Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Pawłowski we wtorek]...

[Pawłowski we wtorek] Amerykanie i Chińczycy straszą Polskę. Co na to nasze władze?

Łukasz Pawłowski

Dyplomata to taki człowiek, który dwa razy się zastanowi, zanim nic nie powie”, twierdził Winston Churchill. Gdyby przyjąć tę definicję, trzeba uznać, że w relacjach między USA i Chinami dyplomacja szybko traci na znaczeniu. Widać to wyraźnie także w Polsce. Nasz kraj znalazł się w niebezpiecznie blisko bardzo poważnego konfliktu.

O zaostrzającej się rywalizacji pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Chinami mówi się od dawna, a wojna handlowa, którą wypowiedział Pekinowi prezydent Donald Trump, nadała tej rywalizacji namacalny kształt. Wbrew pozorom walka nie toczy się o zrównoważenie bilansu handlowego między oboma krajami, czy nawet o uratowanie amerykańskich fabryk, które przegrywają konkurencję z niższymi kosztami pracy w Chinach. Stawka jest o wiele poważniejsza.

O co toczy się gra?

Jak mówił niedawno w wywiadzie dla „Kultury Liberalnej” były szef MSZ Radosław Sikorski, to wyścig „o władztwo nad światem”. Sinolog profesor Bogdan Góralczyk pisał z kolei, że przed naszymi oczyma toczy się walka o to, „jak będzie wyglądało oblicze przyszłości” i kto zdominuje „nowe technologie”. Tą technologią jest przede wszystkim sieć piątej generacji (5G) pozwalająca na znacznie szybszy niż obecnie transfer danych. Dlaczego to takie ważne?

Otóż za zmianą szybkości przesyłu idzie kolejna radykalna zmiana, prowadząca do stworzenia tak zwanego internetu rzeczy, czyli sieci łączącej urządzenia, które dziś niespecjalnie kojarzą nam się z internetem. Już niedługo lodówki, dzwonki do drzwi, piekarniki, samochody, rowery, sprzęt treningowy, a nawet odzież czy pieluszki mogą zostać wyposażone w urządzenia łączące je z siecią. Korzyści z takiego rozwoju to przede wszystkim wszelkiej maści ułatwienia codziennego życia. Ot, lodówka przypomni nam o konieczności zrobienia zakupów, pranie uruchomimy znad biurka w pracy, samochód będzie prowadził się sam, a pieluszka zawiadomi, że nasza pociecha wymaga rodzicielskiej interwencji.

Zagrożenia są jednak kolosalne. Po pierwsze – dla naszej prywatności. Do sieci trafi ogrom danych na temat naszych nawyków i codziennych zachowań. Kto będzie nimi administrował? Producenci urządzeń, operatorzy internetowi, a może dostarczyciele urządzeń sieciowych? Po drugie, sieć 5G łączyć będzie nie tylko urządzenia domowe, ale także urządzenia obsługujące chociażby ruch samochodowy w mieście czy – co jeszcze ważniejsze – na przykład infrastrukturę energetyczną. Wyłączenie sieci lub zaburzenie jej działania mogłoby doprowadzić do paraliżu ogromnych obszarów państwa. „Jeśli mamy jakiegoś dominującego dostawcę [infrastruktury do sieci 5G – przyp. red.], skutek jest taki, że jakaś część sieci po prostu przestaje funkcjonować”, mówił w rozmowie ze mną wiceminister cyfryzacji Karol Okoński.

Stawka rywalizacji o to, kto zdominuje światową infrastrukturę 5G, jest więc ogromna, a Polska stała się jedną z aren tej rywalizacji. Wspomniany minister Okoński już w lutym przyznał w rozmowie z Onetem, że „Amerykanie […] jasno wyrażają swoje oczekiwania w stosunku do wykorzystania sprzętu Huawei w budowie naszej sieci 5G. W domyśle znajduje się kwestia ulokowania amerykańskich wojsk w Polsce”.

Dziś potwierdza, że strona amerykańska de facto stawia Polsce ultimatum – albo Huawei, albo obecność wojsk amerykańskich w Polsce. Amerykanie „podkreślają, że z sieci 5G będą w przyszłości korzystały amerykańskie wojska, o ile będą w danym kraju stacjonować. I muszą mieć pełną gwarancję, że infrastruktura będzie dla nich bezpieczna. W tym sensie korelacja między 5G a obecnością wojsk istnieje – i w kanałach dyplomatycznych pojawia się równie intensywnie”, mówił Okoński.

Polski rząd opowiada się wyraźnie po stronie amerykańskiej, a najlepszym tego dowodem była wspólna deklaracja USA i Polski w sprawie 5G. Podpisana na początku września przez wiceprezydenta Mike’a Pence’a i premiera Morawieckiego – oficjalnie nie jest wymierzona przeciwko żadnej firmie. A jednak wymienione w niej warunki, które powinni spełniać dostawcy, muszą sprawić poważne problemy chińskiej firmie. Weźmy pierwszy z brzegu: „czy dostawca jest kontrolowany przez obcy rząd bez możliwości odwoływania się do niezawisłego sądu”. Trudno formułować takie zarzuty pod adresem firm europejskich, a tylko one są dziś konkurencją dla chińskiego giganta.

Światowi królowie kłamstw…

Polityce amerykańskiej towarzyszy coraz ostrzejszy język i tu dochodzimy do wspomnianego na początku zaniku dyplomacji. W jednym z ostatnich numerów „Plus Minus”, dodatku do „Rzeczpospolitej”, generał Robert Spalding – doradca Donalda Trumpa do spraw Chin – mówił wprost: „W Waszyngtonie następuje obecnie przekwalifikowanie naszych sojuszników w zależności od tego, jakie zajmują stanowisko w starciu [sic!] z Chinami”. Spalding twierdzi też, że Chiny to państwo, „gdzie nie ma żadnego szacunku dla prawa”. I nie ukrywa, że Amerykanie stawiają sprawę na ostrzu noża: „Pentagon, Departament Stanu i Narodowa Rada Bezpieczeństwa podjęły w tej sprawie dwustronne rozmowy z każdym z naszych europejskich sojuszników. Zadaliśmy im proste pytanie: czy chcą być z nami, czy z Chinami?”.

Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Kilka dni później, we wtorek, 1 października, ukazał się w „Rzeczpospolitej” wywiad z ambasadorem ChRL w Warszawie. Liu Guangyan nazywa w nim Stany Zjednoczone „światowym królem kłamstw” i „konfabulującymi niegodziwcami”. Przekonuje, że Amerykanie są „przyzwyczajeni do wydawania rozkazów i bycia globalnym hegemonem niezależnie od godności innych państw”. Wreszcie jednoznacznie ostrzega polskie władze przed polityką wymierzoną w Huawei, bo to będzie miało negatywny wpływ na inwestycje innych chińskich firm. „[K]ażda zła decyzja będzie miała swoje konsekwencje”, mówi ambasador, nawet nie starając się zmiękczyć przekazu dyplomatycznym językiem.

Stawka rywalizacji o to, kto zdominuje światową infrastrukturę 5G, jest ogromna, a Polska stała się jedną z aren tej rywalizacji.

Łukasz Pawłowski

Można bez cienia przesady powiedzieć, że Polska znalazła się niebezpiecznie blisko konfliktu między dwiema globalnymi potęgami. Konfliktu, który coraz bardziej przybiera na sile. Dyplomacja – rozumiana zgodnie z przytoczoną na początku definicją Churchilla – szybko traci na znaczeniu. Pytanie: co ją zastąpi i jak w tej sytuacji zachowają się polskie władze?

Dziś można mieć do naszego rządu pretensje nie za to, że w sporze amerykańsko-chińskim ciąży ku stronie amerykańskiej – podobnie zachowałby się zapewne także rząd Koalicji Obywatelskiej, a nawet Lewicy. Błędem jest jednak tak jednoznaczne deklarowanie swoich sympatii, co siłą rzeczy pogarsza nasze możliwości negocjacyjne. Nie pomaga także to, że Polska niespecjalnie próbuje skorzystać w relacjach z Amerykanami z jednego ze swoich najważniejszych zasobów – członkostwa w Unii Europejskiej. Kiedy dwa światowe mocarstwa są w stanie konfliktu, mniejsze muszą organizować się razem, na własną rękę. Tylko wówczas będą miały w tym konflikcie cokolwiek do powiedzenia.

 

Fot. wykorzystana jako ikona wpisu: Flickr.com

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 561

(41/2019)
8 października 2019

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj