Wspieram Kulturę Liberalną
Przyszłość naszego tygodnika zależy od Darczyńców. Wesprzyj Kulturę Liberalną
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > „Sztuka budowania”, czyli...

„Sztuka budowania”, czyli coś więcej niż podręcznik dla studentów architektury

Anna Nowak i Wojciech Kacperski

Jeden z XVI-wiecznych bon motów, które wciąż powtarza się na wydziałach architektury, mówi: „l'architecture, c'est l'art de bien bâtir” (fr. architektura to sztuka dobrego budowania). Niezależnie od tego, czy uznamy go za wciąż aktualny, warto zapytać, co kiedyś go takim czyniło.

Paradoksalnie odpowiedź na to pytanie można znaleźć w czasach współczesnych. Wielość kanonów oraz źródeł inspiracji współczesnej architektury dawno uniemożliwiła mówienie o jakimś jednym sposobie dobrego budowania, swoją siłę czerpie ona obecnie z inteligentnych rozwiązań lub różnego rodzaju tricków. Dziś nie wystarczy być dobrym, dziś trzeba być najlepszym. Dlatego jednym z podstawowych założeń aktualnie tworzących architektów nie zawsze jest projektowanie budynków dobrych, tylko tworzenie takich, które będą naj-: najinteligentniejsze, największe, najbardziej efektowne. Zazwyczaj wykorzystywane są przy tym sprawdzone już gdzie indziej patenty. Najlepszym wyrazem tego trendu jest prawdopodobnie tzw. stararchitektura, która pod szyldem geniuszu architekta o międzynarodowej sławie przynosi wypróbowane już rozwiązania i opakowuje je w kolorowe, świecące pozłotka w postaci szkła oraz stali, mamiąc odbiorców tych budynków złudzeniem światowości. Tak się dziś buduje wszędzie, nie tylko w Polsce. Przypadki nielicznych realizacji, które zasługują na miano „dobrego budowania” to często małe projekty, oddalone od fleszy kamer, znane jedynie koneserom; często wybitne nie tylko ze względów architektonicznych, ale i urbanistycznych.

Nie oznacza to bynajmniej, że straciliśmy potrzebę „dobrego budowania”. Dla jednych dobre budynki to takie, które wystrzeliwują wysoko w niebo i pozwalają patrzeć na miasto z perspektywy niedostępnej zwyczajnym śmiertelnikom. Dla innych dobre budowanie to tworzenie zabudowy, która będzie z jednej strony szanować kontekst architektoniczny, z drugiej zaś będzie ekologiczna i zrównoważona. Można byłoby wymienić jeszcze wiele różnych ideałów. Jednak brakuje wśród nich wspólnego mianownika, który mógłby spiąć wszystkie perspektywy. Z tego punktu widzenia książka Jana Knothego, wznowiona po latach, to doskonały drogowskaz, pokazujący kanon „dobrego budowania”, nieskażony nowoczesnymi wpływami.

large_Knothe__Sztuka_budowania2-rozkl

W przypadku tej pozycji warto zwrócić uwagę na osobę samego autora. „Sztuka budowania” to dzieło jednego z architektów decydujących o wyglądzie współczesnej Warszawy, człowieka, który razem z Józefem Sigalinem, Stanisławem Jankowskim oraz Zygmuntem Stępińskim stanowił główny trzon Biura Odbudowy Stolicy i był współtwórcą takich założeń urbanistycznych jak Marszałkowska Dzielnica Mieszkaniowa, Trasa W-Z czy też gmach Ministerstwa Rolnictwa (nieco zapomniany, acz wybitny przykład architektury socrealistycznej). Knothe był człowiekiem wielu talentów, słynął przede wszystkim ze swoich rewelacyjnych ilustracji, które ozdabiały nie tylko tak pamiętne pozycje jak „Sześcioletni plan odbudowy Warszawy”, ale również tomy poetyckie. Wzbogacona nimi jest także niniejsza pozycja.

„Sztuka budowania” to wciągający ilustrowany esej o historii architektury światowej, pozwalający w bardzo przystępnej formie poznać zasady, jakimi rządziły się dawne style, oraz dowiedzieć się, jak zmieniały się techniki samego budowania. Operując prostym językiem, autor ukazuje rozwój architektury od najprostszych, niewiele przekształconych grot skalnych, poprzez starożytne budowle, romańskie oraz gotyckie kościoły, dalej renesansowe pałace, neoklasycystyczne założenia, aż do architektury nowoczesnej. Przekrój przez epoki, trzeba przyznać, jest bardzo rozpięty w czasie, acz ujęty dość szczegółowo. Należy jednak zaznaczyć, że sposób, w jaki Knothe przekazuje swoją wiedzę, jest niesłychanie przystępny. Nie znajdziemy tu akademickiego wywodu, pełnego dat i nazwisk, napisanego niezrozumiałym dla laika, technicznym językiem. Zamiast tego mamy coś na wzór gawędy, która część miejsca na stronach ustępuje pięknym, autorskim ilustracjom (w książce jest ponad 800 ręcznie wykonanych szkiców, które wraz z tekstem tworzą całość). Na pierwszy rzut oka pozycja sprawia wrażenie architektonicznego szkicownika, pamiętnika z wyjazdu służbowego, dopiero później odsłania przed czytelnikiem równie interesujący wykład na temat historii budownictwa. Gdy się w niego wczytamy, zorientujemy się, iż nie jest to typowy podręcznik historii architektury. Znajdziemy w nim bowiem nawiązania do podstaw mechaniki oraz nauki o konstrukcji – Knothe stara się pokazać, jak często to one decydowały o kształcie bryły bądź możliwości wybudowania danego obiektu. Podaje przykład pomieszczeń mieszkalnych w Mezopotamii, które były bardzo wąskie i małe. Konstruowano je tak, ponieważ dostępny wówczas materiał na stropy był mało wytrzymały, w związku z czym przykrywano nim tylko szczupłe przestrzenie. W Egipcie z kolei zachowały się jedynie budowle sakralne, z założenia tworzone jako długowieczne, ponieważ te mieszkalne wznoszono z lekkich i nietrwałych materiałów (drewna, suszonej gliny, tkaniny). Dzięki przykładom przedstawianym przez Knothego możemy się przekonać, jak silna jest zależność architektury od lokalizacji i dostępnych surowców.

large_Knothe__Sztuka_budowania4-rozkl

Gdy pierwszy raz przegląda się tę książkę, w lekkie zdziwienie może wprawić jej zakończenie. Oto bowiem, zamiast budynków, sklepień i rozwiązań urbanistycznych, natykamy się na różnego rodzaju środki transportu, od najstarszej karocy, poprzez pociąg parowy, po najnowsze – jak na tamte czasy – samochody. Ten przeskok jest związany – jak zwraca uwagę sam Knothe – z pytaniem o źródła nowoczesnej architektury. To zasadnicze pytanie staje się szczególnie interesujące, gdy przegląda się te nieco przyprószone patyną niegdysiejsze symbole nowoczesności. Patrząc na nie dziś, możemy spróbować odpowiedzieć na to pytanie autorowi. Oto bowiem, gdy w roku 1968 Knothe kończył swoją książkę rysunkami samochodów, z Zachodu nadciągała całkowita zmiana, która przekształciła nasze miasta. Przyszłość bowiem należeć miała do samochodu osobowego, który wpłynął nie tylko na architekturę, ale również na urbanistykę. Wkrótce architektura zdominowana została przez ruch samochodowy. Jednym z najważniejszych parametrów współczesnych budynków jest liczba miejsc postojowych w podziemnym parkingu, zaś o ich wartości przesądza to, jak szybko można do niego dojechać, najlepiej prywatnym samochodem. Oczywiście, pewne trendy zaczęły się już zmieniać i być może dziś Knothe nie wykorzystałby tych samych elementów przy zakończeniu swojej książki. Czy jednak nie można przypisać mu pewnej profetyczności?

To niewinne zakończenie, w pewnym sensie odklejone tematycznie od reszty książki, ma w sobie duży ładunek znaczeniowy. Podczas gdy znakomita część jego opowieści to klasyczny wykład historii architektury, dość oryginalny przez wykorzystanie licznych rysunków oraz swobodny styl prowadzenia narracji, to jednak ostatnie strony książki są naprawdę zaskakujące. Zmuszają do zastanowienia, czy dziś np. nie zobaczylibyśmy tam rysunku smartfona lub roweru?

Tym, co warunkuje współczesną architekturę, nie są już na szczęście samochody, statki czy pociągi, ale bardzo dynamicznie zmieniające się stosunki społeczne. Z jednej strony doświadczamy silnego trendu izolowania się ludzi od siebie (co w architekturze może mieć swoją manifestację w nowych, wysokich wieżach apartamentowych na Manhattanie), z drugiej mamy zaś do czynienia z architekturą sieci, tworzoną niekiedy zupełnie oddolnie (pisze o tym szczegółowo Justin McGuirk w swoich „Radykalnych miastach”). Czy książka Knothego w jakiś sposób może wyjść naprzeciw tym współczesnym trendom? Wydaje się, że tak, ponieważ tropy, które Knothe przekazał w swoim dziele, są w zasadzie ponadczasowe i będą trwalsze od niejednej mody. W tym tkwi wielkość tej pozycji. Ponadto jest to książka „dla każdego”. Znajdzie w niej coś dla siebie zarówno architekt, mogący podziwiać z bliska maestrię rysunku Knothego oraz jego wielką erudycję, z chęcią zajrzy do niej student architektury, wykorzystując książkę jako powtórzenie do egzaminu z historii architektury powszechnej czy architektury polskiej (sprawdzone), radość sprawi ona nawet dziecku, bo oferuje zestaw ilustracji, których nie sposób później zapomnieć. Poza tym nadaje się też dla tych, którzy może trochę interesują się architekturą i znajdą w pracy Knothego bardzo ciekawy i – co najważniejsze – przystępny, ilustrowany wykład jej światowej historii. W tej uniwersalności znajduje się zaś inna prawda na temat architektury: niezależnie od wszelkich trendów, posiada ona pewną niezaprzeczalną podstawę, do której zawsze konstruktorzy będą się odwoływać. Wyrazem tego podejścia może być właśnie „Sztuka budowania”, która po prostu pokazuje, co to znaczy „dobrze budować”.

Knothe-okładka

Książka:

Jan Knothe, „Sztuka budowania”, wyd. Karakter, Warszawa 2015.

SKOMENTUJ

Nr 362

(50/2015)
15 grudnia 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj