Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Azja w zbliżeniu]...

[Azja w zbliżeniu] Federalizm w Nepalu

Krzysztof Renik

Nepalski spór o federalizm nie jest rozkręcany wyłącznie przez polityków lokalnych. Są oni raczej narzędziem w rękach dwóch potężnych sąsiadów – Indii i Chin.

Strajk generalny miał trwać trzy dni. Skończył się po jednym. Nepalska opozycja uznała, że u progu sezonu turystycznego destabilizacja codziennego życia kraju – żyjącego w dużym stopniu właśnie z turystyki – nie przyniesie nikomu pożytku. Co wcale nie oznacza, że do strajku nie powrócą, ponieważ problemy pozostały i są w gruncie rzeczy ciągle te same.

Nepal po obaleniu w 2008 r. liczącej ponad 200 lat monarchii stał się republiką. Wówczas zostało powołane Zgromadzenie Konstytucyjne, które w ciągu pół roku miało wypracować zasady systemu politycznego. Jednak wiosnę 2015 r. himalajskie państwo wciąż nie ma konstytucji, a Zgromadzenie mniej więcej co pół roku przedłuża swój mandat, który uprawnia je do dalszych prac nad ustawą zasadniczą, a kraj coraz bardziej przypomina gotujący się tygiel. Jedynie sezon turystyczny przynosi obniżenie temperatury politycznych namiętności.

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego elita polityczna kraju nie może porozumieć się w tak zasadniczej sprawie, jak konstytucja?

Wydaje się, że główną przeszkodą, ową kością niezgody, jest podejście do kwestii organizacji państwa. Obalenie monarchii – głównie przy udziale nepalskich maoistów – miało w ich zamyśle doprowadzić także do federalizacji. Idea może i słuszna, bowiem kraj tak zróżnicowny pod wzglęfdem etnicznym, kulturowym, a co za tym idzie także cywilizacyjnym, mógłby być dobrym przykładem federacji społeczności godzących się na życie we wspólnym państwie, przy zachowaniu zasad rzeczywistej samorządności i realnej władzy lokalnej w jakimś stopniu niezależnej od centrum politycznego w Katmandu. Ale problem tkwi, jak zawsze, w rozumieniu tego, czym ma być ów podmiot federalny.

Dla przedstawicieli Zgromadzenia Konstytucyjnego, które w kilkunastomilionowym Nepalu liczy ponad 700 deputowanych, nie jest to wcale jasne. Wielu z nich uważa bowiem, że podmiotem federalnym może być na przykład jedna himalajska dolina, w której zamieszkuje kilkuset, może nieco ponad tysiąc, przedstawicieli konkretnego etnosu. Gdyby przyjąć taki tok rozumowania, opartego głównie na podziałach etnicznych, to okazałoby się, że niewielki w sumie Nepal ma składać się z dobrze ponad stu, może nawet i kilkuset okręgów czy regionów federalnych.

Na takie rozwiązanie nie godzą się przedstawiciele dawnego establishmentu zgrupowanego w partiach, które przez lata odgrywały czołową rolę polityczną w Nepalu. Chodzi tu przede wszystkim o Nepalski Kongres Narodowy oraz partię komunistyczną (ale nie maoistów). Otóż politycy tych obozów uważają, że podział Nepalu na okregi federalne według odmienności etnicznych doprowadzi do tak wielkiego rozdrobnienia kraju, że będzie to groziło postępującym z czasem rozpadem państwa. Dlatego ich propozycja podziału na okręgi federalne polega na uwzględnieniu także – a właściwie przede wszystkim – różnorodności krain geograficzno-cywilizacyjnych, a nie tylko odmienności etnicznych.

Przy takim podejściu Nepal składałby się ze znacznie mniejszej liczby podmiotów federalnych, bowiem na terytoriach owych krain geograficzno-cywilizacyjnych żyją obok siebie odmienne etnosy, które wcale nie muszą tworzyć odrębnych, etnicznych okręgów federalnych. Zdaniem zwolenników takiego podziału, Nepalowi nie zagrażałoby wówczas nadmierne rozdrobnienie, a to z kolei sprzyjałoby zachowaniu integralności nepalskiego terytorium zjednoczonego niegdyś pod królewskim berłem.

Wydawać by się mogło, że ta właśnie propozycja powinna godzić zarówno zwolenników federalnego Nepalu, jak i tych, którym zależy na utrzymaniu integralności terytorium kraju. A jednak tak nie jest. Strajk generalny, który odbył się w Nepalu na początku kwietnia, został zorganizowany przez trzydzieści ugrupowań politycznych, którym przewodzili nepalscy maoiści. Bo to oni właśnie są jednymi z najgorętszych zwolenników Nepalu federalnego z podmiotami powstałymi na podstawie etnicznych odmienności. Zyskują przy tym poparcie wielu mniejszości, które w tak rozumianym państwie widzą dla siebie szansę.

Niezależni obserwatorzy nie mają jednak wątpliwości, iż zażarty, nepalski spór o kształt miejscowego federalizmu nie jest rozkręcany wyłącznie przez polityków nepalskich. Są oni raczej narzędziem w rękach dwóch potężnych sąsiadów – Indii i Chin. Oba azjatyckie giganty walczą o wpływy w himalajskiej republice. Indie obawiają się chińskich inwestycji w nepalski sektor hydroenergetyczny. Inwestycje te mogą wpłynąć negatywnie na zasoby wodne pochodzące z Nepalu, a zasilające Nizinę Hindustańską. Indie z obawą patrzą także na możliwość miltarnej obecności Chin na południe od głównego łańcucha Himalajów. Z kolei dla chińskiego smoka gospodarcze lub militarne przekroczenie tego łańcucha oznaczałoby możliwość trzymania w szachu indyjskiego słonia. Tak więc walka o kształt państwa, to nie tylko sprawa himalajskiej republiki, to raczej sprawa gry regionalnych mocarstw w tym niezwykłym zakątku naszego globu.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 327

(15/2015)
16 kwietnia 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj