Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Europa] Peryferia ucierpią...

[Europa] Peryferia ucierpią najbardziej. Na marginesie Brexitu

Bartłomiej Sienkiewicz

Zachód po Brexicie, i być może po Trumpie, będzie musiał przejść przez o wiele większe wstrząsy, by zacząć na nowo określać swoją przyszłość. Te wstrząsy odbiją się najbardziej na peryferiach.

No dobrze, wszyscy widzimy mniej więcej to samo. Od Kalifornii po Bratysławę cały Zachód przechodzi przez podobny kryzys. Brexit jest jego środkowym akcentem, w którym skupia się większość cech tego kryzysu: populizm i demagogia kładące kres panowaniu dotychczasowych elit politycznych i sterowności całego systemu; nieufność do jakiekolwiek wiedzy pochodzącej z kręgów eksperckich i równoczesna wiara w najbardziej dzikie kłamstwa i szalone recepty; pogarda dla dotychczasowych instytucji i chęć stworzenia Nowego Świata, wolnego od zgniłego establishmentu. A to wszystko poszyte strachem przed imigrantami, przed utratą dochodów i dotychczasowej pozycji społecznej.

Wygląda to tak, jakby zachodnia klasa średnia pod wpływem globalizacji wypowiedziała niepisany deal z klasą polityczną – deal, który ma bez mała od 70 lat: my zasypiamy z pewnością, że jutro będzie lepsze, wy to rzeczywiście robicie, a my się do niczego nie wtrącamy. Ale skoro polityka wraz ze swoimi instytucjami nie potrafi wywiązać się z tego zadania, to my, klasa średnia, która stworzyła dobrobyt i demokrację w obecnym zachodnim wydaniu, też czujemy się zwolnieni z umowy.

Młodzi, starzy, biedni, bogaci. Każda z tych grup chce jednak tego samego – bezpieczeństwa. Wszyscy chcą zachowania status quo, tyle że zupełnie inaczej je rozumieją. I dopiero tu zaczyna się poważny kryzys.

Bartłomiej Sienkiewicz

Brexit jest tym samym tylko jednym z elementów – i to nie ostatnim. To, że David Cameron sam go spowodował, grając o przywództwo we własnej partii, niczego nie zmienia. Teraz Angela Merkel będzie szukać takiego rozwiązania kryzysu po Brexicie, by przede wszystkim ocalić swoje przywództwo. Podobnie będzie czynił Matteo Renzi czy François Hollande. Bo cały system wspólnotowy jest podbity tą samą podszewką, którą stanowi prastara walka o władzę wśród własnego plemienia, zwanego obecnie państwem narodowym. A ponieważ państwa narodowe mają w Unii silniejsza władzę (mimo że są coraz słabsze i bezradne), to ich reguły w momentach przełomowych rządzą całością, a nie reguły wspólnotowe.

Ale ten proces ma swoje lokalne mutacje i lokalne osobliwości. Zależnie od tego, czy to Farage, Kaczyński czy Trump – podmiot polityczny, czyli ta część społeczeństwa dająca im siłę, się różni. Forpocztą zmiany w Polsce byli ludzie młodzi, którzy są egzemplifikacją prawdy o konsekwencjach zaniechania edukacji. Pokolenie wydane na żer populizmu w wyniku największej klęski III RP, jaką było zignorowanie edukacji wspólnotowej. Toteż wyedukował ich ktoś inny, wdrukowując mity z zamierzchłych epok. W Wielkiej Brytanii ludzie starsi wypisali młodych z UE, chcąc im zapewnić w swoim mniemaniu bezpieczniejszą przyszłość.

Młodzi, starzy, biedni, bogaci. Każda z tych grup chce jednak tego samego – bezpieczeństwa. Gwarancji, że nie będzie gorzej. Więc jedni upatrują go w polityce pod hasłem: „niech zostanie, jak jest” (zwolennicy pozostania Wielkiej Brytanii w UE), inni w powrocie do małego, zrozumiałego świata ich młodości, bez zagrożeń z zewnątrz, bez imigrantów: „niech będzie, jak było”. Wszyscy chcą zachowania status quo, tyle że zupełnie inaczej je rozumieją. I dopiero tu zaczyna się poważny kryzys. Bo siłą Zachodu było zawsze tworzenie nowej obietnicy, wybór przyszłości jako punktu odniesienia. Stan, w którym społeczny podmiot polityczny skupia się na tym, jak zachować to, co jest lub było, dowodzi, że to dynamo przestało pracować.

Obawiam się, że Zachód po Brexicie, i być może po Trumpie, będzie musiał przejść przez o wiele większe wstrząsy, by zacząć na nowo określać swoją przyszłość. Te wstrząsy odbiją się najbardziej na peryferiach, nieposiadających „starych pieniędzy” – które zawsze stanową kotwicę w trudnościach – i nieposiadających realnej siły ani polityków zdolnych do umiejętnej gry z Centrum, by ocalić przynajmniej trochę stabilności i zasobów. Może jeden Orbán ma taką zdolność, tyle że jego kraj jest zupełnym marginesem znaczenia w Europie. Najgorsze, co może spotkać Polskę, to zrównanie się ze statusem politycznym Węgier i poniesienie wszelkich konsekwencji typowych dla peryferii w czasie kryzysu całego Zachodu.

 

* Fot. wykorzystana jako ikona wpisu: MIH83; Źródło: Pixabay.com

SKOMENTUJ

Nr 390

(26/2016)
29 czerwca 2016

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail