Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Temat tygodnia > Podejrzany obywatel

Podejrzany obywatel

Rafał Wonicki

Władza, mając możliwość śledzenia wszystkich jak chce i kiedy chce, stawia obywateli w roli podejrzanych, a nie w roli suwerena i podmiotu praw. Takie państwo nie stoi na straży wolności, tylko traci zdolność do jej rzeczywistej ochrony.

Gdy o trzeciej nad ranem wpadnie do nas do mieszkania grupa antyterrorystyczna, nie powinniśmy się dziwić, zwłaszcza jeśli kilka dni wcześniej napisaliśmy jakiegoś nieprzychylnego tweeta na temat prezydenta. Przesada? Oby, ale nowa ustawa antyterrorystyczna daje takie możliwości, ze względu na zbyt ogólne przepisy pozwalające na szeroką interpretację, brak sądowego nadzoru nad poczynaniami służb oraz ich nadmierną zależność od polityków. Jedno jest jednak pewne – uchwalenie ustawy w obecnym kształcie zwiększy z pewnością możliwości kontrolne władzy. Nic więc dziwnego, że choć to dopiero projekt, wzbudza – a przynajmniej powinien wzbudzać – ogromne kontrowersje.

Zarazem, biorąc pod uwagę ostatnie doniesienia o chęci powołania przez rząd nowego (super-)Ministerstwa Bezpieczeństwa scalającego różne służby w jedną, przepisy tej ustawy dobrze wpisują się w pomysł na realizację idei „silnej” władzy. Realizacja ta ma polegać na utworzeniu państwa paternalistycznego, troszczącego się o bezpieczeństwo i pomyślność (w tym moralną) obywateli z pomocą politycznego nadzoru i mechanizmów stanu wyjątkowego.

Oczywiście, jakaś kontrola państwa jest potrzebna i konieczna. Dlatego też w demokratycznych społeczeństwach występuje stały konflikt tych dwóch ważnych a przeciwstawnych sobie wartości: wolności i bezpieczeństwa. W tej sytuacji podstawowe pytania, na które musimy sobie jako obywatele odpowiedzieć, dotyczą tego, z jakiej części naszej wolności i prywatności musimy zrezygnować, żeby zapewnić skuteczną ochronę naszych praw. Oraz: jak zabezpieczyć się przed nadużyciami władzy, by nasze prawa nie stały się fikcją?

Wolność i bezpieczeństwo

Jeśli nie będzie społecznej dyskusji dotyczącej tego, jakie mechanizmy nadzoru są konieczne, by obywatele czuli się bezpiecznie, a służby mogły skutecznie zmniejszać i eliminować ewentualne zagrożenia, to władza zdecyduje o tym za nas. Z doświadczenia innych krajów wiadomo, że wszelkie ograniczenia służące kontroli władz są raczej przez rządy usuwane niż podtrzymywane, często przy użyciu argumentów odnoszących się do zagrożenia terrorystycznego.

Autorka ilustracji: Anna Krztoń

Autorka ilustracji: Anna Krztoń

Argumentu odwołującego się do groźby ataku terrorystycznego nie można łatwo zignorować. Problemem jest jednak to, że jako obywatele nie mamy dostępu do tajnej sfery działań państwa, więc nie jesteśmy w stanie odróżnić realnego zagrożenia od sytuacji, w której rząd bezpodstawnie powołuje się na to zagrożenie. Potrzebujemy więc mechanizmów kontrolnych, procedur i transparentności, przynajmniej jeśli chodzi o nadzór sądowy nad służbami.

Tymczasem gdy – tak jak obecnie w Polsce – już na poziomie tworzenia prawa pojawiają się zasadne wątpliwości co do splotu ochrony życia obywateli w imię porządku publicznego z polityczną ich kontrolą, sytuacja staje się poważna. Stawką zaczynają być prawa obywatelskie uzyskane przez społeczeństwo polskie po 1989 r., w tym prawo do prywatności, tajności korespondencji, wolności słowa oraz wolności zgromadzeń.

Wydaje się zarazem, że po ponad 25 latach wolności, prawa, które możemy realizować i które zabezpieczają nas przed bezprawną ingerencją władzy, stały się dla części społeczeństwa oczywistością, o którą nie trzeba w praktyce dbać. Wolność ma jednak to do siebie, że nie wystarczy jej jedynie „posiadać”. Trzeba się o nią troszczyć, a to tworzy konflikt, ponieważ troska oznacza nie tylko korzystanie ze swoich praw, ale i politykę bezpieczeństwa związaną z ingerencją państwa, przymusem i ograniczeniem wolności.

Budowanie równowagi między wolnością a bezpieczeństwem nie jest więc proste. Wolność bez bezpieczeństwa przeradza się w anarchię, a bezpieczeństwo bez wolności w despotyzm. W społeczeństwach demokratycznych pozostaje nam zatem tylko jakiś rodzaj kompromisu między nimi.

————————————————————————————————————————-

Czytaj także pozostałe teksty z Tematu Tygodnia:

Katarzyna Szymielewicz „Czy warto dokręcać śrubę nadzoru?”

Krzysztof Liedel w rozmowie z Łukaszem Pawłowskim „Nowa ustawa nas nie ochroni”

Karol Paciorek w rozmowie z Wojcieciechem Engelkingiem i Adamem Suwińskim „Cena prywatności”

————————————————————————————————————————-

Nie tylko prawo

Odwołanie się do bezpieczeństwa pozwala przywrócić władzy poczucie kontroli i sprawczości, ale zarazem odsłania jej bezradność w walce z nowymi niepaństwowymi aktorami, jakimi są globalni terroryści – globalny terroryzm jest w końcu fenomenem pozaterytorialnym. Odpowiedzią władz jest obietnica zażegnania niebezpieczeństwa metodami państwowymi – policyjnymi lub wojskowymi – które nie radzą sobie z tym nowym, wymykającym się łatwym opisom zagrożeniem. Dlatego też efektem jest często skierowanie wysiłków państwa „do wewnątrz” – zaostrzenie środków inwigilacji w stosunku do własnych obywateli.

Zaostrzenie środków inwigilacji uwidacznia z kolei w najbardziej jaskrawy sposób chęć odzyskania przez państwo utraconych wcześniej suwerennych kompetencji władzy. Jednocześnie państwa, borykając się z trudnościami z identyfikacją wroga, wyolbrzymiają zagrożenia, często nawet w sposób niecelowy, i tym samym zamieniają je w bliżej niezidentyfikowane poczucie ryzyka.

Przeciw tej półrealnej „zjawie” terrorystycznej wytacza się najcięższe działa. Dobrze widać to również na przykładzie naszego krajowego projektu ustawy antyterrorystycznej. Wysokiego zagrożenia terroryzmem, porównywalnego z tym we Francji, Belgii albo Niemczech, w Polsce nie ma. Terroryści, na szczęście, nie interesują się na razie naszym krajem. Władza podaje jako powód wprowadzenia ustawy konieczność zapewnienia ochrony zbliżających się Światowych Dni Młodzieży albo szczytu NATO, jednak do jej zapewnienia wystarczyłyby już istniejące rozwiązania. Poza tym, uchwalenie nowego prawa na kilka tygodni przed tymi imprezami nie daje żadnych szans na wdrożenie nowych procedur. Z tej perspektywy można domniemywać, że wydarzenia te są wykorzystywane przez rząd głównie jako preteksty do zwiększenia zakresu swojej władzy.

Jeśli nie będzie społecznej dyskusji dotyczącej tego, jakie mechanizmy nadzoru są konieczne, by obywatele czuli się bezpiecznie, a służby mogły skutecznie zmniejszać i eliminować ewentualne zagrożenia, to władza zdecyduje o tym za nas.

Rafał Wonicki

Nie jest to z pewnością przypadłość tylko naszego kraju. W całej Europie państwa sięgają do ustaw antyterrorystycznych, wzmacniając swoje uprawnienia kosztem praw obywatelskich. W zapobieganiu zamachom terrorystycznym same ustawy, nawet najbardziej surowe, niewiele mogą jednak zdziałać. Władzom Wielkiej Brytanii czy Francji, mającym podobnie rygorystyczne ustawy antyterrorystyczne do tych, które chce wprowadzić Polska, nie udało się zapobiec takim atakom. A pamiętajmy, że w tych krajach nakłady na służby są o wiele większe niż u nas.

Nie można jednak odmówić służbom tych państw pewnych sukcesów w walce z terroryzmem. Ich źródłem nie jest jednak wyłącznie kontrola własnych obywateli. Żeby się bronić przed terroryzmem, kraje te nie ograniczają się bowiem tylko do rozwiązań siłowych, ale wprowadzają inne ważne elementy, które w działaniach i zapowiedziach polskich władz do tej pory się nie pojawiły. To przede wszystkim budowanie zaufania na linii władza-społeczeństwo, większa responsywność instytucji państwa na potrzeby obywatelskie czy wdrażanie programów edukacyjnych uczących obywateli, co mają robić w sytuacjach zagrożenia terrorystycznego. Takie kompleksowe działania są o wiele skuteczniejsze w zapobieganiu aktom terroryzmu i ewentualnym „leczeniu” ich skutków.

Nie zmienia to oczywiście faktu, że powinniśmy mieć przepisy pozwalające służbom na walkę z zagrożeniem terrorystycznym. Ale bez wyznaczenia środków kontroli nad poczynaniami służb ustawa ta prędzej obróci się przeciw obywatelom niż faktycznym terrorystom. W zapobieganiu terroryzmowi na terenie własnego kraju najważniejsza jest więc nie sama ustawa, ale trudne i czasochłonne budowanie w obywatelach poczucia zaufania do państwa.

Permanentny stan wyjątkowy

Skutkiem obecnej praktyki, gdy rząd tak pisze ustawę, by służby mogły nie przedstawiać żadnych dowodów na ogłaszane przez siebie zagrożenia, będzie postępujące zmniejszanie zaufania do państwa w i tak już mocno zantagonizowanym społeczeństwie. W tej sytuacji wyrażane przez wielu obywateli przekonanie, że inwigilacja ich nie dotyczy, ponieważ nic złego nie zrobili, albo że brak prywatności jest niewielką ceną za bezpieczeństwo, jest krótkowzroczne. Pozwalając bowiem na naruszenie naszego prawa do prywatności, rezygnujemy również z prawa do domniemania niewinności.

Władza, mając możliwość śledzenia wszystkich jak chce i kiedy chce, stawia obywateli w roli podejrzanych, a nie w roli suwerena i podmiotu praw. Takie państwo nie stoi na straży wolności, tylko traci zdolność do jej rzeczywistej ochrony, umacniając przy tym sytuację permanentnego stanu wyjątkowego. Fetysz bezpieczeństwa zaczyna wtedy górować nad innymi wartościami stanowiącymi fundamenty demokratycznego państwa prawa. A to już staje się niebezpieczne.

Aby zminimalizować to ryzyko, możemy skorzystać z doświadczeń innych krajów. Przykłady Wielkiej Brytanii czy Niemiec (nota bene w tym ostatnim kraju trybunał konstytucyjny zakwestionował ostatnio kilka przepisów ustawy antyterrorystycznej nadmiernie naruszających wolności obywatelskie) pokazują, że służby mogą działać sprawnie i skutecznie bez niepotrzebnych naruszeń wolności obywatelskich. Droga ta wymagałaby jednak od władzy długookresowego wysiłku związanego ze zdobywaniem zaufania społecznego oraz poważnego potraktowania zapisanych w konstytucji praw chroniących prywatność obywateli.

SKOMENTUJ

Nr 383

(19/2016)
10 maja 2016

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj