Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Whitman mniej znany....

Whitman mniej znany. O odnalezionej powieści Walta Whitmana „Życie i przygody Jacka Engle’a”

Adam Suwiński

„Życie i przygody Jacka Engle’a” to odnaleziona niedawno powieść ojca amerykańskiej poezji Walta Whitmana. I choć nie jest ona tak wybitna, jak jego wiersze, warto do niej sięgnąć choćby po, by wraz z autorem zanurzyć się w niesamowitej atmosferze Nowego Jorku.

Gdy dwa lata temu Zachary Turpin przeglądał archiwalne numery „New York Timesa” sprzed ponad stu pięćdziesięciu lat, jego uwagę przykuła pewna niepozorna informacja. W dzienniku zapowiadano zbliżającą się publikację na łamach innego pisma „New York Sunday Dispatch”. Chodziło o krótką powieść autobiograficzną w odcinkach „Życie i przygody Jacka Engle’a”. Turpinowi nazwisko autora wymienione w tytule nie było obce. Jako badacz dzieł Walta Whitmana wiedział, że pseudonim Jack Engle pojawiał się w dziennikach poety. Analizując później tekst wspomnianej powieści, bez problemu rozpoznał oryginalny styl pisarski człowieka, którego twórczością zajmował się przez wiele lat. Dalsze badania potwierdziły początkowe przypuszczenia. W tym momencie Zachary Turpin był jedyną osobą na świecie świadomą tego, że Walt Whitman (1819–1892), jeden z największych amerykańskich poetów, był autorem nie jednej, jak dotychczas sądzono, ale co najmniej dwóch powieści.

Dzięki pracy tłumacza Szymona Żuchowskiego oraz inicjatywie wydawniczej Biura Literackiego polską wersją „Życia i przygód…” możemy cieszyć się już dwa lata po ich odnalezieniu w archiwach „New York Timesa”. Czy jednak polski wydawca opublikował powieść Whitmana ze względu na jej jakość literacką, czy też przede wszystkim z uwagi na nazwisko autora? Wiadomo przecież skądinąd, że bogata twórczość prozatorska Whitmana sprzed wydania „Źdźbeł trawy” – razem z „Życiem i przygodami…” napisał wówczas dwie powieści i około dwadzieścia opowiadań – nie cieszy się najlepszą opinią, nie mówiąc już o porównaniach z jego późniejszym dorobkiem poetyckim. To dzięki temu ostatniemu uważamy dzisiaj Whitmana za giganta światowej literatury, poetę, którego zbiór wierszy „Źdźbła trawy” z 1855 roku uznaje się za prawdziwy początek literatury amerykańskiej, będącej do tej pory zasadniczo przedłużeniem jej brytyjskiej odpowiedniczki.

Genialny poeta

Liryczna twórczość Whitmana w momencie wydania była rzeczywiście autentycznie rewolucyjna, wyprzedzała nie tylko swoje czasy, lecz także parę następnych dziesięcioleci. Jego wiersze – pełne afirmacji świata, podkreślające wartość najmniejszych elementów rzeczywistości, naturalne i przystępne z dzisiejszego punktu widzenia – odzwierciedlały demokratycznego ducha Stanów Zjednoczonych. Nie zostały jednak powszechnie docenione przez jemu współczesnych. Nieścisłość formalna, obrazoburcza erotyczna tematyka, a także jawna nieprzychylność ze strony takich autorytetów literackich jak T.S. Eliot, sprawiły, że na amerykańskich naśladowców dzieło Whitmana musiało poczekać aż do drugiej połowy XX wieku.

Prawdziwy rozkwit zainteresowania twórczością Whitmana w Stanach Zjednoczonych miał miejsce dopiero w latach 50. Gregory Corso, jeden z poetów należących do beat generation, porównał wówczas Whitmana do góry, w której cieniu pozostają nie tylko takie tuzy jak Ezra Pound i William Carlos Williams, ale także sam T.S. Eliot. Co prawda Pound i Williams doceniali już wcześniej pewne aspekty twórczości Whitmana, lecz nie byli całkowicie przekonani do jej aspektu formalnego. I choć z upływem kolejnych lat od wydania „Źdźbeł trawy” coraz więcej pisarzy, takich jak choćby prozaik Henry Miller, inspirowało się Whitmanowskimi wersami, to dopiero poeci z pokolenia beatników oraz kręgu szkoły nowojorskiej – tacy, jak Allen Ginsberg, Jack Kerouac, Charles Bukowski, Charles Olson czy Frank O’Hara – zaczęło czerpać garściami z dorobku Whitmana.

Beatnicy dali się uwieść anarchistycznej, otwartej formie „Źdźbeł trawy”, wersom pełnym powtórzeń i enumeracji, propagujących wolną – w tym homoseksualną – miłość. Samodzielnie rozwijali także poruszany często w utworach Whitmana motyw drogi, w tym podróży odkrywającej piękno i różnorodność Stanów Zjednoczonych. Dla poetów ze szkoły nowojorskiej natomiast najważniejszy był afirmatywny charakter wierszy Whitmana: szczegółowe opisy rzeczywistości, pełne szacunku nawet dla najskromniejszych, najpospolitszych jej elementów, jak tytułowe źdźbła trawy, oraz charakterystyczne dla autora „Życia i przygód Jacka Engle’a” uwielbienie Nowego Jorku.

Zakrawa na paradoks fakt, że poetów europejskich Whitman inspirował dużo wcześniej. Pod wpływem jego twórczości byli między innymi André Gide, Guillaume Apollinaire, Paul Claudel, Georges Duhamel i Jules Romain. I choć w Polsce twórczość nowojorskiego poety była przyswajana wolniej, głównie ze względu na głębokie zakorzenienie polskiej poezji w romantyzmie, to i u nas można doszukać się wczesnych inspiracji Whitmanem. Entuzjastycznie wypowiadał się o nim między innymi Antoni Lange, później natomiast silnie oddziaływał on na polskich poetów modernistycznych. Wiersze Whitmana obiecywały możliwość pogodzenia zachwytu nad naturą i ciałem z nowoczesnością, którą uosabiały opisy wielkomiejskiego życia Nowego Jorku. Z tego powodu poezja nowojorczyka miała ogromny wpływ na twórczość skamandrytów, w szczególności na wczesne wiersze Juliana Tuwima i Kazimierza Wierzyńskiego. Inspirując się Whitmanem, wprowadzali oni do swoich wierszy afirmację codzienności i celebrację wszystkich jej przejawów. Równocześnie podejmowali próbę modernizacji skostniałego języka poezji. W późniejszym okresie mocne wpływy Whitmana widać również w twórczości Czesława Miłosza, któremu zawdzięczamy tłumaczenie wielu wierszy autora „Źdźbeł trawy” na język polski.

…i nieco mniej genialny prozaik

„Życie i przygody Jacka Engle’a” w najmniejszym stopniu nie są tak przełomowe jak wiersze Whitmana i nie zmienią raczej powszechnej opinii na temat jego wczesnej twórczości prozatorskiej. Nie jest to powieść rewolucyjna ani pod względem formalnym, ani tematycznym. Wręcz przeciwnie, „Życie i przygody…” są niewyróżniającą się niczym szczególnym powieścią sentymentalną opowiadającą o tytułowym bohaterze, który pracuje w nowojorskiej kancelarii prawniczej należącej do podstępnego prawnika Coverta, a także o próbie uniemożliwienia Covertowi przechwycenia majątku od podopiecznej Marthy. Whitman eksploatuje popularny topos amerykańskiego snu i tworzy opowieść o żebraku, który dzięki własnym zasługom staje się szanowanym obywatelem. Odtwarza zarazem wiele z ówczesnych stereotypów – bohaterami powieści są między innymi bogata Żydówka, irlandzki wielodzietny handlarz, hiszpańska tancerka, bogaci i podstępni prawnicy – co kłóci się z liberalnym duchem „Źdźbeł trawy”.

Interesującym elementem „Życia i przygód Jacka Engle’a” jest natomiast zawarty w nich portret dziewiętnastowiecznego Nowego Jorku, miasta uwielbianego przez Whitmana. Na kartach powieści znajdziemy wizję wielkiej metropolii, którą rządzą podstępni bankierzy i złodzieje, w której ulice zapełnione są porzuconymi dziećmi z rozbitych rodzin, gdzie powszechne jest doświadczenie biedy i śmierci.

„Jeżeli mieszkaliście kiedyś w Nowym Jorku albo chociaż odwiedziliście to miasto, to z pewnością widzieliście tam masę małych włóczęgów w brudnych łachmanach lub nagich od pasa w górę. Chodzą w za dużych męskich butach wygrzebanych skądś, przez co muszą powłóczyć nogami, nie odrywając stóp od podłoża. To szuranie wchodzi im w nawyk i towarzyszy aż do końca życia”.

Z drugiej strony jest to miejsce dostarczające niezliczonych rozrywek, pełne wspaniałych gmachów i zapewniające nieograniczone możliwości. Dla Whitmana Nowy Jork uosabia piękno i różnorodność Stanów Zjednoczonych, jest demokracją zamkniętą w kropli wody. To właśnie opisy amerykańskiej metropolii pozwalają dostrzec podobieństwo pomiędzy „Życiem i przygodami…” a „Źdźbłami trawy”. Szczególnie liryczny charakter ma jedna z końcowych scen książki, w której Jack spaceruje po cmentarzu Świętej Trójcy na Manhattanie. Odczytując (autentyczne) inskrypcje na nagrobkach, oddaje się rozważaniom na temat przemijania:

„Naprawdę, życie młodego człowieka jest piękne. Ma w sobie niewyczerpane, rozpierające pokłady radości i szczytne dążenia. Zdrowie i nieskrępowany duch są jego płaszczem i kosturem. Bezwiednie uczy się kochać – to wspaniały przywilej młodości. Z okruszków doświadczenia buduje piękne wizje i konsekwentnie dąży do ich realizacji w przyszłości. W przyszłości, której jest tak pewny”.

Jeśli szukać w „Życiu i przygodach…” śladów późniejszego Whitmana-poety, to można je znaleźć właśnie we fragmencie, w którym zadumany podczas spokojnej przechadzki Jack dostrzega poetycki charakter nowojorskiego tłumu, nieskończoną mądrość życia pulsującego w miejskich arteriach, tę samą lirykę codzienności, która zaledwie trzy lata później wypełni wersy „Źdźbeł trawy”. W ten sposób ukryty wewnątrz konwencjonalnej powieści opis leniwego, przedpołudniowego spaceru staje się pierwszym objawem nadchodzącej wielkimi krokami literackiej rewolucji.

 

Bibliografia:

[1] Andrzej Szuba, „Amerykańskie wnuki Whitmana”, „Literatura na Świecie”, nr 3, 1992, s. 59–71.
[2] Agnieszka Salska, „Some Uses of Whitman: «Leaves of Grass» and Polish Modernist Poets”, „Revue française d’études américaines”, No. 108, Mai 2006, s. 33–46.

Książka:

Walt Whitman, „Życie i przygody Jacka Engle’a”, przeł. Szymon Żuchowski, Biuro Literackie, Stronie Śląskie 2018.

 

* W pierwotnie opublikowanej wersji recenzji błędnie nazwano Henry’ego Millera poetą. Henry Miller tworzył prozę, a nie poezję. W niniejszej wersji błąd ten został poprawiony.

SKOMENTUJ

Nr 500

(32/2018)
7 sierpnia 2018

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj