PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Przekaż 1% podatku na Kulturę Liberalną
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Temat tygodnia > Biedroń nie wygra,...

Biedroń nie wygra, ale wzmocni lewicę

Tomasz Sawczuk

Nikt nie oczekuje od Biedronia, że wejdzie do drugiej tury wyborów, a tym bardziej, że pokona Andrzeja Dudę. Jego start w wyborach to kolejny etap budowania realnej siły politycznej po lewej stronie.

Pinokio Lewicy?

Istnieją dwa przeciwstawne obrazy Roberta Biedronia. Obraz pierwszy przedstawia wieloletniego działacza organizacji pozarządowych, weterana walki o prawa człowieka, który udowodnił, że gej może wygrać wybory prezydenckie w Polsce powiatowej, a potem prowadzić tam politykę jednocześnie odpowiedzialną i postępową – w stylu, który akceptują mieszkańcy.

Obraz drugi przedstawia polityka chwiejnego, nadwrażliwego, nie całkiem poważnego, a nawet niegodnego zaufania. To Biedroń, który zmienia zdanie, wycofuje się ze zobowiązań, zostawiając zaskoczonych współpracowników w kropce. Tak było, kiedy polityk postanowił pozostać w Brukseli po wyborach do Parlamentu Europejskiego. Monika Płatek, która uzyskała na liście Wiosny drugi wynik w Warszawie, z pewnością nie miała najlepszego dnia, kiedy dowiedziała się, że jednak nie przejmie mandatu do PE po Robercie Biedroniu.

A to przecież nie wszystko. Włodzimierz Czarzasty powiedział niedawno publicznie, że decyzja o kandydaturze Biedronia na prezydenta została podjęta już w lipcu. Tyle że Biedroń nabrał wątpliwości również wobec tego zobowiązania. Stąd pod koniec roku przez kolejne tygodnie lewicowa koalicja zastanawiała się nad tym, kogo wystawić w wyborach na prezydenta. Ostatecznie stanęło na tym, co zakładano od początku – Biedroń zgodził się kandydować. Krytycy zarzucają Biedroniowi, że przypomina produkt marketingowy i trudno na nim polegać.

Więcej niż Biedroń

Trudno uwierzyć, że politycy Lewicy nie pamiętają o tym drugim obrazie, jednak o kandydaturze Biedronia zaskakująco często wypowiadają się z żywym entuzjazmem.

Wydaje się, że nietrudno zrozumieć przyczynę takiego stanu rzeczy. Wielu działaczy postrzega kampanię prezydencką jako kolejny krok w procesie powrotu lewicy do pierwszej ligi polskiej polityki. Od kiedy Biedroń nie jest już tylko liderem autorskiej partii Wiosna, lecz reprezentantem szerszej koalicji, traci zdolność samodzielnego decydowania o przyszłości projektu, ale jednocześnie zyskuje nową siłę. W oczach polityków lewej strony jego kampania symbolizuje marzenie o tym, że lewica uzyska realny wpływ na polską politykę. Stąd łatwo dostrzegać w niej to, co potencjalnie najlepsze – szansę na lepszą przyszłość.

Na to zapotrzebowanie odpowiada retoryka samego Biedronia, który w ostatnim czasie coraz częściej mówi o tym, że jest kandydatem „lewicy”, choć wcześniej unikał tego słowa. Jak wyjaśnia w rozmowie z „Kulturą Liberalną” poseł Wiosny Krzysztof Śmiszek, „Wiosna na początku mówiła językiem trochę innym niż tradycyjna lewica. Potem podjęliśmy jednak decyzję o starcie w koalicji wyborczej, dokładając do lewicowego miksu naszą progresywną cegiełkę. Teraz stawka jest znacznie większa. Przywiązanie się do szyldu bez względu na okoliczności byłoby wyrazem głupoty politycznej. W polityce jest się także po to, by pragmatycznie realizować swój program”. Śmiszek dodaje, że „dla lewicy te wybory są niezwykle istotne. Chcemy potwierdzić nasz powrót na scenę polityczną”.

Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, bezpartyjna posłanka klubu Lewicy, obecnie zaangażowana w sztab Biedronia, zwraca uwagę na to, że „Biedroń w tych wyborach reprezentuje siebie, ale także całą lewicę, dlatego w kampanii ten jednoznacznie lewicowy, prospołeczny i postępowy sznyt będzie widoczny”. Jak dodaje: „Jako społeczeństwo jesteśmy bardzo zmęczeni płynnością polityki – tym, że wielu polityków jest tak nijakich, jeśli chodzi o poglądy, że z łatwością można przesunąć [się] z jednego ugrupowania do drugiego. Na tym tle kandydat lewicy będzie się w kampanii wyróżniał – bo, tak jak lewica, ma konkretną, wyrazistą tożsamość, nie do pomylenia z innymi kandydatami”.

Dla lewicy te wybory są niezwykle istotne. Chcemy potwierdzić nasz powrót na scenę polityczną.

Krzysztof Śmiszek

Powrót do Miastka

W kampanii Biedronia rysuje się kilka głównych tematów. Przede wszystkim, kandydat Lewicy zamierza na nowo podkreślać swoje związki z Polską małych i średnich miast. W ocenie jego współpracowników to doświadczenie pomaga porozumiewać się z ludźmi o różnych światopoglądach.

Do tego dochodzą sprawy bliskie wyborcom, które mają składać się na wizję państwa dobrobytu alternatywną wobec propozycji PiS-u. Współpracownicy Biedronia wymieniają szereg centralnych zagadnień: godność, służba zdrowia, program powszechnego budownictwa pod najem, prawa pracownicze, klimat.

Wśród ważnych wątków pojawiają się także sprawy uniwersalne, które mają łączyć Polaków ponad przygodnymi podziałami politycznymi, czyli poczucie dumy narodowej, a także usługi publiczne. Zdaniem współpracowników Biedronia kwestie takie jak dostęp do przedszkola albo ginekologa w małym mieście uruchamiają zupełnie inny sposób myślenia o wspólnocie.

Jak mówi Śmiszek: „Dla mnie jako dla konstytucjonalisty istotne jest to, że Lewica mówi o Konstytucji od A do Z, a nie tylko wyrywkowo. PiS roztacza wizję dobrobytu, a rzeczywistość skrzeczy”. Jego zdaniem Biedroń potrafi rozliczyć w tych sprawach partię rządzącą – i będzie w tym bardziej wiarygodny niż Małgorzata Kidawa-Błońska.

Wedle zapowiedzi osób związanych ze sztabem, inaczej niż w kampanii do Parlamentu Europejskiego, kiedy Wiosna żywo reagowała na dokument Tomasza Sekielskiego o pedofilii w Kościele, sprawy kulturowe nie będą teraz dominujące. Biedroń nie będzie ich też jednak unikać. Rozmowa o tematach kulturowych z perspektywy Słupska pozwala mówić o prawach kobiet czy prawach mniejszości jak o zwykłych, codziennych sprawach, w sposób zrozumiały dla każdego.

Atakowanie Kidawy-Błońskiej nie będzie celem kampanii kandydata Lewicy na prezydenta. Zasadnicze zadanie to pokazać, że może istnieć inna oś sporu.

Tomasz Sawczuk

Co więcej, tematy kulturowe pozwalają pokazać kontrast między politykiem Lewicy a pozostałymi kandydatami. Śmiszek: „Jeśli chodzi o postulat rozdziału Kościoła od państwa, Biedroń nie musi nawet tego mówić, bo te zagadnienia się w jego politycznym DNA. Te socjaldemokratyczne, a nawet centrowe postulaty odróżniają Roberta od pozostałych kandydatów, którzy są konserwatywni w wersji hard lub soft”.

Łatwo jednak zauważyć, że podobnie jak w czasie zeszłorocznej kampanii do PE, Biedroń szeroko wypowiada się na tematy kulturowe, co potwierdza przypuszczenie, że niezależnie od założeń kampanii, to intuicja kieruje go po prostu w stronę polityki tożsamości. To zaś utrudnia poszerzenie bazy wyborców.

Osoba ze sztabu: „Kluczowe jest to, by w kampanii mocno wybrzmiały sprawy społeczne. Biedroń pokaże, że jest najbardziej postępowy, europejski i nowoczesny spośród kandydatów, a jednocześnie pokaże, że jest kandydatem Polski lewicowej, socjalnej, która skupia się na problemach bliskich ludziom”. Jak podsumowuje mój rozmówca: „Słupsk–Warszawa, wspólna sprawa!”.

Przełamać polaryzację

Rzecz jasna, wszystkie te plany bledną w obliczu podstawowego problemu, jakim jest polaryzacja polityczna i podział sceny politycznej na PiS oraz anty-PiS. W wypowiedziach polityków lewicy powtarza się ocena, że najważniejszym celem powinno być przełamanie owej polaryzacji – z kolei Platforma Obywatelska gra na polaryzację, aby utrzymać pozycję największej partii opozycyjnej.

Przedstawiciele Lewicy mówią, że trwanie polaryzacji jest w interesie PiS-u, a strategia anty-PiS-u nie działa. O pułapce polaryzacji wielokrotnie pisaliśmy na stronach „Kultury Liberalnej” – dopóki PiS przedstawia się jako partia ludu i potrafi przedstawić opozycję jako partię elit, ma zwycięstwo w kieszeni. Zdaniem osoby związanej ze sztabem Biedronia, z tym fałszywym podziałem trzeba zerwać, a lewica musi uważać na to, aby nie zapisać się przypadkiem do „obozu elit”. Po lewej stronie popularny jest pogląd, że Małgorzata Kidawa-Błońska nie będzie w stanie tego zrobić – będzie jej trudno zyskać wyborców, którym mówiono wcześniej, że zostali kupieni za pomocą 500 plus.

W sztabie kandydata Lewicy można usłyszeć, że Platforma będzie grać w kampanii najprostszym pomysłem: nadchodzą ostatnie wybory, nadchodzi polexit. „Ale to nie jest coś, w co ludzie uwierzą. Tak myśli może 15 procent Polaków, nie więcej” – wyjaśnia współpracownik Biedronia. Jak dodaje, „tego rodzaju taktyka jest mało obiecująca także z tego powodu, że Andrzej Duda nie będzie w dalszej części kampanii taki ostry jak teraz”.

Wydaje się jednak, że atakowanie Kidawy-Błońskiej nie będzie celem kampanii kandydata Lewicy na prezydenta. Zasadnicze zadanie to pokazać, że może istnieć inna oś sporu – a w tych wyborach łatwiej to powiedzieć, ponieważ głosujemy na konkretną twarz. Jak zaznacza Dziemianowicz-Bąk, „zbudowanie nowego rodzaju wspólnoty jest nie tylko w interesie lewicy, ale też w interesie państwa”.

Zbudowanie nowego rodzaju wspólnoty jest nie tylko w interesie lewicy, ale też w interesie państwa.

Agnieszka Dziemianowicz-Bąk

Żeby wybory coś znaczyły

Trudność polega na tym, że dwubiegunowy układ trwa, zaś alternatywne modele polityki nie zyskały dotąd znaczącego poparcia. Przed sztabem Biedronia duże wyzwanie: jak sprawić, aby tym razem było inaczej?

Śmiszek przekonuje, że z Andrzejem Dudą można wygrać: „Widzimy zmęczenie materiału. Druga kadencja PiS-u to już nie są te fajerwerki, które było widać w poprzednich czterech latach. Rzuca się w oczy postępująca degeneracja obozu rządzącego. Jest poczucie rozleniwienia i demoralizacji. W Sejmie widzę, że każde głosowanie jest okupione bardzo dużą mobilizacją, to jest wręcz zaganianie polityków PiS-u do głosowania”.

Politycy lewicy przeciwstawiają dziś sobie wizje „cywilizacji godności” czy „troski” oraz „cywilizację pogardy”. Zdaniem Śmiszka zmienia się stosunek obywateli do tego, w jaki sposób partia Jarosława Kaczyńskiego sprawuje rządy: „Widać zachłanność władzy. System łupów został doprowadzony do skrajności. Razi walenie pałą po omacku w kwestii sądów. Do tego dochodzi ostentacyjna pogarda dla innego. PiS nie zachowuje żadnych pozorów. Jest tylko pogarda, lekceważenie, znużenie przeciwnikiem politycznym. Polacy tego nie lubią”.

Według Dziemianowicz-Bąk punktem zwrotnym byłoby zmniejszenie się różnic w poparciu między kandydatami opozycji: „Jeśli wyścig do drugiej tury będzie w miarę wyrównany, kandydaci będą musieli w większym stopniu prezentować swoje wizje polityki. Myślę, że lewica ma tutaj ogromną przewagę”. Jak dodaje, „rozpolitykowane przez ostatnie 5 lat społeczeństwo będzie tego potrzebować – żeby wybory coś znaczyły, a nie były tylko plebiscytem”.

Po lewej stronie dominuje opinia, że niezależnie od wszystkiego, co wydarzyło się po drodze, Biedroniowi naprawdę się chce. „Nam wszystkim cholernie zależy”, mówi Śmiszek.

Tomasz Sawczuk

Długi marsz

W wypowiedziach osób związanych z lewą stroną powtarza się ocena, że także współpraca wewnątrz koalicji układa się lepiej, niż można się było spodziewać. Pod tym względem ważnym testem będzie proces zbierania podpisów pod kandydaturą Biedronia. Sam Biedroń odwiedza teraz od dwóch do czterech miejscowości dziennie. Chyba wszystkie znające go osoby podkreślają, że w czasie spotkań publicznych były prezydent Słupska jest w swoim żywiole. Spotkania z ludźmi nie męczą go, lecz dają mu wiele energii, która pozwala zachować determinację. Po lewej stronie dominuje opinia, że niezależnie od wszystkiego, co wydarzyło się po drodze, Biedroniowi naprawdę się chce. „Nam wszystkim cholernie zależy”, mówi Śmiszek.

Niezależnie od tych zapowiedzi, wydaje się, że start Biedronia to przede wszystkim kolejny etap budowania realnej siły politycznej po lewej stronie. Tak naprawdę nikt chyba nie oczekuje od byłego prezydenta Słupska, że wejdzie do drugiej tury wyborów, a tym bardziej, że pokona Andrzeja Dudę. Biedroń ma w tej chwili tylko jedno zadanie: wzmocnić obóz lewicy w długim marszu po władzę.

Według nowego sondażu „Rzeczpospolitej” Biedroń może liczyć na poparcie na poziomie 7 procent, podczas gdy lewicową koalicję popiera ponad dwa razy więcej wyborców – 15,6 procent. Łatwo zauważyć, że Biedroń nie jest w stanie zgarnąć nawet tyle, co partie, które go popierają. Jeśli jednak po wyborach prezydenckich poparcie dla koalicji rzeczywiście wzrośnie, to można będzie powiedzieć, że zasadniczy cel tej kampanii został zrealizowany.

* Korekta: w pierwotnej wersji artykułu widniała informacja, że Monika Płatek startowała w wyborach do PE z drugiego miejsca na liście Wiosny w Warszawie. W rzeczywistości startowała z trzeciego miejsca, ale uzyskała drugi wynik. 

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 579

(6/2020)
11 lutego 2020

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj