Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Orzeł nie może....

Orzeł nie może. O książkach Rafała Matyi „Wyjście awaryjne” i Macieja Gduli „Nowy autorytaryzm”

Tomasz Sawczuk

Gdula proponuje zarys programu dla lewicy, Rafał Matyja kreśli rozpisane na lata zadanie odnowienia wyobraźni politycznej obok istniejącego systemu partyjnego. Aby odpowiedzieć na antypluralistyczny populizm, który rośnie dziś w siłę w Polsce, konieczne jest także uformowanie nowego liberalnego centrum.

Krajobraz polityczny w Polsce, łagodnie mówiąc, nie napawa optymizmem. PiS prowadzi antyliberalną politykę, która na dłuższą metę może prowadzić do erozji samej demokracji. Spanikowana opozycja ma problem ze sformułowaniem wiarygodnej odpowiedzi. System polityczny definiowany przez śmiertelne zwarcie między PiS-em a PO nie daje polskiemu państwu perspektyw rozwoju na miarę XXI wieku. W dwóch nowych książkach Rafał Matyja oraz Maciej Gdula mierzą się z tą sytuacją na dwa odmienne sposoby.

Państwa nikt nie kocha

W książce Rafała Matyi znajduję dwa główne tematy: pierwszy dotyczy instytucji państwowych, drugi – świadomości historycznej. Jak pisze autor, wyjście z komunizmu wymagało „czegoś więcej niż przywrócenia wolnego rynku i reguł demokratycznej rywalizacji – wymagało stworzenia narodu politycznego i zbudowania państwa. Zbudowania nowej wspólnoty i nowych, służących jej instytucji. Obie sprawy zaniedbano”.

Niezdolność zbudowania sprawnych i nowoczesnych instytucji państwowych jest z perspektywy politologa największym grzechem III RP. Matyja stawia w związku z tym prowokacyjną tezę, że rządy PiS-u nie zrywają z III RP, lecz raczej potęgują jej główne patologie. PiS obraca się przeciwko instytucjom, niszczy je i godzi się na wyprowadzenie realnej władzy politycznej do siedziby partii, czyli poza oficjalny porządek państwowy. Media publiczne stały się narzędziem propagandy, urzędy i spółki państwowe padły ofiarą systemu łupów, parlament nie jest traktowany poważnie. Wbrew zapewnieniom, że jest partią ludu, PiS kultywuje centralizm, zaniedbując rozwój Polski lokalnej, konieczny z punktu widzenia bardziej zrównoważonego rozwoju instytucji. Prawo i Sprawiedliwość zbudowało „państwo prerogatywne”, działające bez żadnego trybu – pogłębiło wady III RP i zablokowało możliwości jej naprawy.

Matyja wiąże ową niezdolność budowania państwa z nadzwyczaj ograniczoną wyobraźnią historyczną aktorów polskiej sfery publicznej. Autor „Wyjścia awaryjnego” wskazuje, że nie rozumiemy ani nie próbujemy zrozumieć swojego miejsca w nowoczesności, że nie interesuje nas historia powszechna, a na co dzień wszystkie problemy sprowadzamy do wąsko pojmowanej „sprawy polskiej”. Nie dość, że mamy niewiele wiedzy na temat tego, co dzieje się na zewnątrz – pisowski lęk przed światem zewnętrznym i jego platformerska idealizacja to dwie strony tej samej monety – słabo rozumiemy także samych siebie. W tej sytuacji potrzebujemy nowej zbiorowej tożsamości, która odpowiadałaby na wyzwania swoich czasów. Tylko wtedy państwo moglibyśmy potraktować w kategoriach przedmiotu obywatelskiej troski.

Jak się okazuje, tytułowe „wyjście awaryjne” polega w tej sytuacji na opuszczeniu pola bieżącej polityki i prowadzeniu swego rodzaju uspołecznionej vita contemplativa. Matyja lokuje bowiem pewną nadzieję w niezależnych inicjatywach społecznych, na gruncie których samoedukująca się „elita percepcji” mogłaby prowokować przekształcenia polityczne, wywierając wpływ niejako od zewnątrz systemu partyjnego. Politolog nie liczy na szybkie zmiany. Tak rozumiany projekt, który autor określa mianem „think tanku Polska”, wiąże się z perspektywą wieloletniego wysiłku społecznego bez gwarancji sukcesu. Jak pisze z pesymizmem Matyja, „warto pozbyć się złudzeń: nadrobienie zaniedbań i zasypanie podziałów to nie jest kwestia jednej czy dwóch kadencji, ale wielu lat. A pewnych strat nie odrobimy już nigdy”.

Cztery razy „tak”

Maciej Gdula skupia się w swojej książce na czterech głównych wątkach. Po pierwsze, w warstwie diagnostycznej Gdula wprowadza do analizy tytułowy termin „nowy autorytaryzm”. Socjolog słusznie wskazuje, że określenie PiS-u mianem „populistów” to za mało, żeby zyskać podmiotowość na scenie politycznej. Jak pisze, „używanie populistycznego schematu daje lewicy coś, co w ogóle nie jest jej potrzebne” – czyli okazję do krytykowania neoliberalizmu. Tymczasem w praktyce „jest to zaspokajanie własnej próżności i poczucia, że jest się po słusznej stronie historii, chociaż bierze się w niej udział głównie w roli statysty”.

W ujęciu Gduli nowy autorytaryzm różni się od starego tym, że nie jest przeciwny demokracji, lecz wykorzystuje ją dla własnych celów. Od populizmu odróżnia go zaś to, że nie opiera się na prostym podziale na elity i lud, lecz swym kołem napędowym czyni sojusz reprezentantów klas ludowej i średniej, którym daje poczucie mocy.

Prawdę mówiąc, pojęcie to jest jednak wprowadzone w książce właściwie mimochodem i wyjaśnione bardzo pobieżnie, dlatego wydaje mi się ono najsłabszym i – paradoksalnie – najmniej istotnym punktem wywodu Gduli. Niejasne pozostaje na przykład, czy ów „nowy autorytaryzm” jest tylko nazwą pewnej przygodnej relacji społecznej, aktualizacją pewnej bardziej trwałej dyspozycji kulturowej czy koniecznym produktem określonego typu stosunków ekonomicznych.

Po drugie, autor przekonuje do programu „lewicowego «tak»”. Gdula sugeruje, że lewica powinna skoncentrować uwagę na czterech kwestiach, które definiować będą przyszły kształt Polski. Są to: uchodźcy, gender, przyszłość Unii Europejskiej oraz pluralizm. Celem tak sprofilowanego programu byłoby zaoferowanie publiczności nowego kierunku działania, niebędącego już tylko pasywną reakcją na politykę PiS-u.

Gdula argumentuje, że lewica nie powinna oddzielać kwestii interesów od kwestii wartości (ekonomii od kultury), ponieważ rozdział taki nie pozwoli jej uporać się z PiS-em. Jeśli lewica odłoży kwestie kulturowe na bok jako „kontrowersyjne”, to jej pole działania zostanie ograniczone do rozliczania partii rządzącej z realizacji obietnic socjalnych i ewentualnie prób ich przebicia. Takie podejście daje jednak jego zdaniem marne perspektywy polityczne. To ostatnie stwierdzenie wydaje się prawdą, choć szkoda, że autor nie rozważa szerzej tego, do jakiego stopnia polityka gospodarcza PiS-u jest akceptowalna dla lewicy.

Po trzecie: klasy. Gdula wskazuje, że polska polityka w niedostatecznym stopniu uwzględnia perspektywę klasową, czego powinno się wymagać w szczególności od formacji lewicowych. Politycy przy formułowaniu programów politycznych ignorują istniejące w społeczeństwie różnice w stylach życia (Gdula zapożycza rozumienie klas od francuskiego socjologa Pierre’a Bourdieu, u którego dzielą się one przede wszystkim ze względu na kapitał kulturowy). Autor stwierdza, że program lewicowego „tak” może znaleźć istotny oddźwięk w znacznym segmencie społeczeństwa, stanowiąc podłoże dla sojuszu części klas ludowej i średniej. Pewną słabością książki jest fakt, że Gdula nie wyjaśnia dokładnie, jak owo podejście ma się do zdiagnozowanego wcześniej „nowego autorytaryzmu” – czy polityka lewicowa powinna go mianowicie zniwelować, czy raczej wykorzystać?

Po czwarte: lider. Artykulacji programu tego rodzaju musi dokonać zdaniem Gduli charyzmatyczny przywódca polityczny. Socjolog przekonuje, że skoro sfera publiczna funkcjonuje dzisiaj w logice „wydarzeń”, ważne jest wskazanie rozpoznawalnej postaci, którą ludzie mogą uznać za symbolicznego wyraziciela swoich własnych ideałów.

Rodzi to oczywiście pewien praktyczny problem: w przeciwieństwie do mundurów rosyjskiej armii, liderów politycznych nie można kupić w każdym sklepie. Póki co, typowany na przywódcę odnowionej lewicy Adrian Zandberg odrzucił otwarcie ten postulat, na ochotnika zgłosił się za to Robert Biedroń. Podejście takie zakłada także jakąś formę zjednoczenia lewicy pod przewodnictwem owego lidera – Gdula taktownie milczy tu na temat postkomunistycznej partii-zombie w postaci SLD.

Polskie drogi

Zarówno Matyja, jak i Gdula przekonują więc, że potrzebujemy w naszej polityce nowego otwarcia. Układ polityczny, w którym PiS odgrywa dominującą rolę, a opozycja istnieje wyłącznie w wersji reaktywnej, skazuje nas na trwanie w klinczu. Sytuacja taka jest zarówno bezproduktywna, jak i szkodliwa, równocześnie postępują bowiem procesy prowadzące do degeneracji instytucji publicznych oraz szeroko rozumianego życia społecznego.

Obaj autorzy rozważają drogi wyjścia, które wykazują pewne podobieństwa, choć inaczej rozkładają akcenty. W książce Gduli wyraźnie ukazuje się perspektywa zarysowana w jego poprzedniej pracy, „Uspołecznienie i kompozycja”. Wbrew kojarzonemu zwyczajowo z myślą lewicową dyskursowi emancypacyjnemu, który widzi możliwość zniesienia istniejącego systemu społecznego i zastąpienia go ładem wolnym od dominacji (tradycja uspołecznienia), Gdula przyjmuje pragmatyczną perspektywę, właściwą myślicielom takim jak Bruno Latour (tradycja kompozycyjna). Zgodnie z tym ostatnim podejściem, przemiana porządku społecznego musi opierać się na analizie możliwości przekształcenia relacji między aktorami społecznymi w realnie istniejących sieciach interakcji. Gdula nie tyle kładzie więc nacisk na tradycyjnie rozumianą krytykę społeczną, ile rozważa warunki udziału w grze politycznej. Stąd tak istotna jest u niego funkcja lidera, dobór wyznaczających nową sytuację tematów czy zróżnicowany przekaz dostosowany do adresatów wywodzących się z różnych klas.

Rafał Matyja także poświęca wiele uwagi systemowym uwarunkowaniom polskiej polityki, wskazując na przykład, że wzajemnie wyniszczający konflikt między PiS-em a PO jest w mniejszej mierze produktem złej woli liderów tych ugrupowań, funkcjonujących przede wszystkim wedle logiki politycznej, której sami nie wybierali, a w większej mierze produktem patologicznego układu społecznego, który premiuje reprodukcję złych wzorów działania.

Autor „Wyjścia awaryjnego” wyciąga jednak odmienne wnioski niż Gdula. Z jego perspektywy system polityczny w obecnym kształcie, na ile można przewidzieć jego tendencje rozwojowe, funkcjonuje jak swego rodzaju reprodukujący się układ zamknięty, co udaremnia wykonanie obiecujących ruchów. Zmiana, jeśli w ogóle jest możliwa, musi zostać zainicjowana przez podmioty niezależne wobec głównych aktorów obecnej rozgrywki i musi wiązać się z długofalowym przekształceniem warunków działania politycznego. Jak pisze więc Matyja, z zaskakującą dozą radykalizmu w ostatnim zdaniu książki: „Trzeba opowiedzieć wszystko – historię, państwo, tożsamość narodu politycznego, politykę – od nowa”.

Sądzę, że politycy rzeczywiście nie mają dziś dostatecznych zasobów do samodzielnego przedefiniowania sytuacji politycznej. Zachowuję jednak pewien sceptycyzm wobec hasła budowania „od nowa”. Magdalena Ogórek chciała „napisać prawo od nowa”, „nowe państwo” chciało budować u nas PiS – w politycznej praktyce podobne projekty łatwo podlegają wynaturzeniom. Moje wątpliwości budzi również fakt, że odpowiedź formułowana przez Matyję znów wiąże się z omijaniem sfery oficjalnych instytucji, którą to praktykę autor diagnozuje w kategoriach złego nawyku. Mimo wszelkich potencjalnych wad III RP, utrzymanie w Polsce kruchej liberalnej demokracji wymaga także budowania poczucia, że stabilność istniejącego porządku może być czymś dobrym.

Bliska jest mi więc pewna kombinacja intuicji obu autorów: kompozycyjnego podejścia Gduli, który rozważa perspektywę aktora politycznego nieuchronnie znajdującego się już w pewnej sieci interakcji, cechującej się ograniczoną elastycznością, oraz podejścia Matyi, który zajmuje pozycję poza bieżącą sceną polityczną i podkreśla konieczność wywierania zewnętrznej presji na system w celu uformowania nowej wyobraźni politycznej. Dlatego wolę myśleć o stojącym przed nami wyzwaniu w kategoriach twórczej kontynuacji.

Liberalna wyobraźnia

Jeśli chodzi o ogólną ocenę sytuacji, zgadzam się z Matyją i Gdulą w wielu istotnych punktach, nie zamierzam więc podejmować z nimi dalszych polemik. Chciałbym za to uzupełnić wyrażane przez nich tezy o pewną zasadniczą uwagę.

Maciej Gdula proponuje zarys programu dla lewicy, Rafał Matyja kreśli rozpisaną na wiele lat perspektywę odnowienia wyobraźni politycznej obok – czy nawet pomimo – istniejącego systemu partyjnego. Mnie z kolei wydaje się, że z punktu widzenia długofalowej stabilności polskiej liberalnej demokracji fundamentalną sprawą jest przyszłość polityki centrowej.

W książce „Nowy liberalizm”, która ukaże się wkrótce w serii „Biblioteka Kultury Liberalnej”, rozważam ten właśnie problem. Pytanie i jednocześnie zadanie, które tam stawiam, brzmi następująco: jak zinterpretować najnowszą historię polityczną Polski w taki sposób, aby zarówno dotychczasową formułę polskiego liberalizmu, jak i doświadczenie rządów PiS-u wykorzystać jako kroki na drodze do zbudowania w Polsce bardziej dojrzałej liberalnej demokracji?

Obawiam się, że jeśli uzupełnieniem zewnętrznych nacisków społecznych na sferę polityki, o których pisze Matyja, oraz dążenia do konsolidacji lewicy, o czym pisze Gdula, nie będzie nowa wyobraźnia polityczna liberałów – jeśli nie zostanie uformowane nowe centrum organizujące pole przyszłej polityki – to odrzucany przez liberałów antypluralistyczny populizm i quasi-autorytarna pokusa będą albo rozwijać się w najlepsze, albo wracać do Polski niczym bumerang.

 

Książki:

Rafał Matyja, „Wyjście awaryjne. O zmianie wyobraźni politycznej”, wyd. Karakter, Kraków 2018.

Maciej Gdula, „Nowy autorytaryzm”, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2018.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 485

(17/2018)
24 kwietnia 2018

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj