Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Europa Środkowa] Czas...

[Europa Środkowa] Czas wielkiego strachu

Z Ivetą Radičovą rozmawia Dariusz Kałan

„Terrorystom właśnie o to chodzi. Abyśmy się nawzajem obwiniali, rosło napięcie i chaos, a gniew skierował się na uchodźców. Terroryzm nie pojawił się wraz z uchodźcami i wraz z nimi nie zniknie”, przekonuje była premier Słowacji.

Z Ivetą Radičovą, byłą premier Słowacji i do niedawna jedną z najbardziej wyrazistych osobowości słowackiej sceny politycznej, spotykam się w szczególny dzień. 17 listopada to święto narodowe, rocznica manifestacji studenckich, które dały początek aksamitnej rewolucji 1989 r. w Czechosłowacji.

Mieliśmy rozmawiać o tym, co się stało z Europą Środkową w ciągu tych 26 lat, jak poradziliśmy sobie z naszą wolnością, ale cztery dni wcześniej w Paryżu i Bejrucie doszło do ataków terrorystycznych zorganizowanych przez tzw. Państwo Islamskie. Te tragiczne wydarzenia nałożyły się czasowo na masowe fale migracji do Unii Europejskiej z krajów ogarniętych konfliktami wojennymi, głównie z Syrii, Afganistanu i Iraku. Europa Środkowa, a przynajmniej cztery państwa Grupy Wyszehradzkiej, od dawna krytykowały rozwiązania kryzysu proponowane przez Unię, wielu liderów od razu ogłosiło też, że do zamachów nigdy by nie doszło, gdyby postawa wobec przybyszów z Bliskiego Wschodu była bardziej stanowcza.

Z Radičovą rozmawiam o tym, dlaczego akurat Europa Środkowa stała się awangardą sprzeciwu wobec migrantów, a także o wielkim strachu, który ogarnął wszystkich aktorów życia publicznego: polityków, wystraszonych wizją utraty władzy; media, świadomie podsycające lęki zakorzenione od dawna w regionie; i wyborców.

Dariusz Kałan

 


 

Dariusz Kałan: Viktor Orbán, Robert Fico, Jarosław Kaczyński – mieli rację?

Ivetą Radičova: Nie, łączenie zamachów w Paryżu i Bejrucie z kryzysem migracyjnym to intelektualne nadużycie. I polityczna broń służąca wzmocnieniu tych, którzy takie tezy wygłaszają. Podobne głosy słychać w całej Europie, tym żywią się radykałowie z Francji, Hiszpanii czy Finlandii. Różnica polega na tym, że tamci są w opozycji, a nasi – u władzy.

Po pierwsze, terroryzm nie pojawił się wraz z uchodźcami i wraz z nimi nie zniknie. W marcu 2004 r., w czasie ataków w Madrycie, w których zginęło ponad 190 osób, na Słowacji przebywało 11 tys. uchodźców. Nikomu nie przyszło do głowy, aby obarczać ich odpowiedzialnością. Po drugie zaś, ogromna część tych ludzi ucieka właśnie przed tym, co w Paryżu i Bejrucie pokazało tzw. Państwo Islamskie (ISIS). Do niedawna to była ich tragiczna codzienność.

To właśnie o nich musimy walczyć, bo bez współpracy z muzułmanami nie da się pokonać ISIS. Chodzi nie tylko o Turcję czy imigrantów, którzy od dawna mieszkają w Europie, ale także o tych, którzy dotarli do niej na fali ostatniego kryzysu i dystansują się od fanatyków. Oni dobrze znają kulturę, ludzi, geografię swoich krajów, w tym Syrii, która jest beczką prochu i w każdym momencie może wybuchnąć na jeszcze większą skalę. Mówienie, że są potencjalnymi terrorystami to nieodpowiedzialność. W ten sposób zrażamy ich, marnujemy szansę na przyciągnięcie do siebie i zwiększamy podatność na propagandę ISIS.

W tej chwili najważniejsze jest zakończenie wojny w Syrii i ograniczenie terrorystom pola manewru.

Iveta Radičová

Ale fakt jest taki, że dwu zamachowców z Paryża dostało się do Europy jako uchodźcy.

Popełniliśmy mnóstwo błędów, w wielu przypadkach zawiodła procedura. Ostatni rok właściwie zmarnowaliśmy. Jednak nadal mamy szansę to naprawić. Musimy zaakceptować, że ci ludzie już tu są i zostaną z nami na jakiś czas. Większość chciałaby wrócić do domu – ale domu nie ma.

Nie zdziwię się, jeśli będą pojawiać się kolejne artykuły o tym, że z powodu niedopatrzenia któregoś kraju członkowskiego podejrzane osoby przekroczyły granice Unii Europejskiej. Terrorystom właśnie o to chodzi. Abyśmy się nawzajem obwiniali, aby w Europie rosło napięcie i chaos, a gniew po zamachach skierował się na uchodźców.

I jeszcze te głosy, że islam jest religią z natury złą… Otóż Koran zakazuje zabijania niewinnych ludzi, dopuszcza jedynie wojnę obronną. Jeśli znowu zaczniemy mówić o winie kolektywnej, to opaskę z jakim symbolem założymy muzułmanom na rękę? Historia niczego nas nie nauczyła?

To koniec naszej belle époque?

Europa długo nie zazna spokoju, ale zamach w Paryżu – niestety – nie jest pierwszym aktem terroru na Starym Kontynencie. Co naturalnie nie oznacza, że to coś normalnego, do czego powinniśmy się przyzwyczaić. Nie, to aberracja, z którą trzeba walczyć. Na wszystkich polach – militarnym, finansowym, ideologicznym, w internecie. Ale bez manipulacji, grania na lękach obywateli i zbijania kapitału politycznego.

No cóż, prawda jest taka, że czasy nigdy nie były łatwe. Na Słowacji przez osiem lat zmagaliśmy się z Vladimírem Mečiarem. Jego rządy doprowadziły do krachu gospodarczego, społecznej depresji i międzynarodowej izolacji. Inaczej wyobrażaliśmy sobie wolność w 1989 r. Ale jakoś z tego wyszliśmy.

Nasi liderzy twierdzą, że nie mogą przedkładać praw uchodźców ponad bezpieczeństwo swoich obywateli. Co w tym złego?

Każdy polityk będący u władzy musi znaleźć równowagę między bezpieczeństwem a wolnością. Jeśli za bardzo przechyli szalę w jedną stronę, ryzykuje anarchią, jeśli w drugą – totalitaryzmem. Strach jest uprawniony, ale nie powinien wiązać nam rąk, ani też usprawiedliwiać poddawania się emocjom przy podejmowaniu decyzji politycznych.

W tej chwili najważniejsze jest zakończenie wojny w Syrii i ograniczenie terrorystom pola manewru. Wiemy, że jednym ze źródeł ich finansowania jest handel ropą naftową – kto od nich kupuje? Kto im dostarcza broń? Czemu pozwalamy na tak swobodne szerzenie ich propagandy w internecie? To są zasadnicze pytania.

I dalej. Dlaczego zostawiamy kraje, które nie są w strefie Schengen – jak Bułgaria, Chorwacja czy Rumunia – samymi sobie? Co z prewencją antyterrorystyczną? Ci sami ludzie, którzy teraz świadomie podgrzewają napięcia społeczne, przez lata nie potrafili przygotować i wprowadzić w życie odpowiednich ustaw. Jakoś nie słyszę, aby którykolwiek z wymienionych przez pana liderów o tym wszystkim mówił.

Dlaczego tak radykalne głosy dochodzą akurat z naszego regionu?

Premier Czech, Bohuslav Sobotka, kilka dni po zamachu w Paryżu jednoznacznie stwierdził, że nie należy łączyć terroryzmu z kryzysem migracyjnym. Ale rzeczywiście to wyjątek.

Jest kilka powodów. Zacznijmy od tego, że w wielu krajach Europy Środkowej rządzący politycy – na czele z Ficem i Orbánem, a teraz także Kaczyńskim – mają ogromną władzę. Rządzą samodzielnie, nie muszą się liczyć z zachciankami koalicjantów, media im pobłażają, a opozycja jest słaba i podzielona. Ale władza uzależnia. Dla tak silnych polityków myśl o jej utracie staje się niemal obsesją. Oni naprawdę bardzo się boją, bo poza polityką nie znają innego życia.

A im większa władza, tym większy strach.

Właśnie tak. I dlatego na Słowacji i Węgrzech trwa permanentna mobilizacja wyborców. Kampania nie ogranicza się do kilku miesięcy przed wyborami, lecz ciągnie przez cały okres pracy parlamentu.

To oczywiście nie sprzyja wysublimowanej debacie publicznej. Nikt nie powie ludziom, że istnieje różnica między ochroną uzupełniającą, pobytem tolerowanym, procedurą azylową, a udzieleniem azylu. Przeciętny człowiek tego nie rozumie i w fantazjach widzi muzułmanów zabierających dorobek jego życia. Politycy, a także media, korzystają z prostych przekazów, a od czasów starożytnych wiemy, że nic nie działa tak skutecznie na pobudzanie negatywnych emocji, jak precyzyjne wskazanie wroga. Kogoś, na kogo można zrzucić odpowiedzialność za złą sytuację gospodarczą czy utratę poczucia bezpieczeństwa.

To może zabrzmi brutalnie, ale kryzys migracyjny spadł im z nieba. Wcześniej winnymi naszych niepowodzeń były Niemcy i ich polityka zaciskania pasa, ale ten motyw słabiej działa na wyobraźnię. Tymczasem tutaj mamy wszystko, co najstraszniejsze: obcą religię, zamykanie granic, zamachy. Politycy wrzucają to do jednego worka i harcują do woli.

Nie mają nikogo wokół siebie, kto powie: przesadziłeś, poszedłeś trochę za daleko?

Nie, bo losy stronników zależą od pozycji przewodniczącego. Nie wyzwoliliśmy się jeszcze z wodzowskiego modelu uprawiania polityki. Partie są budowane na jednostkach, ich osobowościach, sympatiach i kaprysach. Ich sukces jest sukcesem partii, ich niepowodzenie – prowadzi do śmierci całej formacji. Po odejściu Mikuláša Dzurindy znikło SDKÚ-DS, upadek Mečiara pogrzebał HZDS. Jeśli noga powinie się Ficowi, Orbánowi i Kaczyńskiemu, jestem pewna, że podobnie będzie ze SMER-SD, Fideszem i PiS-em. Tymczasem dojrzała partia przeżyje polityczną śmierć swojego założyciela. Tak było w przypadku niemieckiej chrześcijańskiej demokracji po skandalu z udziałem Helmuta Kohla.

To problem całej Europy Środkowej i jej komunistycznej przeszłości. Niepewność siebie, bierność, skrajny indywidualizm, zależność od państwa, tęsknota za silną władzą.

Iveta Radičová

A jednak twarda retoryka podoba się wyborcom. Według Eurobarometru, Słowacy spośród wszystkich narodów w Unii są najbardziej niechętni konieczności rozdzielania uchodźców.

Jeśli szef rządu mówi publicznie, że uchodźcy są potencjalnymi terrorystami, to automatycznie sprawia, że poziom lęku w kraju rośnie. W ten sposób steruje się polityką strachu – słowami. Żądanie Fica, aby nie pokazywać fotografii dzieci, które zginęły na Morzu Śródziemnym w czasie przeprawy do Europy, uważam za skandaliczne. W czasach, gdy ekstremizm tak łatwo przenosi się do mainstreamu, odpowiedzialny polityk musi mieć odwagę wystąpić przeciwko skrajnym nastrojom społecznym, a nie jeszcze je potęgować. Powinien stać na straży przyzwoitości i zasad etycznych. Jestem przekonana, że można kłamać, ale krótko. Kłamstwo prędzej czy później wyjdzie na jaw i obróci się przeciwko autorowi.

Sądzę też, że to nie jest narracja całego narodu, tylko jednej partii, która walczy o kolejne zwycięstwo w wyborach. Jestem socjologiem i potrafię analizować sondaże. Zdecydowana większość Słowaków deklaruje gotowość wsparcia uchodźców, a na pytanie, czy powinni tu zostać na stałe, „tak” odpowiada 54 proc. To dużo czy mało?

Owszem, społeczeństwo jest podzielone. Ludzie boją się o siebie, najbliższych, miejsca pracy. Ale fakt jest taki, że chcą też pomagać, a nasze organizacje pozarządowe wykonały ogromną pracę, organizując zbiórki pieniędzy i darów.

To kropla w morzu potrzeb.

Niestety, po ponad dwudziestu latach transformacji społeczeństwo obywatelskie nadal nie jest mocnym elementem życia publicznego na Słowacji. Nie potrafimy jednoczyć się wokół ważnych spraw, wywierać presji na politykach. Siły, które wyniosły Mečiara do władzy, nadal drzemią w naszym narodzie.

To zresztą problem całej Europy Środkowej i jej komunistycznej przeszłości. Niepewność siebie, bierność, skrajny indywidualizm, zależność od państwa, tęsknota za silną władzą, która rozwiąże każdy problem – to gleba podatna na lęk i skrajne emocje. A politycy dobrze to wiedzą. I wykorzystują. Proszę sobie przypomnieć, co się działo w Paryżu po zamachach. Głosy płynące z naszego regionu były bardziej histeryczne niż społeczeństwa francuskiego.

Kryzys będzie pretekstem do dalszego zwiększenia władzy? Premier Fico już zapowiedział, że każdy muzułmanin na Słowacji zostanie poddany specjalnej kontroli.

Polityk zrobi to, na co pozwolą mu obywatele. Dlatego obawiam się nie tylko ambicji populistów, ale także milczenia demokratów.

 

Rozmowa została przeprowadzona 17 listopada 2015 r. w Bratysławie.

...czy możemy poprosić Cię o jeszcze chwilę uwagi? Mamy dla Ciebie ważną wiadomość.

„Kultura Liberalna” jest magazynem wydawanym społecznie: to znaczy, że ukazuje się dzięki osobom takim jak Ty. Patrzymy na ręce politykom wszystkich opcji. Bronimy wartości demokratycznych i wolnościowych. Pracujemy nad wizjami Polski na przyszłość. W czasach postępującej radykalizacji i rosnących podziałów politycznych tworzymy pismo, które niezmiennie idzie własną drogą.

Wspólnie tworzymy demokratyczne media. Jeśli czytasz „Kulturę Liberalną” i popierasz to, co robimy, wesprzyj nas.

SKOMENTUJ

Nr 360

(48/2015)
2 grudnia 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj