Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Polska] „Brzydkie Dziewczyny”,...

[Polska] „Brzydkie Dziewczyny”, walczmy o prawa!

Katarzyna Kasia

Coraz poważniej obawiam się, że nasze czarne parasolki to ostatnie reduty obywatelskiego oporu, który będzie tłumiony przez coraz bardziej opresyjny aparat państwa – pisze Katarzyna Kasia.

Na pytanie o to, dlaczego rok po czarnym proteście dalej nie składamy parasolek, najlepszą odpowiedź dała policja, rewidująca biura organizacji wspierających kobiety w całej Polsce.

We wtorek, 3 października, odbyły się liczne manifestacje, w ramach których podpisywano obywatelski projekt ustawy liberalizującej dostęp do legalnej aborcji oraz protestowano przeciw wycofaniu z aptek dostępnej bez recepty antykoncepcji awaryjnej. W środę, dzień później, policja, działająca na zlecenie prokuratury, złożyła wizyty w siedzibach pozarządowych organizacji działających na rzecz kobiet. Nie trzeba mieć manii prześladowczej, żeby te dwa fakty ze sobą powiązać. Nie musimy paranoicznie tropić spisków i układów, aby zastanowić się poważnie, czy nie mamy przypadkiem do czynienia z zastraszaniem środowisk prokobiecych. Trudno przypuszczać, że ogólnopolskie protesty nie mają nic wspólnego z tym, co wydarzyło się następnego dnia.

Czarny protest 2016 pokazał, jak wielką siłę polityczną mają kobiety. Jeden dzień strajku, spędzony na tłumnych manifestacjach, sprawił, że wycofano z Sejmu projekt ustawy zaostrzającej prawo antyaborcyjne. Niestety „obrońcy życia” bardzo szybko wrócili do swoich haseł, ograniczając na razie swoje żądania do tego, by zakazać przerywania ciąży w przypadku stwierdzenia nieuleczalnych wad płodu. Być może zaostrzenie ustawy o dopuszczalności przerywania ciąży w tym punkcie stanowi jakiś element politycznych targów między partią rządzącą a radykalnymi katolickimi środowiskami opiniotwórczymi. Powstrzymanie tej nowelizacji było pierwszym powodem, dla którego Polki ponownie zaprotestowały. Drugim była decyzja ministra Radziwiłła o wycofaniu z aptek dostępnej bez recepty pigułki „dzień po”, która – przypominam – nie jest pigułką wczesnoporonną, jak twierdzą jej przeciwnicy. Decyzję tę jako słuszną w sposób mniej czy bardziej kuriozalny komentowali politycy PiS-u, wśród których największą empatią wykazał się poseł Suski, który stwierdził, że „on tego nie łyka”. Gdyby łykał, to co innego. Wtedy należałoby EllaOne rozdawać za darmo. A tak, to nie ma potrzeby, warto natomiast, aby generyki Viagry były dostępne niedrogo i bez recepty, najlepiej na stacjach benzynowych.

Słowo, nawet posła PiS-u, jest jednak, jak twierdził Heraklit z Efezu, zaledwie „cieniem czynu” i dlatego nie powinnyśmy tracić z oczu ministra zdrowia, który nie tylko skutecznie zmniejszył dostępność antykoncepcji awaryjnej, lecz także nie ułatwił Polkom dostępu do profesjonalnej opieki ginekologicznej. Podjął za to działania mogące wpłynąć na obniżenie standardów opieki okołoporodowej oraz zmniejszył dostępność diagnostyki prenatalnej. Powinniśmy również pamiętać o ministrze sprawiedliwości, który odmawia finansowania Centrom Praw Kobiet, argumentując, że ich „oferta pomocy skierowana jest tylko do kobiet pokrzywdzonych” i o pani minister rodziny, pracy i polityki społecznej, której resort pracował nad wypowiedzeniem przez Polskę europejskiej Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet.

Czy naprawdę lekiem na to całe zło ma być program 500+ oraz obniżenie wieku emerytalnego? A co, jeśli zastanowimy się nad tym w kontekście skutecznego eliminowania kobiet z rynku pracy? Trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy raczej do czynienia ze zmasowanym atakiem na suwerenność Polek, mających ograniczyć swoją aktywność do rodzenia dzieci i jak najwcześniejszego zaprzestawania działalności zawodowej, by opiekować się za darmo wnukami. Oczywiście, zdaję sobie sprawę z tego, że pisząc powyższe, narażam się co najmniej na niechęć ze strony tych, którzy uważają, że prorodzinne działania rządu pani premier Beaty Szydło służą niesieniu skutecznej pomocy matkom i coraz młodszym babkom, pragnę jednak wszystkich uspokoić: w oficjalnej narracji istnieje zasadnicza różnica między kobietami, którymi należy się opiekować, i tymi, które protestują na ulicach. Rok temu, minister spraw zagranicznych, Witold Waszczykowski, pogardliwie skomentował demonstracje słowami: „Niech się bawią”. W tym roku, poprzeczkę podniósł ekspert z TVP, twierdząc, że źródłem feminizmu jest frustracja seksualna przeżywana przez brzydkie kobiety. Do wyrażenia tej światłej diagnozy użył języka, którego nie zniosłaby moja klawiatura.

W tym kontekście mogę tylko powiedzieć: trudno. Bawmy się na ulicach, Brzydkie Dziewczyny. Bawmy się, walcząc o prawa naszych córek, o zapobieganie przemocy w rodzinie, o Niebieską Linię, o godne warunki rodzenia dzieci, o możliwość decydowania o tym, czy w ogóle chcemy je mieć. Chociaż obawiam się coraz poważniej, że te nasze parasolki to ostatnie reduty obywatelskiego oporu, który będzie tłumiony przez coraz bardziej opresyjny aparat państwa.

 

Fot. wykorzystana jako ikona wpisu: Wikimedia Commons

SKOMENTUJ

Nr 457

(42/2017)
10 października 2017

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail