Wesprzyj Kulturę Liberalną
Przyszłość naszego tygodnika zależy od Darczyńców. Wesprzyj Kulturę Liberalną
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Temat tygodnia > Koniec pokoleń podległości

Koniec pokoleń podległości

Jarosław Kuisz

Polacy boją się upadku państwa. To wstydliwy temat, o którym nie rozmawia się otwarcie. Obawy o los państwa mają różny stopień natężenia, niemniej jednak „płyną” spodem naszego życia zbiorowego. Zza rozmów z osobami różnych zawodów, które należą do pokolenia matek i ojców założycieli III RP, wyłaniała się realny brak wiary w przyszłość.

„To państwo nie może się ostać!” – kilkakrotnie usłyszałem wprost. Następnie zaś podawano rozmaite powody, głównie historyczne i geopolityczne. Ten strach to nasza „podziemna rzeka” – powiedział jeden ze znanych dziennikarzy. Podobne słowa usłyszałem od warszawskiego taksówkarza.

Oczywiście można bezrefleksyjnie celebrować święto odzyskania niepodległości. Jedni będą się upajać nacjonalizmem, inni rytualnie go krytykować, po czym wszyscy rozejdą się do domów. Źródło naszych politycznych neuroz pozostaje w ten sposób nietknięte. A przecież jednym z wytłumaczeń absurdalnie wysokiej temperatury sporu politycznego od 2015 roku jest fakt, że jego uczestnicy są przekonani, iż druga strona może doprowadzić do upadku państwa. Jak inaczej rozumieć straszenie tym, że Bruksela czy Berlin zastępują współcześnie Moskwę? Czym innym jest w istocie straszenie „Polexitem”, czyli domniemanym wyjściem Polski z Unii Europejskiej? Obrzucanie się epitetem „Targowicy” może wydawać się retorycznie wyrafinowane, jednak warto rozumieć, co oznacza on z punktu widzenia historycznego. To jedna z najcięższych obelg, zarzut zdrady prowadzącej do upadku całego państwa. Trauma zniknięcia Rzeczypospolitej z mapy, która sięga odległego roku 1795, w wersji wzmocnionej szeregiem smutnych wydarzeń, które miały miejsce jeszcze w XX stuleciu, tkwi zatem we współczesnej polskiej tożsamości.

Polityka widziana przez pryzmat spraw ostatecznych nie może być letnia. Wiele osób wychowanych w czasach, gdy Polska Ludowa podlegała Związkowi Radzieckiemu, z trudem sobie wyobraża, że niepodległe państwo może po prostu trwać. Z własnej biografii pamiętają przecież, że było inaczej. Doświadczenie z przeszłości stało się podstawą przekonania, któremu wielu Polaków hołduje, a które jak samospełniająca się przepowiednia ma niszczący wpływ na nasze życie publiczne.

Po raz pierwszy od rozbiorów Polski uformowanie ram świata całego pokolenia nastąpiło we własnym państwie. To rzutuje na doświadczenie świata w zupełnie nowy sposób, w szczególności: państwa, prawa i polityki. Między pokoleniami Polaków powstała zatem ogromna różnica w przeżywaniu świata.

Jarosław Kuisz

Postkomunistyczny mit Zachodu

Myślenie w kategoriach walki o politykę historyczną, ze szczególnym uwzględnieniem walki narodowowyzwoleńczej Polaków i upadku państwa, przypisuje się najczęściej prawicy. Prawda jest jednak taka, że ten sposób obejmuje wszystkich. Najlepiej pokazuje to przykład prowadzenia naszej polityki po 1989 roku, gdy wprowadzano Polskę do Unii Europejskiej i NATO. Przez ćwierć wieku powszechnie wierzono, że dołączenie do tych instytucji będzie remedium na wszystkie nasze bolączki. Przekonanie to było niczym balsam na zdewastowane komunizmem dusze. Po 1989 roku Polacy byli niewątpliwie podzieleni w wielu kwestiach, ale nie co do „uciekania ze Wschodu na Zachód”, w przeważającej mierze wyobrażony i zmitologizowany (o czym więcej pisałem TUTAJ).

Pierwsza dezorientacja polskiej klasy politycznej przyszła, gdy zostały zrealizowane wyznaczone cele. Przede wszystkim wejście do NATO w 1999 roku i UE w 2004. Zrealizowano marzenie z czasów podlegania Moskwie w 100 procentach. Skutkiem tego jednak była dezorientacja polityczna – słynny „brak wizji” – pogłębiony w ostatnich latach splotem rozmaitych czynników: od realnego poznawania państw Zachodu z ich codziennymi bolączkami, po rozmaite kryzysy, które przetoczyły się przez Stary Kontynent (kryzys strefy euro, kryzys uchodźczy i inne). W tym czasie Polacy zaczęli zadawać sobie nerwowo pytanie „kim jesteśmy?” w nowy sposób, a mianowicie: kim jesteśmy w czasach pokoju? Czy geopolityczna i gospodarcza koniunktura może trwać dłużej? I co potem? Bo przecież od XVIII wieku dla państwa „potem” zawsze oznaczało klęskę. To opowieść, w której znakomicie odnajdują się starsze pokolenia – wychowane przed 1989 rokiem pokolenia podległości.

Ilustracja: Grzegorz Myćka

Pierwsze pokolenie niepodległości

Tymczasem na tle historii Polski wydarzyło się coś niezwykłego. To coś jeszcze nie całkiem uświadomionego, co sprawia, że znaleźliśmy się na obszarze kulturowo nieznanym, prawdziwym odpowiedniku białych plam na dawnych mapach. Oto nad Wisłą, we własnym państwie, urodziło się, wychowało i weszło w dorosłe życie całe pokolenie. Dobiega ono dziś trzydziestki. Jego przedstawiciele opowieści o państwie zależnym oczywiście znają, ale „z drugiej ręki”. To nie jest różnica drobna, ale różnica ogromna. Po raz pierwszy od rozbiorów Polski uformowanie ram świata całego pokolenia nastąpiło we własnym państwie (II RP upadła zbyt szybko, zaś PRL do końca pozostawała uzależniona od innego państwa). To rzutuje na doświadczenie świata w zupełnie nowy sposób, w szczególności: państwa, prawa i polityki. Między pokoleniami Polaków powstała zatem ogromna różnica w przeżywaniu świata.

Na tle polskiej historii młodzi ludzie bowiem znajdują się wobec ważnego wyboru. Albo będą kontynuować stare narracje, opowieści o Polsce i polskości stworzone w czasach podległości, albo wypracują własne, adekwatne do niepodległego państwa.

Nic tutaj na przyszłość nie jest przesądzone, albowiem siła kultury wypracowanej w XIX–XX wieku jest ogromna. Dla wielu Polaków wzorzec szlachetnego postępowania z okresu 1795–1989 to wręcz synonim polskości. Więzienie (internowanie) za sprawę to ważniejszy dowód patriotyzmu niż wygrana w wyborach powszechnych. Kultura podległości nie jest to kultura dostosowana do przeżywania normalności we własnym państwie. Zakodowany w niej wzór „odzyskiwania niepodległości” we własnym państwie przełożony jest na wieczne przekreślanie dotychczasowych osiągnięć oraz „zaczynanie wszystkiego od nowa”. Tylko w ten sposób można zrozumieć na przykład jednoczesne występowanie nieprzerwanego wzrostu gospodarczego w III RP z hasłem „Polska w ruinie”.

Polityczny podział pokoleniowy

Znaleźliśmy się zatem w sytuacji fascynującego przełomu: podział postkomunistyczny, po którym przyszedł podział postsolidarnościowy, zastąpić może podział międzypokoleniowy. Niczego nie rozstrzyga on na przyszłość, gdyż w sensie politycznym młodzi ludzie nie jeszcze stworzyli opowieści o sobie. Cały czas dominują bowiem wzorce z czasów podległości, cały czas niedoścignionym ideałem pozostaje antykomunistyczny dysydent (ów szlachetny następca powstańca). Istnieje zatem niebezpieczeństwo, że młodzi Polacy po prostu będą kontynuować „stare opowieści” z czasów podległości. Wzory kulturowe znane z dzieł polskiej kultury wysokiej – od Adama Mickiewicza po Tadeusza Konwickiego – będą „tylko” przetwarzane na nowe czasy, podawane w lekko strawnej formie kultury popularnej, odnajdywane na T-shirtach czy w hiphopowych piosenkach.

Dla wielu Polaków wzorzec szlachetnego postępowania z okresu 1795–1989 to wręcz synonim polskości. Więzienie (internowanie) za sprawę to ważniejszy dowód patriotyzmu niż wygrana w wyborach powszechnych.

Jarosław Kuisz

Niemniej jednak istnieje teoretycznie druga możliwość: że młodzi Polacy zajmą aktywniejsze stanowisko wobec przeszłości, że to oni będą z perspektywy własnego państwa kształtować rozumienie kultury ostatnich 200 lat – a nie, że kultura podległości będzie kształtowała ich wyobraźnię o państwie, w którym żyją. Jeśli z tej możliwości skorzystają, to naprawdę będą zdolni do tego, aby sprostać wyzwaniom przyszłości, wymagającym ponadpartyjnej i ponadpokoleniowej kultury kompromisu we własnym państwie, choćby reformy służby zdrowia i systemu emerytalnego. Jeśli jednak tego nie zrobią, trwać będzie nadal działanie w imię „zaczynania od nowa”, „odzyskiwanie po kimś państwa”, tzn. de facto likwidowanie reform poprzedników, tylko dlatego że to nie my je wprowadziliśmy – i w istocie w polskiej sferze publicznej nic się nie zmieni.

Wyzwanie zatem jest ogromne, jednak jest to także unikalna przygoda. Czas na ukształtowanie przez pokolenia niepodległości stosunku do państwa i polskości z perspektywy nowej: niepodległego państwa bez obawy o jego upadek. Czas, aby wyjść mentalnie z tego cyklu dziejowej konieczności, w którym przyszłość naszego państwa oznacza zawsze jego upadek. Na tym może polegać prawdziwy liberalizm – że zamiast poddawać się z góry narzuconym sposobom myślenia, próbuje się budować nowe. I docelowo nie tylko przejmuje się sprawy we własne ręce, ale i odzyskuje sens życia we własnym państwie.

 

SKOMENTUJ

Nr 513

(45/2018)
6 listopada 2018

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj