Z centrum widać najwięcej
  

PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Przekaż 1% podatku na Kulturę Liberalną forward

KULTURA LIBERALNA > Temat tygodnia > Nie moje małpy,...

Nie moje małpy, nie mój cyrk

Wojciech Engelking

Państwo, które organizuje na chybcika wybory korespondencyjne, nie jest moim państwem i nie zamierzam legitymizować jego rytuałów.

1

Kiedy w mediach rozgorzała dyskusja, czy wybory prezydenckie będą, czy ich nie będzie, czy będą konstytucyjne, czy nie – zacząłem się zastanawiać, po co, właściwie, kiedykolwiek uczęszczałem do lokalu, aby oddać głos.

Bo sądziłem, że ten mój jeden wywrze wpływ na to, co ma miejsce w sferze publicznej? Wolne żarty. Jakie będą wyniki głosowania, można wiedzieć na kilka dni przed nim samym, zerknąwszy na estymacje sondażowni. Przypuszczenie, iż to, że akurat zaspałem, w jakikolwiek sposób zmieni ich wynik, byłoby zabawną w zawartej w nim megalomanii głupotą.

To może, żeby wyrazić swój pogląd na to, jak winny wyglądać „polskie sprawy”? Mam sporą wątpliwość, żeby mój na nie pogląd był tak istotny, aby go w ten sposób wypowiadać. Nie traktuję polityki jako istotnej na poziomie prywatnym i więcej niż to, jak zagłosuję, waży dla mnie, czy wyrażę swe zdanie względem relacji z partnerką czy przyjaciółmi. To ma bezpośredni wpływ na moje życie. Jeden głos – nie.

Więc – bo to środowiskowo przyjęte? W istocie, wybory to od paru lat niezła okazja do pokazania się, porównywalna do wrzucenia na Instagram okładki książki, którą się czyta, bo aktualnie jej lektura jest w dobrym tonie. Dla mnie jednak ważniejsze od tego, czy zbuduję sobie społeczny status powiedzeniem, iż byłem w lokalu lub spędziłem wieczór na czytaniu tego czy innego autora, jest samo zagłosowanie czy lektura i moje z ich racji przeżycie, czyli: wartości niemierzalne w wyświetleniach albo lajkach.

By skrócić ten katalog: chodziłem na wybory z powodów estetycznych.

2

Ależ, podniesie się wrzawa, jaka estetyka! Przecież te przemienione na jeden dzień na filie demokracji fragmenty szkół albo remiz są, prawdę powiedziawszy, siermiężne. Zbyt piękna jednak – zauważyłbym – nie jest także Wigilia przy stole z krzesłami nie z tego samego kompletu; zbyt piękna nie jest rocznica związku fetowana w polskiej restauracji, która udaje włoską. Tyle że to nie scenografia nadaje wspomnianym wydarzeniom charakter piękna. Są one piękne, gdyż porządkują świat.

Nie idzie mi tu o to, że dają człowiekowi poczucie uczestnictwa we wspólnocie. Można sprowadzać wybory do średniowiecznego Święta Głupców – bo w dniu głosowania i kampanii odwracają się role: to polityk jest pod wyborcą, nie wyborca pod politykiem, jak podczas karnawału za biskupa przebierał się złodziej – ale nie jest to ten aspekt wyborów, o którym piszę. Porządek, jaki mam na myśli, to porządek budowany indywidualnie. Zmierzenie się nawet nie z programami kandydatów, ale ich ochotą, żeby się podobać, PR-owymi sztuczkami, pozwala obywatelowi zbudować – przez pomyślenie: z tym się zgadzam, z tym się nie zgadzam, to do mnie przemawia, to do mnie nie przemawia – własną konceptualizację świata politycznego. Udanie się do lokalu wyborczego, wrzucenie płachty do urny, to potwierdzenie tego, że ta konceptualizacja się odbyła. Podobnie siadanie do rodzinnej wigilii jest potwierdzeniem, że dokonało się rozważenia, czy mam ochotę dalej być uczestnikiem tej rodziny, a fetowanie rocznicy związku – czy z tą osobą mam dalej ochotę iść przez życie.

Wziąć udział w majowych wyborach oznacza zgodzić się na to, że żadnego porządku nie może być, że na poziomie indywidualnym mogę myśleć o świecie publicznym tylko jako o chaosie.

Wojciech Engelking

Stwierdzenie, że to piękno wynika wyłącznie z pracy uporządkowania, nie oznacza jednak, iż akt potwierdzenia odbywać się może bez decorum. Na Wigilii nie zaserwuje się cheeseburgerów; na kolację z okazji rocznicy związku nie założy łachów. Owszem, może i wieczerza składać się będzie z niebyt smacznych pierogów, może rocznica będzie fetowana w marynarce sprzed paru kolekcji – ale wysiłek, który włożono w ich przygotowanie, wdzianie, usankcjonowany powtarzalnością tych rytuałów, legitymizuje akt potwierdzenia.

Tym są wybory korespondencyjne w Polsce – złamaniem decorum. I, przez to złamanie, uniemożliwieniem indywidualnego uporządkowania świata politycznego. Wziąć w nich udział (wiedząc przy okazji, że w rytuale politycznym zawarta jest klauzula, która, odkładając go na przyszłość, utrzyma w mocy – w wypadku aktualnym wprowadzenie stanu klęski żywiołowej) oznacza zgodzić się na to, że żadnego porządku nie może być, że na poziomie indywidualnym mogę myśleć o świecie publicznym tylko jako o chaosie.

Co do mnie, nie zamierzam się na to zgadzać.

3

Może ktoś powiedzieć: to wszystko ładnie, ale to tylko odruch pięknoducha. Nieobecni nie mają prawa głosu! Gra się, jak przeciwnik pozwala!

Jako pięknoduch, odpowiem fragmentem powieści, którą w kwarantannie czytam, czyli „Syna stulecia” Antonio Scuratiego (wspaniała rzecz, stanie na półce obok „Łaskawych” i „Wszystko płynie”), traktującej o dojściu Mussoliniego do władzy. Scurati opisuje rozterki posła Matteottiego, socjalisty, zastanawiającego się, czy stanąć do włoskich wyborów w roku 1924 (czyli tych robionych pod bandycką ustawą, w myśl której zwycięzca, obojętnie, ile by procent nie dostał, bierze dwie trzecie miejsc w parlamencie). „Czy powinni powstrzymać się od głosu czy też stawić czoło porażce? – zastanawia się w powieści Matteotti. – Znaleźli się na politycznej pustyni, gdzie diabeł mami ich nęcącą pokusą: mogą wyrazić swe zdanie przez masowe wstrzymanie się od głosu. Zignorować wybory, nie siadać do gry z szulerem”.

Poseł Matteotti podejmuje w końcu heroiczną, w swoim mniemaniu, decyzję: w wyborach weźmie udział. Zgodzi się na złamanie zasad gry, które, złamane, ani zbiorowości włoskiego społeczeństwa, ani żadnemu Włochowi nie pozwolą uporządkować świata politycznego chaosu – bo o jakim porządku może być mowa, skoro barbarzyńcy w czarnych koszulach i tak wygrają? I tak wygrają, rozumuje Matteotti, ale można pokazać, że się nie zgadza na złamane zasady, postępując właśnie tak, jakby nie były złamane: stając w szranki.

Tak to prezentuje powieściopisarz, jakie były faktycznie rozterki Matteottiego – nie mam pojęcia. Wiem jednak, że zaraz po wyborach, w których wziął udział, wygłosił Matteotti w parlamencie mowę, w której faszystów za oszustwo wyborcze gromił, a jedenaście dni po jej wygłoszeniu został przez mężczyzn w czarnych koszulach zamordowany. Że na polecenie Duce – wiedziano gremialnie, ale Wiktor Emmanuel III nie zdymisjonował premiera. Czy było oburzenie w gazetach? Było, jednak nie takie, które by doprowadziło do rewolucji. By tak się stało, zabójstwo Matteottiego musiałoby być wyłomem w stworzonym przez każdego obywatela na własny użytek porządku. Ale tego porządku już nie było, już się zgodzono na panowanie chaosu.

4

Inny argument kogoś, kto będzie optował za wyborami: stało się, jak się stało, ale to cały czas twoje, jako obywatela, małpy, twój cyrk! Odpowiem następująco: nie, nie moje małpy.

Od pewnego mądrego Serba usłyszałem kiedyś słowa, które mnie zachwyciły: dziś każdy jest politykiem. Na własny użytek interpretuję sobie to zdanie tak: w obliczu wielości kandydatów, z których każdy ma w swoim programie postulaty, z którymi się zgadzam (ale nikt nie ma ich wszystkich łącznie), należy wybierać tak, żeby wiedzieć, że może i nie każdy z tych postulatów zostanie spełniony, ale któryś tak. Jednym słowem: uporządkowawszy sobie świat politycznego chaosu, jako obywatel muszę lawirować, zawiązywać sojusz z X, by nie wygrał Y, by spełniony został postulat Z, muszę rezygnować z postulatu W. To też jest pewna forma porządkowania politycznego chaosu, bardziej praktyczna niż typ idealny, o którym pisałem wyżej, ale jest.

Państwo polskie swoimi działaniami w trakcie epidemii protego nie zapewnia, więcej – organizując w środku epidemii wybory, raczej ściąga na nich niebezpieczeństwo unicestwienia.

Wojciech Engelking

Wiąże się z nią jednak zastrzeżenie: by być jako obywatel politykiem, muszę mieć pewność, że zawiązuję sojusze z ludźmi poważnymi, takimi, którzy – nawet nie wygrawszy – będą słyszalni; sprawczy, jak pouczał Habermas, choćby w sferze publicznego dyskursu. Zawiązawszy sojusz z którymkolwiek z kontrkandydatów Andrzeja Dudy, takiej pewności nie mam. Co więcej: mam przekonanie, że zawiązywałbym sojusze z ludźmi sprawczości pozbawionymi.

Kto bowiem miałby w tym cyrku sprawczość posiadać? Małpa, która przywodzi na myśl zmumifikowaną Unię Wolności i której największym politycznym osiągnięciem jest udowodnienie, że da się zrobić gorszą kampanię od Bronisława Komorowskiego? Małpa z jednego telewizora, wystawiona tylko po to, by Adriana Zandberga można było wystawić za kilka lat? Małpa z drugiego telewizora, której przygotowanie do rządzenia państwem miałoby wynikać z faktu, iż prowadziła talent shows z dziewczynkami śpiewającymi Czesława Niemena podczas robienia szpagatu? (Pozostałych kandydatów nie liczę, są nie z mojej parafii).

W normalnych okolicznościach, nie chcąc, by urzędujący prezydent dalej nazywał się prezydentem, musiałbym, z całym obrzydzeniem do tej czynności, z którymś z nich zawiązać sojusz – i w ten sposób uporządkować sobie świat, wiedząc, że sojusz ma niewielkie, żadne prawie, szanse na powodzenie. Ale, ponieważ wybory korespondencyjne oznaczają zgodę na chaos, porządkuję go sobie niezgodą na nie. Zrzucam w ten sposób ze swoich ramion obowiązek, by zajmować się małpami. I tak nie są moje.

5

Małpy może i nie twoje – może argumentować mój oponent – lecz cyrk twój, bo cyrk nazywa się przecież państwo polskie, a paszportem tego państwa się legitymujesz.

Na samym początku epidemii David Runciman, wybitny badacz Hobbesa z Uniwersytetu w Cambridge, opublikował na łamach „The Guardian” tekst, w którym, wykorzystując myśl autora „Lewiatana”, przekonywał, że koronawirus pokazuje nam, iż polityka wciąż sprowadza się do tego, kto co komu może nakazać i kto ma być tym nakazom posłuszny. Zapomniał jednak, iż u angielskiego filozofa tym, co wymusza posłuszeństwo poddanego nakazom Lewiatana, jest zapewniana przez państwo ochrona, umożliwienie samozachowania poddanych, uwolnienie ich od groźby nagłej i bolesnej śmierci – protego ergo obligo. Państwo polskie swoimi działaniami w trakcie epidemii protego nie zapewnia, nie buduje dla obywateli konstrukcji, która by się im pozwalała samozachować, więcej – organizując w środku epidemii wybory, tworzy taką, która raczej ściąga na nich niebezpieczeństwo unicestwienia. Na poziomie zbiorowym nie ma więc żadnego roszczenia, by stosować się do jego nakazów i zakazów, na poziomie indywidualnym – by uznawać je za swoje państwo i brać udział w jego budowie, choćby poprzez oddawanie w ten albo inny sposób głosu.

Pewien student medycyny w szeroko komentowanym wpisie w mediach społecznościowych wyjaśniał, dlaczego nie udaje się na wolontariat do szpitala. Nie udawał się na niego otóż dlatego, że jako medykowi państwo nie zapewniało mu żadnego bezpieczeństwa – ani w kontakcie z chorymi, ani, szerzej rzecz biorąc, w życiu społeczno-gospodarczym, nie finansując godziwie służby zdrowia. Student zrozumiał, że państwo, które w sytuacji zagrożenia od niego wymaga, ale nie daje mu protego, nie jest jego państwem.

Państwo, które organizuje na chybcika wybory korespondencyjne, nie jest również moim państwem i nie zamierzam legitymizować jego rytuałów, nijak nieporządkujących mi indywidualnego świata politycznego – także za sprawą ogólnej nędzy kandydatów na urząd prezydenta. Odmawiam. Nie moje małpy, nie mój cyrk.

 

Fragment z „Syna stulecia” Antonio Scuratiego podaję w przekładzie Aliny Pawłowskiej-Zampino.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 591

(20/2020)
5 maja 2020

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj