Oni mówili wprost: my nie mamy narzędzi, wyczerpaliśmy nasze możliwości, dalsze działanie będzie działaniem uporczywym.

Dlaczego więc tak trudno to zaakceptować?

To wynika z wielu czynników – jednym z nich jest brak naszej gotowości na akceptację tego, że medycyna jest czasami bezradna, że lekarze ponoszą porażki, że niekiedy najlepszym, co można zrobić dla chorego, jest niekontynuowanie daremnej i uporczywej terapii.

W etyce medycznej od lat mówi się o negatywnych konsekwencjach tzw. „imperatywu terapeutycznego”, czyli przekonania podzielanego przez część lekarzy, że powinni robić wszystko – korzystać z wszelkiej dostępnej wiedzy i technologii medycznej – aby ratować ludzkie życie, bez względu na to, czy takie działanie jest sensowne i służy dobru pacjenta. Myślę, że takie myślenie jest dziś udziałem także znacznej części społeczeństwa, w szczególności tych osób, który domagali się od brytyjskich lekarzy dalszej walki o życie Alfiego.

Z czego to wynika?

Mamy coraz bardziej rozbudzone oczekiwania wobec medycyny. Każdego dnia dowiadujemy się o nowych możliwościach i odkryciach medycznych. Powoli przyzwyczajamy się do tego, że medycyna zawsze znajdzie jakieś rozwiązanie. Niestety tak nie jest.

Celem medycyny nie jest walka ze śmiercią – śmierć jest przecież zjawiskiem naturalnym, nieuniknionym i uniwersalnym. Spotka każdego z nas. Jeżeli w ogóle można mówić o celach medycyny, to za jeden z jej celów należy uznać walkę z przedwczesną śmiercią. Musimy pogodzić się z tym, że tę walkę czasem przegrywamy.

Czy takie tragiczne przypadki, jak Alfiego Evansa – razem z konfliktem między lekarzami a rodzicami, są częste?

Myślę, że tak – dlatego właśnie ta sprawa nie jest, z medycznego punktu widzenia, nadzwyczajna. Lekarze, którzy zajmują się pacjentami na granicy „życia i śmierci” – na przykład skrajnie niedojrzałymi wcześniakami, noworodkami dotkniętymi ciężkimi i nieuleczalnymi wadami rozwojowymi czy pacjentami u kresu życia – bardzo często stają w obliczu dylematów, czy rozpoczynać intensywną terapię, czy też nie; czy kontynuować dalszą walkę o życie chorego, czy też wycofać się z intensywnego leczenia i skupić na zapewnieniu mu komfortu i spokoju. To szalenie trudne i złożone decyzje. Każda z nich wymaga rozstrzygnięcia, co jest najlepsze dla danego pacjenta.

W Wielkiej Brytanii aktem prawnym, który rozstrzyga państwową interwencję w przypadku zagrożenia życia dziecka, jest Children’s Act z 1989 roku. Według litery tej ustawy, w sytuacji zagrożenia życia dziecka państwo może i powinno dokonać interwencji, a prawa rodziców nie są decydujące. Czy w Polsce mamy podobne ustawodawstwo?

W polskim prawie nie mamy szczególnego aktu prawnego, który dotyczyłby małoletnich – w takich przypadkach stosujemy ustawy, które dotyczą wszystkich pacjentów: ustawę o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, ustawę o zawodach lekarza i lekarza dentysty, a także odpowiednie przepisy kodeksu etyki lekarskiej. W Polsce – co do zasady – wszystkie decyzje terapeutyczne dotyczącego małoletniego pacjenta muszą być podjęte za akceptacją przedstawicieli ustawowych, czyli najczęściej rodziców. Natomiast w sytuacji, kiedy lekarze mają wątpliwość, czy decyzja rodziców leży w dobrym interesie dziecka, mogą próbować ją podważyć na drodze sądowej.

Czyli jeżeli sprawa Alfiego Evansa zdarzyłaby się w Polsce, to moglibyśmy mieć do czynienia z bliźniaczą sytuacją?

Pewne mechanizmy, takie jak możliwość ograniczenia lub pozbawienia rodziców władzy rodzicielskiej, a co za tym idzie – możliwości decydowania o leczeniu dziecka, istnieją w polskim prawie. Trudno jednak powiedzieć, czy byłaby to sytuacja bliźniacza, nie wiadomo bowiem, jakby to się dokładnie potoczyło.

 

Współpraca: Tatiana Barkovskiy.

 

Fot. wykorzystana jako ikona wpis: mrsiraphol, freepik.com.

...czy możemy zatrzymać Cię na chwilę? Trwa jesienna zbiórka na działalność Kultury Liberalnej.

Czego potrzebujemy?

Co dostajesz w zamian?

  • 52 numery tygodnika rocznie, publiczne wydarzenia, najważniejsze książki o wolności i demokracji.
  • Silny, wrażliwy, demokratyczny głos w sferze publicznej, nowe idee dla Polski.
  • NOWOŚĆ: Comiesięczna informacja o naszej działalności, dodatkowe materiały i zdjęcia.
  • NOWOŚĆ: Jeśli Twoja darowizna wyniesie co najmniej 200 PLN miesięcznie, otrzymasz w prezencie książki i specjalne wejściówki na wydarzenia.
SKOMENTUJ

Nr 485

(17/2018)
28 kwietnia 2018

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj