Wesprzyj Kulturę Liberalną
Przyszłość naszego tygodnika zależy od Darczyńców. Wesprzyj Kulturę Liberalną
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > Liberalizm do liftingu

Liberalizm do liftingu

Rafał Wonicki

Liberalizm nie jest neutralny i nie jest tylko proceduralizmem. Jest także oparty na emocjach, pasjach i namiętnościach politycznych – choć kanalizowanych przez ramy prowadzenia sporów – a jednym z podstawowych celów, do jakich zmierza, jest umożliwienie jednostkom wspólnej realizacji ich modeli dobrego życia – pisze Rafał Wonicki, filozof polityki.

Idee liberalne nie tylko w Polsce, ale i szerzej w całym świecie zachodnim są dziś w odwrocie. Triumf liberalizmu z okresu początków transformacji lat 90. XX w. okazał się nietrwały, a obecnie nawet sami liberałowie mówią: „byliśmy głupi”. Powstał co prawda ruch społeczny obywateli broniących III RP przeciwko kolejnym działaniom rządu PiS-u, ale dość szybko udało się go obecnej władzy wtłoczyć w narrację o postkomunistycznych siłach, które albo chcą zachować swoje ekonomiczne profity, albo są omamione propagandą PO. Z kolei pozostające w opozycji partie polityczne, takie jak PO i Nowoczesna, nawiązujące do liberalizmu, robią to dość opieszale, jakby wcale już nie wierzyły w tę ideę. A i sposób, w jaki to robią, choćby poprzez głosowanie nad projektem ustawy „Ratujmy kobiety”, nie jest w stanie przywrócić wyborcom wiary w szczerość ich działań. Przykłady te dość dobrze obrazują, że idee liberalne nie zakorzeniły się w polskim imaginarium społecznym po roku 1989, a ich zwolennicy używali liberalizmu dość instrumentalnie i powierzchownie, myląc wolność z postępem.

W tej sytuacji wydaje się dość naturalne, że po dwóch latach rządów PiS-u opozycja powinna wytworzyć już sama dla siebie jakąś diagnozę swojej porażki i zastanowić się przed nadchodzącą serią wyborów – od samorządowych do parlamentarnych – nad skutecznymi mechanizmami walki o władzę. Jak do tej pory nie widać jednak, by taka praca została wykonana.

Zaczynając od diagnozy, ograniczę się w tym miejscu jedynie do wspomnienia tych przyczyn zmierzchu zainteresowania wartościami liberalnymi, które z perspektywy opozycji powinny być moim zdaniem potraktowane jako priorytetowe. W pierwszym rzędzie są to zaniedbania samych liberałów – ich elitarystyczne przeświadczenie o charakterystycznej paternalistycznej barwie, że wiedzą lepiej. Taka postawa w pierwszym okresie transformacji przyczyniła się do zniechęcenia wobec liberalizmu, szczególnie gdy został on zredukowany do kopiowania zachodnich rozwiązań i wolności wyboru produktów w sklepie. Później dołączyły do tego kolejne zaniedbania: błędy w komunikacji ze społeczeństwem, lekceważenie przeciwników politycznych w złudnym przeświadczeniu, że liberalizm jest „końcem historii”, więc nie trzeba już się starać porozumieć z wyborcami. Ostatnio z kolei skupienie się na krytyce populizmu, bez samokrytycznego spojrzenia na własne podwórko.

Partie opozycyjne powinny się zastanowić, jak bronić wolności obywatelskich, praworządności oraz ideałów demokracji liberalnej, nie odwołując się do dyskursu paternalistycznego. Zwłaszcza w sytuacji, w której znaczna część społeczeństwa albo nie uważa, że utraciła te wartości, albo uważa, że nie są one tak istotne jak inne, proponowane przez PiS. Wiarygodnej oferty dostarczyć nie będzie łatwo, zwłaszcza że liderzy największej partii opozycyjnej, czyli PO, wydają się wciąż nie rozumieć, co mają im za złe ich wyborcy i nie przeprosili jeszcze za własne błędy. Bez tego zrozumienia i przeprosin część ich wyborców może na trwałe odejść z polityki lub szukać swojej reprezentacji w innych partiach, tak jak to miało miejsce w ostatnich wyborach parlamentarnych.

Kłopoty opozycji ze zrozumieniem i wyciągnięciem wniosków z przegranej skłaniają również do zadania pytania o kierunek, w jakim powinna zmierzać nowa programowa propozycja liberalna, którą te partie mogłyby zaproponować, jeśli mają jeszcze w ogóle odgrywać ważną polityczną rolę i organizować masowe myślenie społeczne. Lifting liberalizmu może podążać w kilku kierunkach i za każdym razem powinien uzupełniać jego dotychczasowe braki. W tej nowej postliberalnej propozycji należałoby uwzględnić ważne dla społeczeństwa wartości takie jak poczucie podmiotowości politycznej. Warto też odwołać się do naturalnej cechy liberalizmu, jaką jest mediowanie między skrajnościami i stabilizacja polityczna. Wywieszanie na sztandarze liberalnym hasła „anty-PiS” przestało już bowiem wystarczać. Z pewnością ten postliberalny program powinien w jakimś stopniu odwoływać się również do elementów równościowych zarówno na poziomie ekonomicznym, jak i światopoglądowym. W tym względzie wzorce ideowe nasi rodzimi liberałowie mogą czerpać na przykład z liberalnego republikanizmu (Philip Pettit) czy z idei narodowego liberalizmu (David Miller).

W każdym z tych przypadków występuje jednak konieczność powrotu do porzuconych przez liberalne partie rozważań ideowych. Niech symbolicznym przykładem pozbawienia się jakiejkolwiek refleksji w tym zakresie będą niegdysiejsze deklaracje PO i Donalda Tuska, że nie chodzi już w polityce o idee, a o pragmatyzm i „ciepłą wodę w kranie”. Program ten ze względu na abdykację z myślenia politycznego i redukcję polityki jedynie do administrowania oraz zaniedbanie warstwy tożsamościowej został przez znaczną cześć społeczeństwa odrzucony. Z kolei ewentualna próba powrotu do tej strategii może skończyć się tak jak próba ożywienia Frankensteina, czyli źle. Życie apolityczne i miłe trwanie w prywatnych światach przestało bowiem wystarczać wyborcom.

Stawka tej nowej propozycji jest wysoka, ale w obecnej sytuacji opozycja i tak nie ma nic do stracenia. Nadarza się zarazem okazja, by przed zbliżającymi się wyborami samorządowymi przemyśleć na nowo ofertę polityczną liberalizmu. Nie jest to oczywiście zadanie łatwe. Wymaga zmierzenia się z przeszłością nie tylko ośmiu lat rządów Platformy, ale i zmian, jakie zachodziły w Polsce od 1989 r. Opozycja, szukając nowej oferty, nie powinna też lekceważyć tego, że Polacy chcieli po latach bycia na dorobku poczuć się nareszcie jak u siebie. Gdyby tak nie było, dyskurs godnościowy krytykujący dotychczasową „pedagogikę wstydu” nie zyskałby takiego uznania. Elementy opowieści zaproponowanej przez PiS są więc autentyczne i opozycja powinna uznać je za realną społeczną potrzebę.

Dodatkową trudność dla opozycji stanowi odwołanie się PiS-u do silnej tożsamości, „walki o godność” i podmiotowość Polaków (antymodernizm) wraz z ideą rynkowego protekcjonizmu i zaawansowanej gospodarki (modernizm), które przemieniły dawne podziały organizujące scenę polityczną od lat 90., redefiniując je na nowo. Nowy podział na nieetyczne elity postkomunistyczne w opozycji do etycznych i propaństwowych reprezentantów ludu sprowadził dotychczasowe partie mainstreamowe na margines. Opozycja poprzez obronę starego porządku III RP akceptuje automatycznie ten podział, co stawia ją z góry na straconej pozycji potwierdzającej narrację PiS-u. Opozycji w zasadzie więc nie zostaje nic innego, jak tylko poszukać nowego języka i wartości oraz zaproponować nowe kryterium podziału, który w inny sposób uporządkuje emocje i oczekiwania społeczne.

Jak w konkretach powinna wyglądać ta propozycja, to zależy już od poszczególnych partii. W tym miejscu chciałbym jedynie zasygnalizować pewne bardzo ogólne i strukturalne ramy takiej oferty. Wydaje mi się, że nowa propozycja ideowa postliberalizmu powinna być skierowana nie tylko do mitycznej klasy średniej seniorów pamiętających czasy PRL-u, ale również do ludzi młodych. Ten nowy rodzaj społecznego przymierza mógłby polegać na przykład na propagowaniu umiarkowanych rozwiązań w kwestiach światopoglądowych, wpisujących się w projekt wyciszenia sporu politycznego, solidarności ze słabszymi, a także na całościowym myśleniu o instytucjach państwa i społeczeństwie, w których poziom indywidualny, społeczny i polityczny się dopełniają, a państwo staje się aktywnym graczem zarówno w obronie polskich interesów (na przykład poprzez odbudowę wpływów dyplomatycznych), jak i przy wytwarzaniu zasobów umożliwiających partycypacje i samorealizację poszczególnych grup i osób. Taki program mógłby być atrakcyjny dla szerszego niż obecnie opozycyjnego elektoratu przez konfrontację go z konkretnymi postulatami i skutkami działań obecnego rządu, który wiele rzeczy doprowadził do skrajności, na przykład relacje z Unią czy reformę sądownictwa.

Taki szkicowo tu prezentowany postliberalizm nie mógłby obejść się bez elementów republikańskich, demokratycznych i socjalnych, lecz konkretny ich zakres wymagałby publicznej dyskusji. Co do zasady, należałoby jedynie jasno zakomunikować wyborcom, że jakikolwiek ostateczny kształt ta nowa oferta przybierze, to liberalizm nie jest neutralny i nie jest tylko proceduralizmem. Jest także oparty na emocjach, pasjach i namiętnościach politycznych – choć kanalizowanych przez ramy prowadzenia sporów – a jednym z podstawowych celów, do jakich zmierza, jest umożliwienie jednostkom wspólnej realizacji ich modeli dobrego życia. Z tej perspektywy hasło silnego i podmiotowego państwa może być realizowane bez naruszania praw obywatelskich i zasad konstytucji.

Jeśli jednak partiom opozycyjnym nie uda się przedstawić atrakcyjnej dla wyborców propozycji nowoczesnego liberalizmu, który sprzyja patriotycznym obywatelom i tworzy ramy dla ich zaangażowanego dialogu oraz kanalizowanego sporu w formalnych i nieformalnych sferach publicznych, to niestety mogą one stać się politycznymi skamielinami. Gra zatem toczy się w zasadzie o przetrwanie opozycji, a środkiem do tego jest zaproponowanie przez jej liderów wiarygodnego programu niosącego w sobie potencjał naprawy instytucji państwa i obecnych relacji społecznych. Czasu jest niestety coraz mniej, a jak na razie ani PO, ani Nowoczesna żadnych podobnych propozycji nie przedstawiły, co źle wróży tym partiom na przyszłość.

Aut. fot. Phil Reader, Flickr.com, CC BY 2.0.

SKOMENTUJ

Nr 479

(11/2018)
13 marca 2018

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj